Poniżej przeczytasz – Jak „walka z mową nienawiści” chroni Ukraińców, a rozbija polskie środowiska narodowe – W tle działalność prokuratorów z Lex Super Omnia i współpraca z OMZRIK. Ramy prawne „walki z mową nienawiści” stały się dziś w praktyce jednym z głównych narzędzi ochrony środowisk ukraińskich w Polsce, a jednocześnie skutecznym batem na polskie środowiska narodowe i nacjonalistyczne. Mowa nienawiści jest wykorzystywana jako tarcza tylko dla jednej strony – mniejszościowej! A gdzie się podziały prawa NARODU POLSKIEGO? W Polsce coraz częściej zamyka się ludzi w więzieniach za wypowiedzi, które mieszczą się w sferze politycznej kontrowersji, co stoi w sprzeczności z konstytucyjną wolnością słowa!
Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia od kilku lat publikuje raporty i analizy dotyczące „przestępstw z nienawiści” oraz warunków ich skutecznego ścigania w polskiej prokuraturze. Wraz z Związkiem Ukraińców w Polsce i innymi organizacjami prowadzącymi monitoring „antyukraińskiej mowy nienawiści” środowisko to buduje narrację, według której każda ostrzejsza krytyka polityki wobec Ukrainy, obecności Ukraińców w Polsce czy skutków finansowych tej obecności może być kwalifikowana jako przestępstwo motywowane nienawiścią. Raporty te są następnie wykorzystywane w dialogu z organami państwa, UE i Radą Europy jako dowód rzekomego „systemowego problemu” z ksenofobią w Polsce, co uzasadnia dalsze zaostrzanie kursu prokuratury wobec określonych środowisk.
Ochrona mniejszości kosztem legalnej opozycji narodowej – Problem nie polega na tym, że ściga się realne akty przemocy czy groźby wobec Ukraińców – to jest obowiązek państwa – lecz na tym, że pojęcie „mowy nienawiści” jest w praktyce rozciągane na działania i wypowiedzi legalnych środowisk narodowych, antysystemowych czy antyunijnych. Z raportów wynika, że rocznie rejestruje się setki, a nawet ponad tysiąc postępowań o przestępstwa motywowane uprzedzeniami, przy czym katalog „przestępstw z nienawiści” da się rozszerzyć praktycznie na każde zachowanie opisane w kodeksie karnym, jeśli tylko prokurator uzna, że u podłoża leży „nienawiść”. W takim modelu prokuratura z łatwością może zakwalifikować manifestację narodową, ostrą publicystykę antyukraińską czy sprzeciw wobec polityki władz jako potencjalne „nawoływanie do nienawiści” lub „znieważanie grupy narodowościowej”, podczas gdy analogiczne, agresywne wypowiedzi ze strony środowisk sprzyjających Ukrainie są traktowane z dużo większą wyrozumiałością.

źródło – Strona stowarzyszenia Lex Super Omnia
Jednokierunkowa wrażliwość państwa – Dokumenty przygotowane przez Lex Super Omnia i organizacje ukraińskie pokazują wyraźnie, że centrum uwagi organów ścigania jest „antyukraińska mowa nienawiści” oraz „ksenofobia wobec mniejszości”, natomiast nie ma równie głośnych raportów o systemowym ściganiu wulgarnych, pogardliwych czy przemocowych wypowiedzi wobec polskich środowisk narodowych czy konserwatywnych. W praktyce oznacza to, że instrumenty karne (art. 256–257 k.k. i powiązane wytyczne Prokuratora Generalnego) służą dziś przede wszystkim ochronie grup definiowanych jako „mniejszości” – w tym społeczności ukraińskiej – i są rzadko wykorzystywane do obrony dobrego imienia ruchów polskiego nacjonalizmu, nawet gdy stają się one obiektem brutalnej kampanii medialnej. W ten sposób aparat „walki z mową nienawiści” staje się de facto częścią szerszej polityki: chroni jedną stronę sporu (środowiska ukraińskie, pro‑unijne, liberalne), a drugą – polskie struktury narodowe, antyglobalistyczne i antyunijne – spycha na margines, kryminalizuje i rozbija poprzez kolejne postępowania.
