W teorii żyjemy w państwie prawa, które chroni wolność słowa i niezależność czwartej władzy jaką jest prasa. W praktyce, sprawa redaktora naczelnego Niezależnych Mediów Podlasia Jacka Porosa, obnaża przerażający mechanizm, w którym organy ścigania i sądy stają się narzędziem w rękach prawomocnie skazanego oszusta, ukrywającego się przed polskim wymiarem sprawiedliwości. To nie była sprawiedliwość – to była systemowa egzekucja na człowieku, który odważył się zadawać pytania tam, gdzie system nakazał milczeć.
Szokujący wyrok za zdanie z artykułu historycznego wyrwane z kontekstu.
18 października 2019 r. Sąd Rejonowy w Białymstoku, III Wydział Karny, pod przewodnictwem sędziego Marcina Kęski (sygn. III K 819/19) skazał Jacka Porosa – niezależnego dziennikarza i wydawcę „Niezależnych Mediów Podlasia” – z art. 257 kodeksu karnego. Wymierzona kara: 4 miesiące ograniczenia wolności i 20 godzin prac społecznych miesięcznie, z częściowym obciążeniem kosztami sądowymi i wpisem do rejestru karnego.
Powód? Jedno zdanie – przedmowa mająca wciągać do debaty publicznej napisana do przedruku artykułu historycznego pt. „Żydzi wypędzeni 47 razy w ciągu 1000 lat. Dlaczego?”, opublikowanego 1 grudnia 2014 r. na niezaleznemediapodlasia.pl: „Jak podłym narodem trzeba być by zasłużyć na taki los”. Zdanie to było częścią wstępu złożonego z serii pytań („Właśnie dlaczego?”, „Czy słyszeliście o innych narodach…”) i kończyło się zapowiedzią: „Poniżej znajdziecie kilka odpowiedzi na te pytania”, co jasno wskazywało na formę prowokacji intelektualnej, nie kategorycznego stwierdzenia.
Sąd I instancji w osobie sędziego Marcina Kęski zignorował ten kontekst, skupiając się na jednym słowie – „podły” – i, posiłkując się słownikami, uznał, że nazwanie „narodu” podłym jest zniewagą całej grupy z powodu narodowości. Odmówił dopuszczenia biegłego historyka, nie zbadał źródeł, na których opierał się tekst (m.in. Bernard Lazare, prof. Jesse H. Holmes, Henry Ford), i całkowicie pominął wcześniejsze publikacje redaktora Porosy o Żydach o pozytywnym wydźwięku między innymi w artykułach „Wspaniała Żydówka Wielkiej Polski„, „O oszczerstwach w sprawie Jedwabnego”.
Grzechy główne Sądu I instancji: Jak sędzia Marcin Kęska pogrzebał sprawiedliwość
Analiza przewodu sądowego przed Sądem Rejonowym w Białymstoku obnaża szereg rażących zaniedbań i błędów sędziego Marcina Kęski, które doprowadziły do wydania wyroku skrajnie niesprawiedliwego i opartego na błędnych przesłankach:
-
Manipulacja logiczna tekstu: Sędzia Kęska dokonał arbitralnego pocięcia artykułu, wyrywając z niego jedno zdanie i nadając mu charakter kategorycznego twierdzenia, podczas gdy kontekst całego wstępu (wielokrotne pytania) jednoznacznie wskazywał na formę zapytania retorycznego mającego pobudzić do debaty.
-
Błędna interpretacja zamiaru (dolus): Sędzia przypisał dziennikarzowi celowe działanie w zamiarze bezpośrednim znieważenia narodu żydowskiego, całkowicie ignorując wyjaśnienia oskarżonego oraz dowody w postaci jego wcześniejszych publikacji o wydźwięku filosemickim, co wyklucza nienawistną motywację.
-
Tłumienie dowodów historycznych: Sędzia Kęska w sposób rażący oddalił wniosek o powołanie biegłego historyka, który mógłby potwierdzić fakty przytoczone w artykule, uniemożliwiając tym samym wykazanie, że tekst opierał się na prawdzie historycznej, a nie na bezpodstawnych inwektywach.
-
Oparcie wyroku na „zawodowym pokrzywdzonym”: Sędzia uznał za wiarygodne doniesienie Rafała Piotra Gawła, ignorując fakt, że żadna reprezentatywna organizacja żydowska w Polsce nie poczuła się znieważona, a jedyny inicjator sprawy był już wówczas osobą skazaną za oszustwa i poszukiwaną przez prawo.
