24 listopada 2024 r. wznowiliśmy na tych łamach cykl o psychiatrii represyjnej. Pisaliśmy wtedy, że zjawisko kojarzone ze Związkiem Radzieckim, gdzie niewygodnych ludzi zamykano w „psychuszkach”, nie zniknęło razem z PRL (Represje psychiatryczne w Polsce – rzeczywistość współczesna). Tego samego dnia opublikowaliśmy pierwszy wywiad z Danielem Kublikiem, niezależnym dziennikarzem zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu (wywiad z 28 listopada 2024 r.). Mówił nam wtedy, że nie wie, za co go tam trzyma się wbrew jego woli, i że wyznaczony obrońca nigdy się z nim nie skontaktował.

Dwa miesiące później, 30 stycznia 2025 r., rozmawialiśmy z nim ponownie (wywiad z 30 stycznia 2025 r.). Wciąż przebywał w Lublińcu bez wyroku. Opowiadał, że brzeski policjant oskarżył go o napaść, a według niego nie ma na to ani świadków, ani dowodów.

Dziś, jesienią 2026 r., mamy w ręku dokument, który pozwala zobaczyć tę sprawę oczami sądu. To postanowienie Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 11 lutego 2026 r. (sygn. IV Kz 27/26). Po jego lekturze trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym postępowaniu niewiele chodzi o zdrowie, a dużo o urażoną godność urzędu.

Za co prokuratura chce zniszczyć dziennikarza

Postanowienie wymienia cztery czyny. Wszystkie pochodzą z listopada 2019 r. i z Brzegu.

  1. Daniel Kublik nazwał dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie „głupim” oraz „przestępcą, wandalem i chamem”. Stało się to podczas sprawy umieszczenia dzieci jego znajomej w rodzinie zastępczej (art. 226 § 1 k.k., znieważenie funkcjonariusza).

  2. Opublikował na Facebooku, w programie „Pierwsze Studio Polaków”, film o nieprawidłowościach w brzeskiej pieczy zastępczej (art. 212 § 2 k.k., zniesławienie).

  3. W kolejnym filmie zarzucił Prokuraturze Rejonowej w Brzegu bezczynność, nazwał ją „domem publicznym”, a prokuratorów „terrorystami” (art. 212 § 2 k.k.).

  4. W jeszcze jednym nagraniu opowiedział o policyjnej interwencji w swoim mieszkaniu, którą nazwał włamaniem i zabraniem telefonów. Naczelnika wydziału kryminalnego określił jako „cham jeden” (art. 212 § 2 k.k.).

To wszystko. Nikogo nie pobił, nikomu nie groził, niczego nie zniszczył. Za każdy z tych czynów kodeks przewiduje najwyżej rok więzienia, a w pierwszej kolejności grzywnę albo ograniczenie wolności. To najlżejsza kategoria przestępstw, jaką zna polskie prawo.

Prokuratura chce jednak w tej sprawie środka najcięższego, jaki prawo karne przewiduje wobec osób chorych: umieszczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym na czas nieokreślony.

Bez procesu, bez wyroku, bez terminu

Słowa „bez wyroku”, które padały w naszym styczniowym wywiadzie, nie są publicystyczną przesadą. Tak działa ten mechanizm. Jeśli biegli uznają podejrzanego za niepoczytalnego, prokurator nie kieruje aktu oskarżenia. Składa wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego (art. 324 k.p.k.). Sąd rozpatruje go na posiedzeniu, a nie na rozprawie. Nie ma więc procesu ani wyroku skazującego. Jest za to izolacja, której koniec nie jest z góry wyznaczony. Sąd co pół roku sprawdza tylko, czy nadal jest „konieczna”.

Sąd Najwyższy sam przyznaje, że skoro czasu takiego środka nie określa się z góry, może być on „bardziej dolegliwy niż orzeczenie kary pozbawienia wolności” (SN, IV KK 376/16). Człowiek, któremu nie udowodniono winy w procesie, może więc siedzieć dłużej niż przestępca skazany za ten sam czyn.