W efekcie mamy do czynienia nie z neutralnym stosowaniem prawa karnego, ale z selektywną „ochroną przed nienawiścią”, którą bardzo łatwo wpisać w strategiczny interes Kijowa i Brukseli: uciszyć wszelką ostrą krytykę polityki wobec Ukrainy oraz środowisk ją reprezentujących, jednocześnie osłabiając i demonizując polskie ruchy narodowe jako potencjalne „zagrożenie dla porządku publicznego”.
Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia, występujące pod hasłem „obrony praworządności” i „walki z nienawiścią”, w praktyce stało się jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla wolności słowa w Polsce. Poprzez raporty, szkolenia i naciski na zaostrzanie ścigania tzw. „przestępstw z nienawiści” realnie współtworzy klimat, w którym każda radykalna krytyka polityki wobec Ukrainy, UE czy mniejszości narodowych może być traktowana jak materiał dla prokuratora. W ten sposób – pod przykrywką walki z nienawiścią – skutecznie ogranicza się przestrzeń debaty publicznej i depta konstytucyjną wolność słowa tych obywateli, którzy myślą inaczej niż dominujący nurt.
OMZRIK (Konrad Andrzej Dulkowski i Rafał Piotr Gaweł) – Od skazania i śledztwa do roli „operacyjnej” i współpracy z prokuratorami w całej Polsce!

Źródło – Media Narodowe
Rafał Gaweł został prawomocnie skazany przez polski sąd za przestępstwa gospodarcze, w tym oszustwa na szkodę wielu ludzi i instytucji – uciekł do Norwegii, unikając wykonania kary oraz zobowiązań finansowych zasądzonych wobec pokrzywdzonych. Konrad Dulkowski, obecny szef Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK), jest z kolei objęty postępowaniem w sprawie fałszowania podpisów pod dokumentami o znaczeniu prawnym; śledztwo zostało zawieszone w 2016 r., a w tym samym okresie formalnie rozwinął on działalność w strukturach OMZRiK. Mamy więc sytuację, w której osoba prawomocnie skazana i osoba z niezamkniętym wątkiem śledczym zagrożonym karą wieloletniego więzienia, wyrastają na „autorytety moralne” w dziedzinie walki z rzekomym rasizmem i ksenofobią i podejmują czynną i owocną „współpracę” z prokuratorskimi organami ścigania.
Ustne uzasadnienia wyroków pozbawienie wolności w sprawie Gawła i członków jego grupy:Wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku z dnia 14 lipca 2016 r., sygn. akt III K 78/15
[…Tak naprawdę, to nie wiadomo do czego zacząć, bo ta sprawa ma tyle wątków, i o tylu okolicznościach trzeba by było powiedzieć, żeby zobrazować życie z ostatnich kilkunastu lat oskarżonego, aby naświetlić, w jaki sposób naruszał on porządek prawny czerpiąc z tego przez wiele lat korzyści materialne, lansował się w mediach jako osoba działająca z pobudek altruistycznych, jako osoba działająca w interesie społecznym, jako osoba, która nigdy nie naruszyła porządku prawnego i jako osoba, której działaniami nigdy nikt nie został pokrzywdzony. Jest to nieprawda. Naprawdę z wieloma oskarżonymi miałem do czynienia, ale pierwszy raz widzę osobę, która postępując w taki sposób jest w stanie stając przed kamerą, czy też udzielając wywiadu mediom, atakować prokuraturę, zarzucać bezprawne działania osobom, które mają w tej sprawie status pokrzywdzonych, a siebie wybielać. Doprawdy, to jest wręcz niepojęte…]