-
Pogwałcenie standardu wolności prasy: Wydając wyrok skazujący na karę ograniczenia wolności wobec niekaranego dziennikarza, sędzia Kęska złamał konstytucyjną zasadę ochrony wolności słowa, wprowadzając w życie mechanizm represyjny mający na celu uciszenie niezależnego autora (tzw. efekt mrożący).
-
Stronniczość proceduralna: Sędzia Kęska skupił się na analizie słownikowej jednego przymiotnika, jednocześnie odmawiając zbadania merytorycznych przyczyn wypędzeń opisanych w źródłach, co czyni z procesu farsę, a nie rzetelne poszukiwanie prawdy obiektywnej.
Apelacja w składzie jednoosobowym i wyrok za zamkniętymi drzwiami
25 sierpnia 2020 r. Sąd Okręgowy w Białymstoku, w jednoosobowym składzie sędziego Dariusza Niezabitowskiego (sygn. VIII Ka 73/20), w oparciu o przepisy tzw. tarczy antykryzysowej, utrzymał wyrok w mocy, uznając apelację obrońcy – radcy prawnego Myślibora Łukasza Białego – za „w całości bezzasadną”. Uznano, że sąd rejonowy prawidłowo zastosował art. 257 kk i właściwie ocenił dowody.
Symboliczne dla tej sprawy jest to, jak wyglądało ogłoszenie wyroku odwoławczego. W czasie pandemii, mimo wywieszonego w sądzie regulaminu przewidującego wyjątki od maseczek dla osób z przeciwwskazaniami, Jacek Porosa został usunięty z sali przez policję sądową po odmowie założenia maseczki, opartej na jego stanie zdrowia. Wyrok ogłoszono pod jego nieobecność, pozbawiając go prawa do osobistego wysłuchania rozstrzygnięcia i ustnych motywów wyroku, co stoi w jaskrawej sprzeczności z konstytucyjnym prawem do jawnego procesu i obrony.
Farsa odwoławcza: Jak sędzia Dariusz Niezabitowski przypieczętował bezprawie
Jeśli Sąd I instancji był miejscem narodzin błędu, to Sąd Okręgowy pod przewodnictwem sędziego Dariusza Niezabitowskiego stał się miejscem jego ostatecznego, siłowego usankcjonowania. Postępowanie odwoławcze zamiast naprawić rażące naruszenia, dołożyło kolejne, jeszcze bardziej drastyczne uchybienia:
-
Autorytarne wykluczenie oskarżonego z procesu: Sędzia Niezabitowski dopuścił do skandalicznej sytuacji, w której Jacek Porosa został wyprowadzony z sali rozpraw przez policję sądową tylko dlatego, że nie mógł założyć maseczki. Sędzia zignorował fakt, że oskarżony powoływał się na przeciwwskazania zdrowotne i regulamin sądu, wybierając drogę przemocy zamiast zapewnienia prawa do obrony.
-
Ogłoszenie wyroku w „sanitarnej” izolacji: Wydanie rozstrzygnięcia natychmiast po usunięciu oskarżonego pozbawiło go fundamentalnego prawa do wysłuchania wyroku i ustnych motywów rozstrzygnięcia. To rażące naruszenie zasady jawności i jawna kpina z konstytucyjnego prawa do sądu.
-
Orzekanie w nienależytym, jednoosobowym składzie: Sędzia Niezabitowski rozpoznał sprawę o ogromnym ciężarze gatunkowym w pojedynkę, zasłaniając się pandemicznymi przepisami epizodycznymi. Taka obsada sądu w sprawie dotyczącej wolności prasy i skomplikowanych materii historycznych została później uznana przez Sąd Najwyższy za wadliwą i ograniczającą rzetelność procesu.
-
Bezkrytyczne „przyklepanie” błędów I instancji: Sędzia odwoławczy w sposób całkowicie pobieżny i bezzasadny uznał apelację obrońcy za „w całości niezasadną”. Sąd II instancji nie przeprowadził rzetelnej analizy logiki tekstu, powielając błąd polegający na uznaniu pytania za stwierdzenie faktu.
-
Legitymizacja systemowego nękania: Utrzymując wyrok w mocy, sędzia Niezabitowski ostatecznie usankcjonował mechanizm, w którym aparat państwowy został użyty przez ukrywającego się oszusta do uciszenia dziennikarza śledczego. Sąd nie dostrzegł (lub nie chciał dostrzec) instrumentalnego wykorzystania prokuratury do walki z niezależnymi mediami.