Jedyny sąd, który powiedział „nie”

W grudniu 2025 r. Sąd Rejonowy w Oławie odmówił zamknięcia Kublika (sygn. II K 814/23). Uznał, że zarzucane mu czyny nie mają „znacznej społecznej szkodliwości”, a prawo wymaga jej, by kogoś izolować (art. 93g § 1 k.k.). Prokurator złożył zażalenie.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu przyznał prokuratorowi rację i zwrócił sprawę do Oławy. W uzasadnieniu napisał, że o „znacznej szkodliwości” świadczy to, że Kublik:

„podważał prawidłowość funkcjonowania instytucji państwowych”,
„kreował w społeczeństwie negatywne przekonania o złym funkcjonowaniu instytucji państwowych”,
a za pośrednictwem mediów społecznościowych docierał „do znacznego grona osób”.

Warto przeczytać to jeszcze raz. W 2026 r. polski sąd uznaje krytykę instytucji publicznych za okoliczność przemawiającą za zamknięciem jej autora w szpitalu psychiatrycznym. W naszym tekście z listopada 2024 r. pytaliśmy, czy psychiatria może dziś w Polsce służyć do uciszania niewygodnych. Uzasadnienie sądu z Wrocławia jest najlepszą odpowiedzią, jaką mogliśmy dostać.

Art. 54 Konstytucji gwarantuje wolność wyrażania poglądów. Trybunał Konstytucyjny już w 2006 r. przyciął przepis o znieważeniu funkcjonariusza, bo zbyt mocno ograniczał tę wolność (TK, P 3/06). Europejski Trybunał Praw Człowieka od dziesięcioleci powtarza, że urzędnicy muszą znosić więcej krytyki niż zwykli obywatele.

Jest i drugi absurd. Kodeks już podwyższa karę za zniesławienie, jeśli sprawca użył „środków masowego komunikowania”. Sąd użył tej samej okoliczności po raz drugi, by uznać czyn za tak groźny, że uzasadnia izolację. Facebook posłużył więc za argument dwa razy.

Sąd Najwyższy mówił jasno. Wrocław nie słuchał

Sąd Najwyższy w 2017 r. napisał wprost: przestępstwa „drobne” i „średnie”, „chociażby uciążliwe dla otoczenia”, nie uzasadniają zamknięcia w zakładzie. Izolacja wchodzi w grę co do zasady tylko wtedy, gdy zdrowy sprawca za ten sam czyn trafiłby do więzienia bez zawieszenia (SN, IV KK 376/16). Czy ktokolwiek w Polsce siedzi w więzieniu za nazwanie urzędnika chamem?

Mamy też sprawę niemal bliźniaczą. Kobieta znieważyła policjanta i sąd skierował ją do zamkniętego zakładu. Rzecznik Praw Obywatelskich złożył kasację i napisał: „trudno uznać, że »znaczną szkodliwością« cechuje się przestępstwo, za które grozi do roku więzienia”. Sąd Najwyższy przyznał mu rację (RPO, IV KK 33/21).

Jest wreszcie Feliks Meszka. Spędził 11 lat w zamkniętym zakładzie za słowne groźby, których nigdy nie zrealizował. SN uznał, że taki czyn nie uzasadniał izolacji (RPO). Daniel Kublik w sprawie oławskiej nawet nie groził.

Biegli, którzy orzekają zamiast sądu

W postanowieniu przytoczono opinie biegłych z 2022, 2023 i 2025 r. Rozpoznali u Kublika zaburzenia urojeniowe i schizofrenię paranoidalną. Nie jesteśmy lekarzami i diagnozy nie oceniamy. Problem leży gdzie indziej.

Biegli napisali, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo ponownego popełnienia przez Kublika czynu „o znacznym stopniu społecznej szkodliwości”. To nie jest zdanie medyczne, tylko prawne, a ocena szkodliwości czynu należy do sądu, nie do psychiatry. Lekarz może przewidzieć, że pacjent nagra kolejny film o urzędnikach. Nie może rozstrzygać, że taki film jest „znacznie szkodliwy”. Sąd przejął to sformułowanie bez własnej analizy, a w ten sposób diagnoza zaczyna działać jak wyrok.

Zadajmy też proste pytanie: jaki przyszły czyn przewidują biegli? Uzasadnienie wrocławskiego sądu nie opisuje żadnego aktu przemocy. Przewidywanym „zagrożeniem” są więc kolejne słowa i kolejne nagrania.