[…Oskarżony stwierdził nagle w kwietniu, że leczył się psychiatrycznie. Zażądana dokumentacja wskazuje, że pierwszy zapis w dokumentacji lekarskiej dokonano w listopadzie 2015, więc na początku procesu sądowego a jest on nie diagnozowany przez lekarza ale „o chorobie afektywnej dwubiegunowej myśli oskarżony” zapisał lekarz. No, myśli chyba jako o ostatniej desce ratunku, tak by się wydawało, mając na uwadze wysłuchanie biegłych, których oskarżony bardzo dobrze przygotowany wypytywał obeznany, oczytany z symptomami tej choroby. Wiedzę tę można uzyskać choćby na podstawie danych z internetu. Z całą pewnością natomiast ani jego zachowanie w okresie realizacji zarzutów ani przed sądem ani też w trakcie trzykrotnego badania go przez biegłych nie wskazuje absolutnie by była to osoba chora psychicznie, co do której poczytalności mogłyby być jakiekolwiek wątpliwości, tak więc ten ostatni argument, którego starał się użyć także z całą pewnością do sądu nie trafił, a powołując się na zażywanie określonych leków twierdził, że wywoływały one otwartość emocjonalną, uczucie empatii i miłości a taka osoba, pod wpływem takich środków spełnia życzenia otoczenia. Na pytanie sądu, dlaczego więc nie spłaca wierzycieli, którzy wielokrotnie nagabywali go, żeby to zrobił, stwierdził, że sąd widocznie nie rozumie choroby. Możliwe, że faktycznie tej choroby sąd nie rozumie, ale z chorobą z całą pewnością nie mieliśmy do czynienia, tylko z przestępstwami…]
– Sędzia Sławomir Cilulko
…Informacja Prokuratury Okręgowej w Białymstoku o zarzutach dla Rafała G., Eweliny G. i Konrada D.
Zarzuty w sprawie PO II Ds. 5.2016W uzupełnieniu komunikatu zamieszczonego na stronie internetowej Prokuratury Okręgowej w Białymstoku w dniu 3 lutego 2017 roku, dotyczącego śledztwa PO II Ds. 5.2016, niniejszym przekazuję dalsze informacje na temat przedmiotowego postępowania.
W toku śledztwa PO II Ds. 5.2016 sporządzono postanowienia o przedstawieniu zarzutów wobec Rafała G., Eweliny G. i Konrada D. Podstawę przedstawienia zarzutów wobec wymienionych osób stanowiły między innymi dokumentacja z postępowań egzekucyjnych, zeznania świadków oraz dwie opinie biegłego z zakresu klasycznych badań dokumentów. Wymienione osoby zostały wezwane w charakterze podejrzanych na dzień 6 lutego 2017 roku do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.
Rafałowi G. i Ewelinie G. przedstawiono zarzut podrobienia w dniu 1 marca 2007 roku wspólnie i w porozumieniu dokumentu uprawniającego do otrzymania sumy pieniężnej w postaci weksla sporządzonego w ramach zawarcia jednej z umów dotyczących działalności gospodarczej, firmowanej nazwiskiem matki Rafała G., a następnie puszczenie tak podrobionego weksla w obieg, tj. czynu z art. 310 § 1 k.k. Przedmiotowy weksel zabezpieczał wierzytelność w wysokości ponad 100.000 zł.
Przestępstwo to stanowi zbrodnię zagrożoną karą pozbawienia wolności od lat 5 albo karą 25 lat pozbawienia wolności.