Drakońska „współmierność”: Dewastujące skutki wyroku dla niezależnego dziennikarza
Utrzymanie przez sędziego Dariusza Niezabitowskiego kary 4 miesięcy ograniczenia wolności pod płaszczykiem jej rzekomej „współmierności” jest w istocie przyznaniem systemowego przyzwolenia na niszczenie niewygodnych obywateli. Sąd całkowicie zignorował fakt, że Jacek Porosa był osobą uprzednio niekaraną, a żadna instytucja czy gmina żydowska – będąca rzekomym przedmiotem znieważenia – nie zgłosiła roszczeń ani nie żądała ukarania autora.
Skutki tak wydanego wyroku wykraczają daleko poza obowiązek odpracowania godzin społecznych i uderzają w same fundamenty egzystencji dziennikarza:
-
Stygmatyzacja karna i wpis do KRK: Najbardziej dotkliwym skutkiem wyroku był wpis do Krajowego Rejestru Karnego. Dla dziennikarza śledczego, którego kapitałem jest wiarygodność, status „osoby karanej” jest zawodowym wyrokiem śmierci. System celowo wykorzystał ten mechanizm, by zrównać niezależnego publicystę z pospolitymi przestępcami, uniemożliwiając mu start w konkursach, uzyskiwanie akredytacji czy rzetelne wykonywanie zawodu przez kolejne lata.
-
Systemowy „Efekt Mrożący” (Chilling Effect): Tak drastyczna kara za postawienie pytania historycznego ma na celu zastraszenie nie tylko Jacka Porosy, ale całej grupy dziennikarzy niezależnych. Wyrok ten wysyła jasny komunikat: „Jeśli poruszysz tematy tabu, jeśli dotkniesz historii w sposób, który nie spodoba się ukrywającym się za granicą oszustom, państwo użyje wobec ciebie całej swojej siły represyjnej”.
-
Finansowe i organizacyjne wyniszczenie: Kara ograniczenia wolności, połączona z kosztami procesu i opłatami na rzecz Skarbu Państwa, miała na celu drenaż zasobów oskarżonego. Zmuszenie dziennikarza do wykonywania nieodpłatnej pracy kontrolowanej w wymiarze 20 godzin miesięcznie to bezpośrednie uderzenie w jego czas pracy i możliwość zarobkowania, co w przypadku wolnych zawodów jest formą ukrytej konfiskaty.
-
Legitymizacja pomówień środowiskowych: Dzięki temu wyrokowi, Rafał Gaweł i jego organizacja zyskali „papier” na dziennikarza, który mogli wykorzystywać do dalszego nękania go w przestrzeni publicznej. Sąd, utrzymując tę karę, stał się mimowolnym wspólnikiem w kampanii nienawiści prowadzonej przez skazanego uciekiniera przeciwko uczciwemu obywatelowi.
-
Naruszenie zasady ultima ratio prawa karnego: Sąd całkowicie zignorował zasadę, że prawo karne powinno być stosowane jako środek ostateczny. W sytuacji, gdy nikt poza zawodowym donosicielem nie czuł się pokrzywdzony, wymierzanie kary ograniczenia wolności jest rażącym nadużyciem władzy sądowniczej i zaprzeczeniem idei sprawiedliwości społecznej.
Dowód na kryminalizację: Nikt nie chciał prawdy, chcieli wyroku
Najbardziej porażającym dowodem na to, że proces miał charakter wyłącznie represyjny, a nie ochronny, jest fakt, że przez cały czas trwania postępowania nikt nie domagał się usunięcia inkryminowanego słowa, zdania czy całego artykułu.
-
Brak woli polubownego rozwiązania: Ani Rafał Gaweł, ani prokuratura, ani rzekomo „urażona” mniejszość żydowska nie wystąpiły o sprostowanie, przeprosiny czy usunięcie treści z serwisu „Niezależne Media Podlasia”. W cywilizowanym świecie, jeśli publikacja narusza dobra osobiste, pierwszym krokiem jest wezwanie do usunięcia naruszenia. Tutaj cel był inny: nie ochrona godności, lecz kryminalizacja dziennikarza i systematyczne niszczenie jego życia rękoma OMZRIK (prezesa Konrada Andrzeja Dulkowskiego i fundatora Rafała Piotra Gaweł).