Choroba nie odbiera nikomu prawa do proporcjonalnego traktowania. Jeśli chory człowiek realnie zagraża życiu lub zdrowiu swojemu albo innych, prawo przewiduje osobną drogę: ustawę o ochronie zdrowia psychicznego, z jasnym kryterium bezpośredniego zagrożenia i kontrolą sądu opiekuńczego (art. 23 u.o.z.p.). Prawo karne nie jest od tego, by chorego zamykać za obelgi pod adresem urzędników.

A co z „napaścią”?

Uczciwość wobec Czytelników wymaga, byśmy o tym napisali. W naszym styczniowym wywiadzie Daniel Kublik mówił, że w Lublińcu trzyma go także oskarżenie brzeskiego policjanta o napaść. On sam zaprzecza i twierdzi, że nie ma na to świadków ani dowodów. Postanowienie z Wrocławia tej sprawy nie dotyczy. Wspomina natomiast o innym postępowaniu przed Sądem Rejonowym w Brzegu (sygn. II K 495/18).

Była film z tego wydarzenia, ale został skutecznie usunięty z Youtube, a była partnerka Daniela nie chciała nam udostępnić kopii którą ma na telefonie komórkowym.

Wysłaliśmy pytania do sądów w Oławie, Brzegu i Wrocławiu oraz do Prokuratury Okręgowej. Odpowiedzi opublikujemy w całości.

Jedno jest pewne niezależnie od tego, co odpowiedzą. W sprawie, którą opisuje wrocławski sąd, nie ma nic poza słowami. A jeśli człowiek siedzi w zamkniętym zakładzie prawie dwa lata, a my wciąż musimy pytać o podstawę, to już samo w sobie jest zarzutem wobec państwa.

Trybunał: takie środki wymagają szczególnych gwarancji

W lutym 2026 r. Trybunał Konstytucyjny przypomniał, że umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym „szczególnie dotkliwie ingeruje w wolności i prawa jednostki” i wymaga „szczególnie silnych gwarancji przeciw arbitralnemu stosowaniu”. TK uznał też za niekonstytucyjne wykonywanie nieprawomocnych postanowień o detencji, zanim sąd rozpatrzy zażalenie (TK, P 1/21). Gwarancje to obrońca, który rozmawia z klientem, jasna podstawa izolacji i realna kontrola. W naszych wywiadach Daniel Kublik opisywał coś zupełnie odwrotnego.

Cykl trwa. Co dalej

W listopadzie 2024 r. zapowiedzieliśmy, że zapytamy Rzecznika Praw Obywatelskich, ilu obywateli jest przymusowo leczonych w zamkniętych zakładach psychiatrycznych. Otrzymaliśmy odpowiedź wymijającą, że RPO nie dysponuje takimi danymi.

Pisaliśmy też o tym, że psychiatria w Polsce może służyć celom politycznym podobnie jak sądy (wywiad dla Międzynarodowego Radia Białoruś). Opisywaliśmy również, jak prokuratura używa prawa karnego wobec niepokornych (Prokuratorski „Układ Adama Bodnara z 2013”). Sprawa Kublika łączy oba wątki w jednym dokumencie z pieczęcią sądu.

Nie wystarczy oburzenie. Domagamy się:

  • ustawowego zakazu detencji psychiatrycznej za występki zagrożone karą do roku lub dwóch lat,

  • obowiązkowej drugiej opinii z innego, niezależnego ośrodka przed każdym orzeczeniem detencji,

  • jawnych statystyk: ile osób przebywa w zakładach za czyny lekkiej kategorii i jak długo,

  • kasacji Rzecznika Praw Obywatelskich, jeśli sąd w Oławie orzeknie kolejny raz detencję wobec Daniela Kublika.

Jak pomóc

Pisz do Rzecznika Praw Obywatelskich (al. Solidarności 77, 00-090 Warszawa, infolinia 800 676 676) i domagaj się zbadania podstawy i proporcjonalności izolacji Daniela Kublika. Powołaj się na sygnatury IV Kz 27/26 (SO we Wrocławiu) i II K 814/23 (SR w Oławie).

Napisz do Daniela. List to dla człowieka za murami dowód, że nie został zapomniany:

Daniel Kublik
ul. Grunwaldzka 48, oddział PSP, blok E
42-700 Lubliniec

Dziś to Daniel Kublik, bo nazwał urzędnika chamem i oskarżył prokuraturę o bezczynność. Jutro może to być ktoś, kto napisze ostry komentarz o lokalnym polityku. Stalinowskie Psychuszki ciągle działają!