Rafałowi G. i Konradowi D. przedstawiono zarzut, że w okresie od dnia 10 października 2010 roku do dnia 31 stycznia 2011 roku w Białymstoku wspólnie i w porozumieniu wyłudzili poświadczenie nieprawdy we wpisie do Krajowego Rejestru Sądowego oraz zaświadczeniu o dokonaniu wpisu przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego – referendarza sądowego Sądu Rejonowego w Białymstoku XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego co do rzetelności i autentyczności dokumentów stanowiących podstawę tego wpisu, podczas gdy protokoły z walnych zebrań członków Stowarzyszenia sporządzone przez podejrzanych były nierzetelne, a dokumenty w postaci list członków założycieli Stowarzyszenia obecnych na zebraniach oraz statuty Stowarzyszenia, które podejrzani przedłożyli w Sądzie w celu rejestracji Stowarzyszenia, były podrobione. Czyn ten zakwalifikowano z art. 270 § 1 k.k. w zb. z art. 272 k.k. w zw. z art. 12 k.k. Jest on zagrożony karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Ponadto Rafałowi G. i Konradowi D. zarzucono, że w okresie od dnia 26 marca 2013 roku do dnia 29 kwietnia 2013 roku w Białymstoku wspólnie i w porozumieniu wyłudzili poświadczenie nieprawdy we wpisie do Krajowego Rejestru Sądowego oraz zaświadczeniu o dokonaniu wpisu przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego – referendarza sądowego Sądu Rejonowego w Białymstoku XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego co do rzetelności i autentyczności dokumentów stanowiących podstawę tego wpisu, podczas gdy protokół z przebiegu walnego zebrania członków Stowarzyszenia z dnia 26 marca 2013 roku sporządzony przez podejrzanych był nierzetelny i nie odzwierciedlał rzeczywistości, zaś dokumenty przedłożone Sądowi przez podejrzanych w postaci wniosku i jego załączników, były podrobione, tj. o czyn z art. 270 § 1 k.k. w zb. z art. 272 k.k. w zw. z art. 12 k.k.
Niezależnie od powyższego Rafałowi G. zarzucono popełnienie 7 innych przestępstw:
dwóch czynów zabronionych związanych z podrobieniem trzydziestu trzech dokumentów dotyczących działalności gospodarczych prowadzonych pod szyldem innych osób (art. 270 § 1 k.k. w zw. z art. 12 k.k. oraz art. 270 § 1 k.k.);
oszustwa na szkodę Województwa Podlaskiego w związku z dotacją w kwocie 7.000 złotych (art. 286 § 1 k.k. w zb. z art. 297 § 1 k.k. w zw. z art. 12 k.k. w zw. z art. 65 § 1 k.k.);
oszustwa na szkodę Miasta Stołecznego Warszawy w związku z dotacją w kwocie 10.000 złotych (art. 286 § 1 k.k. w zb. z art. 297 § 1 k.k. w zw. z art. 12 k.k. w zw. z art. 65 § 1 k.k.);
usiłowania dwóch oszustw na szkodę Miasta Stołecznego Warszawy w związku z dotacjami w łącznej kwocie 603.583 złotych (art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 286 § 1 k.k. w zw. z art. 294 § 1 k.k. w zb. z art. 297 § 1 k.k. w zw. z art. 12 k.k. w zw. z art. 65 § 1 k.k.);
udaremnienia oraz usiłowania udaremnienia zaspokojenia sześciu wierzycieli Stowarzyszenia co do zadłużenia przekraczającego kwotę 260.000 złotych przez ukrycie składników majątku Stowarzyszenia w postaci środków pieniężnych, między innymi poprzez założenie szeregu rachunków bankowych, które wbrew przepisom art. 5 ust. 2b pkt 2 oraz art. 9 ust. 1 ustawy z dnia 13 października 1995 roku o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników nie zostały zgłoszone właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego oraz wypłacenie tych środków w gotówce i zagarnięcie sobie pieniędzy Stowarzyszenia w nieustalonej dotychczas wysokości (art. 300 § 2 k.k. w zw. z art. 12 k.k. w zw. z art. 65 § 1 k.k.).
Podejrzani stawili się w dniu dzisiejszym (6 lutego 2017 r.) w siedzibie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, gdzie zostały przeprowadzone czynności z ich udziałem. W toku przesłuchań nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili składania wyjaśnień.
Wobec Rafała G. zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji i zakazu opuszczania kraju. W stosunku do pozostałych podejrzanych środków zapobiegawczych nie stosowano.