-
Artykuł dostępny do dziś: Ostatecznym dowodem na absurdalność skazania jest fakt, że artykuł w niezmienionej formie jest dostępny w sieci do dziś. System, który rzekomo „ścigał zniewagę”, nie zrobił nic, by usunąć jej rzekome skutki przez osiem lat, skupiając się wyłącznie na fizycznym i prawnym zniszczeniu autora. To potwierdza, że proces był wyłącznie narzędziem systemowego nękania.
Mechanizm nękania: od „zawodowego pokrzywdzonego” do aktu oskarżenia
Najbardziej uderzające w tej sprawie jest jednak to, na kim zbudowano fundament oskarżenia. Nie była to żadna gmina żydowska, żadna organizacja żydowska, żaden rabin, nikt reprezentujący realną społeczność, o której rzekomo miano mówić. Jedynym „pokrzywdzonym” był Rafał Piotr Gaweł – sam w konflikcie z prawem.
Rafał Gaweł – współzałożyciel Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK), który w styczniu 2019 r. został prawomocnie skazany za szereg oszustw i wyłudzeń przy prowadzeniu działalności gospodarczej. Sąd wymierzył mu bezwzględną karę pozbawienia wolności, opisując w mediach jego działania jako typowe dla oszusta, który latami zadłużał instytucje i kontrahentów, po czym przenosił majątek i nie regulował zobowiązań.
Zamiast stawić się do odbycia kary, Gaweł opuścił Polskę i uciekł do Norwegii, gdzie przebywa do dziś, pozostając jednocześnie osobą prawomocnie skazaną, która nie wykonała orzeczonej kary. To nie jest neutralny działacz, ale człowiek, którego własne relacje z prawem zostały definitywnie ocenione przez sąd. (Więcej informacji o przestępstwach założyciela OMZRIK – www.omzrik.com)
Ustne uzasadnienia wyroków pozbawienie wolności w sprawie Gawła i członków jego grupy:Wyrok Rafała Piotra Gaweł – Sąd Okręgowy w Białymstoku z dnia 14 lipca 2016 r., sygn. akt III K 78/15 (fragmenty z uzasadnienia).
[…Tak naprawdę, to nie wiadomo do czego zacząć, bo ta sprawa ma tyle wątków, i o tylu okolicznościach trzeba by było powiedzieć, żeby zobrazować życie z ostatnich kilkunastu lat oskarżonego, aby naświetlić, w jaki sposób naruszał on porządek prawny czerpiąc z tego przez wiele lat korzyści materialne, lansował się w mediach jako osoba działająca z pobudek altruistycznych, jako osoba działająca w interesie społecznym, jako osoba, która nigdy nie naruszyła porządku prawnego i jako osoba, której działaniami nigdy nikt nie został pokrzywdzony. Jest to nieprawda. Naprawdę z wieloma oskarżonymi miałem do czynienia, ale pierwszy raz widzę osobę, która postępując w taki sposób jest w stanie stając przed kamerą, czy też udzielając wywiadu mediom, atakować prokuraturę, zarzucać bezprawne działania osobom, które mają w tej sprawie status pokrzywdzonych, a siebie wybielać. Doprawdy, to jest wręcz niepojęte…]
[…Oskarżony stwierdził nagle w kwietniu, że leczył się psychiatrycznie. Zażądana dokumentacja wskazuje, że pierwszy zapis w dokumentacji lekarskiej dokonano w listopadzie 2015, więc na początku procesu sądowego a jest on nie diagnozowany przez lekarza ale „o chorobie afektywnej dwubiegunowej myśli oskarżony” zapisał lekarz. No, myśli chyba jako o ostatniej desce ratunku, tak by się wydawało, mając na uwadze wysłuchanie biegłych, których oskarżony bardzo dobrze przygotowany wypytywał obeznany, oczytany z symptomami tej choroby. Wiedzę tę można uzyskać choćby na podstawie danych z internetu. Z całą pewnością natomiast ani jego zachowanie w okresie realizacji zarzutów ani przed sądem ani też w trakcie trzykrotnego badania go przez biegłych nie wskazuje absolutnie by była to osoba chora psychicznie, co do której poczytalności mogłyby być jakiekolwiek wątpliwości, tak więc ten ostatni argument, którego starał się użyć także z całą pewnością do sądu nie trafił, a powołując się na zażywanie określonych leków twierdził, że wywoływały one otwartość emocjonalną, uczucie empatii i miłości a taka osoba, pod wpływem takich środków spełnia życzenia otoczenia. Na pytanie sądu, dlaczego więc nie spłaca wierzycieli, którzy wielokrotnie nagabywali go, żeby to zrobił, stwierdził, że sąd widocznie nie rozumie choroby. Możliwe, że faktycznie tej choroby sąd nie rozumie, ale z chorobą z całą pewnością nie mieliśmy do czynienia, tylko z przestępstwami…]
– Sędzia Sławomir Cilulko
Mimo to właśnie on stał się w sprawie redaktora Jacka Porosy kluczowym zgłaszającym. W postępowaniu dotyczącym artykułu o wypędzeniach Żydów występował jako rzekomo pokrzywdzony, powołując się na własne deklarowane „pochodzenie żydowskie”, choć – co podkreślano w toku sprawy – żadna gmina żydowska w Polsce nie zgłosiła się jako pokrzywdzona ani nie wnosiła o ukaranie autora. Cała sprawa została więc oparta na subiektywnym poczuciu „urażenia” jednej osoby – osoby prawomocnie skazanej w innym procesie za oszustwa finansowe, kłamcy sądowego i jak wyszło w toku jawnego procesu – narkomana mającego urojenia.
