Dzięki czujności redaktora naczelnego wydawnictwa www.SlonecznyStok.pl – Stanisława Bartnika, wpadliśmy na trop afery, gdzie w polskich sądach wprowadzono mechanizm, który w praktyce może legalizować bezprawie orzecznicze i chronić sędziów przed jakąkolwiek odpowiedzialnością za nawet najbardziej rażące błędy procesowe. Kluczem jest dodany do ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych przepis: art. 107 § 3 pkt 1, który brzmi niewinnie, ale w praktyce otwiera furtkę do bezkarności. 

Ten przepis mówi bowiem wprost, że „nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego” sytuacja, gdy orzeczenie sędziego jest obarczone błędem w ustaleniu stanu faktycznego, ocenie dowodów albo w wykładni i stosowaniu prawa. Na papierze ma „chronić przed represjami za treść orzeczeń”. W praktyce może chronić także tych sędziów, którzy łamią przepisy procesowe, ignorują kluczowe dowody i latami ciągną postępowania, wiedząc, że dyscyplinarka im nie grozi.

Przepis, który znosi odpowiedzialność

Do tej pory zasada była prosta: sędzia odpowiada dyscyplinarnie za „oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa” – tak stanowi art. 107 § 1 pkt 1 ustawy ustrojowej. To był bezpiecznik systemu: jeśli sędzia bandycko potraktuje prawo, ktoś może go za to pociągnąć do odpowiedzialności.

W 2020 r. do tego samego artykułu dołożono jednak § 3 pkt 1. Zapisano w nim, że przewinieniem dyscyplinarnym nie jest to, że orzeczenie sędziego jest obarczone błędem w wykładni prawa, ustaleniach faktycznych czy ocenie dowodów.

Na poziomie politycznego PR‑u można to sprzedać jako „ochronę niezawisłości”. Ale w zestawieniu z realną praktyką sądów dyscyplinarnych i rzeczników dyscyplinarnych wychodzi coś dużo bardziej brutalnego: ustawowy parasol nad sędziami, którzy rażąco łamią procedurę, a poszkodowany obywatel nie ma żadnego skutecznego środka obrony.

Sprawa z Białegostoku: oddalone dowody, korekta wyroku i… ściana

Opisany mechanizm nie jest teorią z podręczników. Stał się już narzędziem do zamiatania pod dywan konkretnych spraw. Jedna z nich to postępowanie karne o sygnaturze XIII K 1601/22, dotyczące Andrzeja Jędrzejewskiego przed Sądem Rejonowym w Białymstoku.

W tej sprawie sędzia SSR Alina Dryl – dziś już w stanie spoczynku – miała oddalić kluczowe wnioski dowodowe, mimo że istniał przepis, który powinien ją przed tym powstrzymać: art. 170 § 1a kodeksu postępowania karnego. Ten przepis mówi jasno: nie wolno oddalić wniosku dowodowego jako spóźnionego lub „przedłużającego postępowanie”, jeśli dotyczy on okoliczności istotnych dla odpowiedzi na pytanie, czy doszło do przestępstwa i kto je popełnił.

Czyli: jeżeli dowód może zdecydować o winie lub niewinności, sąd nie może go sobie po prostu wygodnie wyrzucić do kosza.

W tej konkretnej sprawie:

  • ważne wnioski dowodowe były przez wiele miesięcy nierozpoznawane,

  • ostatecznie zostały oddalone,

  • sąd II instancji zmienił wyrok, co samo w sobie jest sygnałem, że coś z oceną dowodów poszło bardzo źle.

Na tym etapie pojawia się naturalne pytanie: co z odpowiedzialnością sędziego?

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego: „to tylko błąd”

W imieniu obywatela złożono wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi, wskazując właśnie na naruszenie art. 170 § 1a k.p.k. oraz na skutki dla oskarżonego. Sprawa trafiła do Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Białymstoku – sędziego odpowiedzialnego za badanie, czy wchodzi w grę przewinienie dyscyplinarne.

Co zrobił organ, który ma stać na straży rzetelności sędziów?

  • przyznał, że ocena dowodów w I instancji mogła być błędna,

  • przyznał, że wyrok musiał poprawić sąd II instancji,

  • ale odmówił wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, powołując się wprost na art. 107 § 3 pkt 1 u.s.p.

W praktyce przekaz był jasny:

„Tak, mogły być błędy. Tak, miało to wpływ na sprawę. Ale ponieważ ustawodawca uznał, że błędy w ocenie dowodów i ustaleniach faktycznych nie stanowią przewinienia dyscyplinarnego, nic nie możemy zrobić.”

To jest tzw. „smoking gun” – dowód z życia, że przepis, który formalnie miał chronić sędziów przed polityczną nagonką, w praktyce stał się tarczą chroniącą również tych, którzy łamią przepisy procedury karnej w sposób uderzający w prawa stron.

Niezawisłość czy bezkarność?