W załączeniu zanonimizowana treść zarzutów przedstawionych Rafałowi G. http://www.bialystok.po.gov.pl/…/895/zarzuty_rafal_g.pdf
p.f. Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku
prokurator Łukasz Janyst
Źródło www.omzrik.com
Od „okrągłego stołu” do taśmy produkcyjnej zawiadomień – Po zorganizowanym pod auspicjami RPO – Adama Bodnara (Ukrainiec z pochodzenia czego sam nie ukrywa) – „Okrągłym stole przeciw mowie nienawiści”, w którym uczestniczyły m.in. organizacje zajmujące się monitorowaniem rzekomych przejawów nienawiści wobec mniejszości, działalność OMZRiK nabrała ogromnej dynamiki: według własnych deklaracji składają oni rocznie kilkaset zawiadomień do prokuratur w całej Polsce. W praktyce gros tych zawiadomień dotyczy środowisk patriotycznych, narodowych i konserwatywnych, a nie realnych sprawców przemocy fizycznej, co czyni z OMZRiK narzędzie selektywnego nacisku prokuratorskiego na określoną stronę sporu ideowego. Jednocześnie liczne zawiadomienia kierowane przeciwko samym liderom OMZRiK za treści publikowane na ich profilach, gdzie pojawia się brutalna retoryka wobec Polaków i środowisk narodowych, zawsze kończą się odmowami wszczęcia lub umorzeniami – mimo że wpisy te wprost wzywają do „rozliczania” i stygmatyzacji przeciwników politycznych, a komentarze pod ich publikacjami – dosłownie do mordowania niczemu nie winnych ludzi!

OMZRIK – Cyngle do „odstrzeliwania” przeciwników ideowych i liderów? Fakty układają się w niepokojący obraz: dwóch ludzi z poważnymi problemami prawnymi buduje organizację, która żyje z medialnych nagonek, masowych zawiadomień do prokuratury i zbiórek internetowych, stając się de facto aparatem „miękkiej represji” wobec polskich środowisk narodowych i patriotycznych. OMZRiK nie zatrudnia prokuratorów, ale ich zawiadomienia są chętnie podejmowane przez część prokuratur i sądów, co czyni z tej organizacji coś na kształt zewnętrznego „operatora celów”: to oni typują kolejne ofiary, dostarczają materiał i nadają narrację, a państwowy aparat ścigania ma tylko „pociągnąć za spust” w postaci postępowań karnych, procesów i medialnego piętnowania. Równolegle treści ich własnych profili, w których nie brakuje pogardy wobec Polaków i polskiego patriotyzmu, pozostają praktycznie bez reakcji organów ścigania – jakby prokuratorzy widzieli wyłącznie jedno źródło „nienawiści”: polski nacjonalizm, a nie nienawiść skierowaną w stronę Polaków.
W publicystycznej narracji można więc przedstawiać Gawła i Dulkowskiego jako swoisty „łącznik” między aparatem państwa a środowiskami domagającymi się zaostrzania kursu wobec polskich środowisk narodowych i patriotycznych: osoby, które typują „cele”, nadają im medialną narrację i inicjują lawiny zawiadomień, podczas gdy prokuratura i sądy dostarczają formalnej oprawy, a instytucje unijne i duże media opisują to jako „walkę z nienawiścią” i „obronę mniejszości”. Przy skali tych działań – liczbie zawiadomień, pism i skomplikowanych formalności – można co najmniej stawiać pytanie, czy nie korzystają oni z istotnego wsparcia zaplecza prawniczego i eksperckiego, a więc czy nie mamy do czynienia z szerszym, zorganizowanym środowiskiem nacisku, a nie wyłącznie „oddolną inicjatywą” dwóch osób z zarzutami zagrożonymi wieloletnim pobytem w więzieniu. Taki model działania stwarza realne ryzyko dla bezpieczeństwa informacyjnego i suwerenności debaty publicznej w Polsce – tym bardziej, że trudno dostrzec, aby państwowe służby i instytucje odpowiedzialne za ochronę porządku konstytucyjnego wnikliwie analizowały skutki tej aktywności z perspektywy interesu polskich obywateli.