Rafał Piotr Gaweł po wyroku ucieka przed odbyciem kary do Norwegii i uzyskał tam schronienie. Jeszcze dobitniej obłudę tego mechanizmu pokazuje fakt, że ten sam Rafał Gaweł, który w sprawie przedstawiał się jako Żyd, rok później próbował w procesie cywilnym doprowadzić do ukarania Jacka Międlara właśnie za nazwanie go „Żydem”, „oszustem” i „złodziejem” – i ten proces przegrał, ponieważ sąd uznał, że określenia te mają oparcie w faktach, w tym w prawomocnym wyroku karnym za oszustwa. Po takim rozstrzygnięciu każdy rzetelny prokurator powinien był zadać pytanie nie o to, jak jeszcze wykorzystać Gawła jako „pokrzywdzonego”, ale czy nie nadużywa on instrumentów prawa, składając zawiadomienia i pozwy na przemian jako „Żyd”, „aktywistka ofiara nienawiści” czy „skrzywdzony homoseksualista”, zależnie od tego, przeciw komu toczy akurat kampanię.
Analiza wyroków i kar Rafała Piotra Gawła – ciągłego i niezwykle aktywnego współpracownika prokuratury polskiej
- Główny wyrok skazujący (Sygn. akt III K 78/15)
Na podstawie karty rejestracyjnej karnej oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, Rafał Gaweł został prawomocnie skazany za szereg przestępstw gospodarczych i finansowych.
Główny wymiar kary: 2 lata pozbawienia wolności (kara zasadnicza bez zawieszenia).
Kluczowe czyny zabronione:
- Oszustwa i wyłudzenia (art. 286 § 1 kk): Wyłudzenie m.in. 240 000 zł na szkodę banku oraz oszustwa na szkodę prywatnych przedsiębiorców (kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych).
- Wyłudzenie dotacji (art. 297 § 1 kk): Przywłaszczenie ponad 100 000 zł dotacji z Fundacji im. Stefana Batorego przeznaczonej na projekty obywatelskie.
- Udaremnianie egzekucji (art. 300 § 2 kk): Działania mające na celu ukrycie majątku przed wierzycielami, m.in. przed Urzędem Miejskim w Suwałkach i Podlaskim Urzędem Wojewódzkim.
- Podrabianie dokumentów (art. 273 kk, art. 270 kk): Posługiwanie się nierzetelnymi dokumentami w obrocie prawnym i gospodarczym.
- Działanie w warunkach recydywy/stałego źródła dochodu (art. 65 § 1 kk): Sąd uznał, że oskarżony uczynił sobie z popełniania przestępstw stałe źródło dochodu.
- Środki karne i obowiązki naprawienia szkody
Oprócz kary więzienia, na skazanego nałożono dotkliwe środki finansowe i zakazy:
- Obowiązek naprawienia szkody: Nakaz zapłaty m.in. 220 076,66 zł, 64 853,18 zł, 11 347,44 zł oraz mniejszych kwot na rzecz poszczególnych pokrzywdzonych. Łączne zobowiązania wynikające z wyroku przekraczają kilkaset tysięcy złotych.
- Zakazy prowadzenia działalności:
- 10 lat zakazu prowadzenia działalności gospodarczej (wytwórczej, handlowej, usługowej).
- 5 lat zakazu zajmowania stanowisk we władzach stowarzyszeń korzystających z dotacji publicznych.