Niezawisłość sędziego to fundament państwa prawa. Ale niezawisłość nie oznacza dowolności. Sędzia ma być niezależny od polityków, przełożonych, mediów – ale ma pozostawać związany Konstytucją i ustawami.

Jeśli system dyscyplinarny zostaje ustawiony tak, że:

  • rażące naruszenia procedury (np. ignorowanie kluczowych dowodów) można zawsze zakwalifikować jako „błąd w ocenie dowodów”,

  • a „błąd w ocenie dowodów” z definicji „nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego”,

to nie mówimy już o niezawisłości, tylko o faktycznej bezkarności sędziów.

Szczególnie niebezpieczne jest to w sytuacjach, gdy mówimy o sędziach w stanie spoczynku – formalnie już poza czynną służbą, ale nadal objętych ochroną systemu, który uniemożliwia rozliczenie ich decyzji, choć te decyzje mogły złamać komuś życie.

RPO_Marcin_Wiacek_fot_M_Kluczek

Co na to Rzecznik Praw Obywatelskich?

Wcześniej Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, pytane o konstytucyjność art. 107 § 3 pkt 1, odpowiadało:

  • sędziowie nadal podlegają odpowiedzialności za „rażącą obrazę prawa” na podstawie art. 107 § 1,

  • nie ma dowodów, że nowy przepis prowadzi w praktyce do bezkarności,

  • § 3 ma tylko blokować represje za treść orzeczeń, a nie rażące bezprawie.

Dziś ten argument rozpada się w zderzeniu z białostocką sprawą dyscyplinarną. Mamy w ręku dokument, w którym organ dyscyplinarny mówi wprost: tak, był błąd – ale chroni go art. 107 § 3 pkt 1.

Jeśli w takiej sytuacji RPO nadal odmawia skierowania wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, to sygnał do obywateli brzmi:

„Widzimy problem, mamy dowód systemowej luki, ale nie będziemy z tym nic robić.”

Legalizacja „instancyjnego bezprawia”

W języku prawniczym mówi się czasem o „instancyjnym bezprawiu” – sytuacji, gdy sądy kolejnych instancji poprawiają rażące błędy niższych, ale nikt nie ponosi za to osobistej odpowiedzialności.

Art. 107 § 3 pkt 1 u.s.p. w praktyce zamienia to pojęcie z figury retorycznej w oficjalny standard. Skoro:

  • wyrok I instancji łamie procedurę i ignoruje istotne dowody,

  • wyrok II instancji naprawia sytuację tylko częściowo,

  • rzecznik dyscyplinarny stwierdza: „były błędy, ale nie są karalne, bo ustawodawca tak postanowił” –

to obywatel dostaje jasny komunikat: w polskich sądach można rażąco łamać prawo, byle tylko zmieścić to w formule „błąd w ocenie dowodów”.

Ostry wniosek, ale w granicach prawa

Trzeba to powiedzieć otwarcie: tak skonstruowany i tak stosowany art. 107 § 3 pkt 1 nie jest tylko „kontrowersyjną regulacją”. To przepis, który w praktyce może służyć do zalegalizowania bezprawia w sądach – przy całkowitym braku realnej odpowiedzialności dyscyplinarnej za najbardziej szkodliwe uchybienia.

Nie chodzi o to, by ścigać sędziego za każde uchylenie przez II instancję. Chodzi o sytuacje, w których:

  • świadomie łamie się przepisy procesowe,

  • ignoruje się kluczowe wnioski dowodowe,

  • przeciąga się postępowanie miesiącami,

  • a potem chowa się za tarczą w postaci art. 107 § 3 pkt 1.

W demokratycznym państwie prawnym żaden zawód – nawet sędzia – nie powinien mieć prawa do ustawowego immunitetu na rażące błędy, które mogą prowadzić do niesłusznych wyroków, zmarnowanych lat życia i zrujnowanych biografii.

Co możemy z tym zrobić?

Jeżeli ktoś czuje, że sąd w jego sprawie:

  • zignorował istotne dowody,

  • oddalił wnioski dowodowe wbrew art. 170 § 1a k.p.k.,

  • a potem rzecznik dyscyplinarny zasłonił się art. 107 § 3 pkt 1 – powinien to dokumentować, nagłaśniać i kierować nie tylko do RPO, ale także do organizacji społecznych i mediów.

System, w którym sędziowie dostają ustawowy parasol na „błąd”, nie naprawi się sam. A gdy prawo zaczyna służyć do ochrony bezprawia, jedyną realną przeciwwagą pozostaje presja opinii publicznej – pod warunkiem, że obywatele dokładnie wiedzą, jakim przepisem i w jaki sposób próbuje się im tę sprawiedliwość odebrać.

Nasza redakcja, we współpracy ze SlonecznyStok.pl, przygotowała i wysłała do Rzecznika Praw Obywatelskich wniosek kwestionujący konstytucyjność art. 107 § 3 pkt 1 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Jeśli masz podobne doświadczenia lub chcesz złożyć własny wniosek, możemy pomóc w jego opracowaniu – zachęcamy do kontaktu z redakcją niezależnych mediów Podlasia.