Maciej Młynarczyk jest dziś jednym z głównych „twarzy” prokuratorskiej walki z tzw. mową nienawiści, a jego kariera bardzo dobrze wpisuje się w opisany mechanizm ścisłego sprzężenia OMZRiK, Lex Super Omnia i prokuratury oraz ma powiązania czasowe z powstaniem OMZRIK. „Łowca hejterów” – jak się przedstawia – Młynarczyk występuje w mediach i na uczelniach jako specjalista od przestępstw z nienawiści. Jest zapraszany na spotkania organizowane przez wydziały prawa („Oko w oko z łowcą hejterów. Przestępstwo z nienawiści i ich ściganie”), gdzie przedstawia swoje podejście do ścigania wypowiedzi motywowanych uprzedzeniami, zwłaszcza w internecie. Stowarzyszenie Lex Super Omnia promuje jego wykłady jako „świetne wystąpienia o mowie nienawiści”, co pokazuje bliskie powiązanie tego środowiska z jego linią orzeczniczą.
Symboliczny „spec od nienawiści” – i od Polaków krytykujących Ukrainę. Media głównego nurtu opisywały go jako prokuratora, który „skutecznie ściga hejterów” i „nie ma uniewinnień” w prowadzonych przez niego sprawach. Środowiska kresowe i patriotyczne przedstawiają jednak zupełnie inny obraz: Młynarczyk – jako „specjalista od przestępstw z nienawiści” (https://kresy.pl/wydarzenia/prokuratura-wzywa-wladze-samorzadowe-do-podjecia-dzialan-wzgledem-portalu-kresy-pl-mlynarczyk-wrocil-do-scigania-za-mowe-nienawisci/) – miał ścigać m.in. ocalałych z rzezi wołyńskiej za rzekomą „antyukraińską mowę nienawiści”, kiedy publicznie mówili o ludobójstwie OUN‑UPA. W jednej z głośnych petycji wzywających do usunięcia go z zawodu zarzucono mu „prywatną wojnę przeciwko wszelkim przejawom krytyki Polaków wobec Ukrainy”, prowadzoną pod szyldem walki z nienawiścią.
Odsunięty po krytyce, potem „wyjęty z szafy” – Według doniesień prasowych, od jesieni 2020 roku sprawy dotyczące przestępstw z nienawiści były stopniowo odbierane Młynarczykowi i przenoszone do innych jednostek, co wiązano z narastającą krytyką jego działalności w środowiskach prawicowych i kresowych. Nie zniknął jednak z życia publicznego – pojawiał się w rolach eksperta, prowadził wykłady i był aktywny w środowisku Lex Super Omnia. Kulminacją powrotu było powołanie go w 2024 r. na zastępcę przewodniczącej Zespołu Doradców Prokuratora Generalnego ds. przeciwdziałania mowie nienawiści i przestępstwom motywowanym uprzedzeniami – organu, który ma przygotować strategię, wytyczne i szkolenia dla całej prokuratury w tym obszarze. Innymi słowy: człowiek, którego praktykę ścigania „antyukraińskiej mowy nienawiści” ostro krytykowano, dziś stoi w ścisłym kierownictwie systemu, który ma wyznaczać granice wolności słowa dla wszystkich Polaków.
Naturalny sojusznik OMZRiK i „monitorów nienawiści”. Choć brak dowodów na formalne powiązanie kadrowe Młynarczyka z OMZRiK, jego specjalizacja i publiczne wypowiedzi czynią z niego naturalnego sojusznika organizacji takich jak OMZRiK czy środowisk monitorujących „antyukraińską mowę nienawiści”. Z jednej strony mamy ośrodek (Dulkowski i Gaweł), który typuje cele, buduje medialne narracje i składa setki zawiadomień do prokuratur; z drugiej – prokuratora i zespół w Prokuraturze Krajowej, który ma tworzyć „strategię walki z mową nienawiści” na poziomie ogólnopolskim. W praktyce takie sprzężenie oznacza, że definicje „nienawiści” i „uprzedzeń” wypracowane w wąskim, ideologicznie jednorodnym gronie mogą stać się punktem odniesienia dla całego aparatu karnego – od prokuratorów rejonowych po sądy.