- Grzywny: Liczne kary grzywny (np. 400 stawek dziennych po 30 zł każda).
- Aktualny status: Poszukiwany Listem Gończym
Kartoteka osób pozbawionych wolności oraz poszukiwanych listem gończym potwierdza, że Rafał Gaweł jest osobą ściganą przez organy ścigania, ale jednocześnie nie przeszkadza to organom ścigania taka przeszłość Gawła do ciągłej współpracy. Sądy są też nadwyraz pobłażliwe.
- Organ wydający: Prokuratura Okręgowa w Białymstoku (Sygn. PO II Ds 5.2016).
- Status prawny: Podejrzany / Skazany.
- Rodzaj poszukiwań: List gończy wystawiony w marcu i maju 2019 roku.
- Przyczyna: Niestawienie się do odbycia kary 2 lat pozbawienia wolności oraz nowe postępowania dotyczące kolejnych oszustw.
Prokurator Maciej Młynarczyk i sojusz z OMZRiK oraz przestępcą wyżej opisanym.
Drugim filarem tego mechanizmu jest rola prokuratury. Sprawę przeciwko red. Jackowi Porosa podjął prokurator Maciej Młynarczyk, przedstawiany w przestrzeni publicznej jako śledczy „od mowy nienawiści”, prowadzący m.in. sprawy dotyczące wypowiedzi środowisk kresowych i innych kontrowersyjnych tematów.
To właśnie prokurator Maciej Młynarczyk „przepchnął” sprawę redaktora Jacka Porosy w tryb aktu oskarżenia, opierając się na zawiadomieniu Rafała Gawła jako rzekomego pokrzywdzonego, zamiast weryfikować, czy jakikolwiek realny członek społeczności żydowskiej w Polsce faktycznie czuje się znieważony. W praktyce prokurator stworzył niebezpieczny precedens: osoba prawomocnie skazana za oszustwa, kłamstwa sądowe, wyłudzenia i kradzieże staje się stałym źródłem zawiadomień, a prokuratura – wykonawcą jej woli wobec dziennikarzy i publicystów. TO TRWA DO DZIŚ!
Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, z którym Gaweł jest związany, od lat przedstawia się jako „strażnik antyrasistowski”, a jednocześnie był przedmiotem licznych kontrowersji dotyczących sposobu finansowania, agresywnej retoryki wobec oponentów i instrumentalnego zgłaszania „mowy nienawiści” wobec osób o innych poglądach. Prokurator Młynarczyk wielokrotnie korzystał z zawiadomień tego środowiska jako podstawy postępowań karnych, co rodzi pytanie o jego realną bezstronność, kiedy stroną zawiadamiającą jest organizacja zbudowana przez osobę prawomocnie skazaną za oszustwa. Organizacja która za pomocą Fanpage na Facebooku niszczy ludzi fałszywymi oskarżeniami w nosie mając domniemanie niewinności. Można się tylko domyślać, że ludzie stojący za OMZRIK, dają im ogromny parasol ochronny, bo przy tak szerokim festiwalu przestępstw, to przedstawiciele OMZRIK dawno powinni być oskarżeni i otrzymać ogromne wyroki za lata siania nienawiści i pomówień.
W efekcie powstał model działania, który można opisać tak:
– zawodowy denuncjator, sam skazany za poważne przestępstwa gospodarcze, identyfikuje „cele”, wraz ze swoim współpracownikiem z OMZRIK, byłym szwagrem – Konradem Andrzejem Dulkowkim,
– powiązana z nim organizacja nagłaśnia temat i składa zawiadomienia, jednocześnie robią nagonkę medialną i wywołują falę nienawiści łamiąc domniemanie niewinności i ustawę RODO,
– prokuratura, zamiast zachować dystans i chłodną ocenę, staje się narzędziem (a właściwie grającym pierwsze skrzypce) w tej grze, kierując akty oskarżenia przeciwko dziennikarzom i obywatelom.
Sprawa Jacka Porosy jest modelowym przykładem takiego schematu, lecz opisany mechanizm, był tylko początkiem niszczenia niewinnego człowieka rękoma aparatu państwa. Kolejne wątki będą w następnych artykułach, a jest co opisywać.
Brak realnego pokrzywdzonego, a efekt mrożący
W całym postępowaniu sądy obu instancji nie pochyliły się nad fundamentalnym faktem: żadna gmina żydowska, żadna żydowska organizacja religijna ani kulturalna nie zgłosiły się jako pokrzywdzone w związku z publikacją Porosy. Nikt poza Rafałem Gawłem – skazanym za oszustwa współtwórcą OMZRiK – nie twierdził, że doszło do „znieważenia narodu żydowskiego”.