Biorąc powyższe pod uwagę, można odnieść wrażenie, że w Polsce funkcjonuje nieformalny, świetnie zorganizowany mechanizm zwalczania wszelkiego głosu sprzeciwu wobec masowego napływu cudzoziemców – ludzi wpuszczanych bez realnej kontroli, bez gwarancji podjęcia pracy i integracji – podczas gdy obywatele, którzy krytykują taką politykę, coraz częściej trafiają na celownik prokuratury po zawiadomieniach Ośrodka i podobnych podmiotów. Jednocześnie na oficjalnych profilach OMZRiK pojawiają się wpisy uruchamiające falę agresji i ostracyzmu wobec „celów”, co działa jak klasyczny efekt mrożący: wielu Polaków rezygnuje z zabierania głosu w obawie przed publicznym linczem i postępowaniem karnym.
Czy jest to element szerszej operacji prowadzonej z udziałem obcych ośrodków – tego nie sposób dziś odpowiedzialnie przesądzić. Od wyjaśniania takich wątków są służby specjalne i organy bezpieczeństwa państwa. Problem w tym, że kolejne raporty Najwyższej Izby Kontroli pokazują, iż system nadzoru nad służbami w Polsce jest nieskuteczny, a służby specjalne przez lata działały praktycznie bez realnej zewnętrznej kontroli, co nie zapewnia ani bezpieczeństwa państwa, ani ochrony praw obywateli. Patrząc z perspektywy ostatnich lat na to, kto jest w Polsce ścigany i piętnowany, a kto może bezkarnie używać wobec Polaków języka pogardy, trudno oprzeć się wrażeniu, że aparat państwa coraz rzadziej stoi po stronie własnych obywateli.

Na koniec pozostaje pytanie najpoważniejsze: czy Rafał Gaweł i Konrad Dulkowski działają wyłącznie jako „aktywiści antyrasistowscy”, czy też ich rola jest elementem szerszego układu, w którym selektywnie typuje się przeciwników ideowych do prokuratorskich postępowań, a ich własna działalność pozostaje praktycznie poza zasięgiem organów ścigania. Przy skali składanych przez OMZRiK zawiadomień i medialnych kampanii trudno uwierzyć, że wszystko to dzieje się bez jakiegokolwiek wsparcia wyspecjalizowanych środowisk – prawniczych, urzędniczych, a być może także struktur działających na styku służb i prokuratury – choć odpowiedzialnie można dziś tylko postawić pytanie, a nie udzielić kategorycznej odpowiedzi.
Dodatkowe wątpliwości budzi finansowanie tego mechanizmu. Zwykły obywatel nie ma realnej możliwości zweryfikowania źródeł pieniędzy wpływających na liczne zrzutki i konta organizacji powiązanych z liderami OMZRiK, ani tego, w jaki sposób środki te są wydatkowane – poza ogólnikowymi deklaracjami, z których wynika głównie finansowanie wynagrodzeń i bieżącego działania struktur. Brak pełnej przejrzystości finansowej po stronie osób, które domagają się od wszystkich innych „standardów praworządności” i jawności, jest co najmniej znaczącą hipokryzją.
Najbardziej niepokojącym elementem całej układanki pozostaje jednak pytanie o kontekst zawieszonych postępowań karnych z 2016 roku, w których – według dostępnych informacji – w grę wchodziły poważne zarzuty, mogące skutkować wieloletnimi karami więzienia. Czy fakt, że sprawy te od lat pozostają w zawieszeniu, a ich bohaterowie – Konrad Andrzej Dulkowski i jego były szwagier przestępca ścigany listem gończym Rafał Piotr Gaweł, w tym samym czasie wyrastają na „operacyjnych partnerów” prokuratur i mediów w walce z „mową nienawiści”, jest czystym przypadkiem, czy też elementem nieformalnego układu korzystnego dla wszystkich zainteresowanych stron – z wyjątkiem polskich obywateli, którzy stają się celem tego systemu?
Odpowiedź na to pytanie powinny dać niezależne organy kontrolne i służby specjalne. Patrząc jednak na wieloletnie zaniedbania w nadzorze nad służbami i druzgocące oceny Najwyższej Izby Kontroli dotyczące braku realnej kontroli nad kluczowymi instytucjami bezpieczeństwa państwa, trudno mieć pewność, że ktoś w ogóle chce na serio tę odpowiedź znaleźć.