Mimo to aparat państwa – prokurator, dwóch sędziów – został uruchomiony w pełnym wymiarze, by doprowadzić do upokorzenia, zniesławienia i skazania dziennikarza za jedno zdanie w przedmowie do artykułu historycznego. To nie jest „reakcja na krzywdę mniejszości”, to jest demonstracyjne zastosowanie art. 257 kk w sposób odstraszający wobec całego środowiska medialnego.
Efekt jest oczywisty:
– dziennikarz otrzymuje wyrok karny, wpis do KRK, prace społeczne i łatkę „skazanego za mowę nienawiści”,
– zawiadamiający, prawomocnie skazany za oszustwa, buduje na tym swoją pozycję medialną i polityczną, przedstawiając się jako ofiara „antysemityzmu”, jednocześnie bezwzględnie niszcząc redaktora Porosę poprzez nagonkę medialną,
– prokurator i sądy wysyłają komunikat: jeśli dotkniesz „niewłaściwego” tematu, możesz skończyć jak Porosa – nawet jeśli opierasz się na źródłach, pytasz, prowokujesz do debaty.
To właśnie jest klasyczny „efekt mrożący” – kara jednego dziennikarza po to, by zastraszyć wszystkich pozostałych.
Dlaczego ten wątek musi trafić do RPO i opinii publicznej
Wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich o skargę nadzwyczajną nie może pomijać tej osi sprawy. W części dotyczącej naruszenia zasady sprawiedliwości społecznej i bezstronności prokuratury warto wprost wskazać:
- że akt oskarżenia został oparty na zawiadomieniu osoby prawomocnie skazanej za oszustwa, która uchyliła się od wykonania kary i przebywa za granicą, budując swoją pozycję polityczną i medialną na roli „pokrzywdzonego antyrasistowskiego działacza”;
- że prokurator Maciej Młynarczyk, pozostający w wieloletnich relacjach z Ośrodkiem Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, mógł nie zachować wymaganej ustawą bezstronności, gdy uczynił z zawiadomienia Gawła podstawę aktu oskarżenia przeciwko niezależnemu dziennikarzowi;
- że żadna realna społeczność żydowska w Polsce nie potwierdziła poczucia pokrzywdzenia, a zastosowanie art. 257 kk wobec pytania retorycznego w artykule historycznym stanowi przejaw instrumentalnego użycia prawa karnego dla stygmatyzacji krytycznego głosu.
Rozszerzona pętla nienawiści: Atak na Stanisława Bartnika i mechanizm „seryjnych donosów”. (Link do artykułu – Zostałem brutalnie zaatakowany oszczerczymi oskarżeniami)
Dowodem na to, że sprawa Jacka Porosy nie była odosobnionym błędem, lecz elementem szerszej strategii eliminowania niezależnych głosów, jest brutalny atak na redaktora Stanisława Bartnika. Bartnik, który odważył się stanąć w obronie Jacka Porosy, sam stał się celem kampanii oszczerstw inicjowanej przez ten sam układ. Analiza jego publikacji oraz akt sprawy ujawnia przerażające kulisy funkcjonowania „przemysłu nienawiści” kneblującego usta niezaleznych:
-
Kryminalizacja solidarności dziennikarskiej: Każda próba obrony Jacka Porosy była natychmiast piętnowana jako „wspieranie rasizmu”. To klasyczna metoda domykania systemu – nie wystarczy zniszczyć jednego człowieka, trzeba zaszczuć każdego, kto odważy się podnieść głos w jego obronie. Bartnik wprost opisuje to jako „brutalny atak oszczerczymi oskarżeniami”, mający na celu zniszczenie jego reputacji jako działacza społecznego i dziennikarza.
-
Prokurator jako ramię zbrojne fundacji: Z publikacji Bartnika wynika, że prokurator Maciej Młynarczyk działał w sposób niemal zintegrowany z doniesieniami płynącymi z organizacji Rafała Gawła. Bartnik obnaża absurd: prokurator, zamiast badać wiarygodność skazanego oszusta (Gawła), bezkrytycznie przyjmował jego narrację, co doprowadziło do sytuacji, w której aparat państwa chronił interesy uciekiniera przed prawem kosztem wolności słowa uczciwych obywateli.
-
Fabrykowanie oskarżeń i „zawodowe pokrzywdzenie”: Bartnik zwraca uwagę na fakt, że oskarżenia o rasizm czy antysemityzm stały się narzędziem zarobkowym i politycznym. W jego przypadku, podobnie jak u Porosy, wykorzystywano wyrwane z kontekstu frazy, by tworzyć fikcyjne akty oskarżenia. To pokazuje, że system nie szuka sprawiedliwości, lecz „skalpów” – wyroków, które mają legitymować dalsze finansowanie organizacji Gawła i Dulkowskiego z niewiadomych i nie weryfikowanych przez nikogo wpłat.
-
Potwierdzenie tezy o nękaniu: Fakt, że za obronę Porosy Bartnikowi wytoczono analogiczny mechanizm represji, ostatecznie potwierdza istnienie zorganizowanego „efektu mrożącego”. System, posługując się doniesieniami oszusta ukrywającego się w Norwegii, usiłował stworzyć w Białymstoku „strefę śmierci” dla wolnej myśli. Jak zauważa Bartnik, była to próba „zakneblowania ust tym, którzy patrzą na ręce lokalnym układom i pseudofundacjom”.
-
Solidarność w obliczu bezprawia: Uderzenie w Bartnika miało odizolować Porosę i pozbawić go wsparcia branżowego. Jest to działanie charakterystyczne dla systemów totalitarnych, gdzie prawda staje się „niebezpiecznym towarem”, a jej głosiciele – bez względu na to, czy piszą artykuły, czy ich bronią – trafiają na celownik prokuratury sprzymierzonej z kryminalistami.
Ten wątek dobitnie pokazuje skalę patologii – to już nie jest proces przeciwko jednemu człowiekowi. To jest wojna wypowiedziana wolnemu dziennikarstwu w regionie, prowadzona przy użyciu skazanego oszusta jako cyngla i prokuratora jako egzekutora, który zamiast stać na straży prawa, stał na straży interesów „seryjnego donosiciela”.
Podsumowanie: Walka o prawdę trwa
Wyrok w sprawie Jacka Porosy to nie jest triumf prawa. To triumf patologicznego układu między prokuraturą a skazanym oszustem i ludźmi za nim stojącymi, którzy uczynili z aparatu państwa narzędzie do niszczenia niezależnego dziennikarstwa. Choć skazanie w tej sprawie uległo już zatarciu, z punktu widzenia prawa i opinii publicznej nie jest to „zamknięcie tematu”, lecz próba systemowego zalegalizowania bezprawia poprzez upływ czasu.
Zatarcie skazania to jedynie biurokratyczny mechanizm „czyszczenia rejestrów”, który w tym przypadku służy systemowi do ukrycia własnych, kompromitujących błędów przed wzrokiem społeczeństwa. To nie jest akt łaski, lecz próba zatarcia śladów po rażących naruszeniach Konstytucji, wolności prasy i prawa do obrony. Jacek Porosa ma pełne prawo domagać się nie tylko formalnego skasowania wadliwego wyroku, ale przede wszystkim moralnej i prawnej rehabilitacji, która obnaży mechanizm, w którym prokurator Maciej Młynarczyk i sędziowie Marcin Kęska oraz Dariusz Niezabitowski, oparli się na donosach człowieka ukrywającego się przed więzieniem, by z niezależnego dziennikarza zrobić „przestępcę” i przyczynić się do zniszczenia go jako człowieka rękoma OMZRIK.
Wniosek o skargę nadzwyczajną do Rzecznika Praw Obywatelskich to walka o to, by prawda o nękaniu Jacka Porosy i Stanisława Bartnika nigdy nie została zapomniana. To sprzeciw wobec państwa, które zamiast stać na straży wolności słowa, pozwala seryjnym oszustom na sterowanie wymiarem sprawiedliwości z bezpiecznej odległości. Prawda nie ulega zatarciu – ona domaga się sprawiedliwości, która ostatecznie wyeliminuje z obrotu prawnego wyrok, będący od samego początku owocem zatrutego drzewa.
Nota prawna: Artykuł stanowi krytykę prasową opartą na dokumentacji akt sprawy sygn. akt III K 819/19 oraz VIII Ka 73/20 i jest publikowany w celu ochrony interesu społecznego oraz wolności słowa. Artykuł uwzględnia fakt zatarcia skazania i dąży do pełnej rehabilitacji niesłusznie oskarżonego dziennikarza.









