Debata o polskich sądach od lat krąży wokół pytania: czy sędzia ma być wyłącznie urzędnikiem stosującym prawo, czy także aktywnym uczestnikiem sporu o kształt państwa? Krytycy stowarzyszenia sędziów „Iustitia” odpowiadają coraz częściej: to nie jest już obrona praworządności, lecz jawna polityka.

Iustitia jako „partia podszyta pod stowarzyszenie”?

Najbardziej jednoznaczne zarzuty padły ze strony Krajowej Rady Sądownictwa, która w oficjalnym stanowisku stwierdziła, że działalność „Iustitii” jest „niedopuszczalna i typowa dla partii politycznych” oraz że stanowi „zagrożenie dla obywateli”. W ocenie Rady problemem nie jest sam fakt istnienia organizacji sędziowskiej, lecz to, że część jej członków – jak twierdzi KRS – traktuje destabilizację sytuacji w państwie i uruchamianie unijnych procedur przeciwko Polsce jako „sukces”.​

W przywołanym stanowisku KRS podkreślono, że określona część członków Iustitii „wzywa organy instytucji unijnych do wdrażania względem Państwa polskiego procedur naruszeniowych i nakładania kar finansowych”, co Rada uznała za przejaw „działalności politycznej identycznej z działalnością typową dla partii politycznych”. Dla krytyków jest to kluczowy argument: organizacja sędziowska, która zamiast zabiegać o poprawę praktycznego funkcjonowania sądów koncentruje się na wytwarzaniu presji polityczno‑finansowej na własne państwo, przestaje być neutralnym stowarzyszeniem zawodowym.​

W przestrzeni medialnej Iustitia bywa opisywana wprost jako „antyrządowe stowarzyszenie”, znane z ostrej krytyki konkretnego obozu władzy oraz z publicznych wystąpień w obronie określonych mediów czy środowisk politycznych. Taki wizerunek cementuje przekonanie, że mamy do czynienia raczej z aktorem sceny politycznej niż z korporacją zawodową, która powinna ponadpartyjnie dbać o standardy orzecznictwa.​

Transparent zamiast togi – spór o uliczne manifestacje sędziów

Szczególne emocje budzą sceny, gdy sędziowie zamiast orzekać w sądach, wychodzą na ulice z transparentami w ramach marszów i demonstracji. Źródła sympatyzujące z Iustitią przedstawiają te wydarzenia jako „marsze w obronie praworządności” czy „apolityczności sądów”, podkreślając, że uczestnicy ryzykują karierą i dyscyplinarkami. Krytycy patrzą na to zupełnie odwrotnie: widzą sędziów, którzy świadomie weszli na scenę politycznego konfliktu, wykorzystując togi i autorytet urzędu jako tarczę dla działalności agitacyjnej.​

Gdy prawniczy „Marsz Tysiąca Tóg” opisywano jako „marsz w obronie apolityczności sądów”, środowiska rządowe oraz część opinii publicznej widziały w nim raczej protest jednej strony politycznego sporu przeciwko drugiej. Padały porównania, że trudno mówić o apolityczności wtedy, gdy ci sami sędziowie publicznie atakują jedną konkretną formację, a jednocześnie deklarują sojusz z określonymi środowiskami medialnymi i politycznymi.

W tym kontekście pojawia się podstawowy zarzut: sędzia, który zamiast siedzieć w sądzie w godzinach pracy stoi pod gmachami instytucji z megafonem, nie tylko traci w oczach części obywateli status bezstronnego arbitra, ale także narusza oczekiwanie lojalności wobec konstytucyjnej roli władzy sądowniczej. Obywatel, który ma czekać wiele miesięcy na wyrok, widzi w mediach tych samych sędziów maszerujących w kolejnym proteście – i odbiera to jako symboliczne „odejście od orzekania w kierunku polityki”.

Czy Iustitia „broni obywateli”, czy własnych wpływów?

Oficjalne materiały Iustitii mówią o „budowaniu zaufania”, „edukacji prawnej” i „działaniach na rzecz zmian, które uporządkują sytuację prawną w Polsce i zreformują sądownictwo”. Według deklaracji stowarzyszenia celem ma być rozwój „praworządnego społeczeństwa obywatelskiego” oraz ochrona praw człowieka i wolności. Dla krytyków brzmi to jak język organizacji ideowo‑politycznych, które pod hasłami ogólnych wartości forsują bardzo konkretny, sporny model ustrojowy.​

W jednym z artykułów opisujących aktywność Iustitii zwrócono uwagę, że stowarzyszenie angażuje się w promowanie rozwiązań korzystnych dla określonych grup ekonomicznych – jak w dyskusji o tzw. ustawie frankowej, gdzie sposób formułowania postulatów oceniano jako sprzyjający interesom banków, a nie kredytobiorców. Krytycy odczytali to jako wyjście daleko poza rolę środowiska orzeczniczego w kierunku lobbingu za konkretną linią regulacyjną.​

Rzecznik Iustitii, broniąc stowarzyszenia przed zarzutami KRS, odwrócił jednak akcenty, twierdząc, że to neo‑KRS „broni swoich stołków”, a Iustitia „zbuduje nowoczesne sądy” i że będzie to „koniec” dla obecnej Rady. Formułowanie tak ostrych, konfrontacyjnych deklaracji wobec innego konstytucyjnego organu państwa jest kolejnym ogniwem w argumentacji tych, którzy widzą w Iustitii strukturę o logice partyjnej: budowanie poparcia, wskazywanie politycznych wrogów, zapowiedź „ich końca”, mobilizacja protestów ulicznych i presji międzynarodowej.​

Między obroną praworządności a polityczną wojną

Źródła związane z Iustitią przekonują, że ich aktywność – łącznie z manifestacjami ulicznymi – to wyłącznie reakcja na upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości przez władzę wykonawczą i ustawodawczą. W materiałach stowarzyszenia oraz zaprzyjaźnionych mediów wielokrotnie powtarza się teza, że ich protesty są „marszem w obronie apolityczności sądów”, a zarzuty upolitycznienia kierowane wobec sędziów‑aktywistek są „hipokryzją” w obliczu zachowań innych, prorządowych prawników.

Jednak dla części opinii publicznej – i dla wielu prawników o konserwatywnych poglądach – to wyjaśnienie nie wystarcza. Zwraca się uwagę, że Iustitia pozostaje w ostrym konflikcie z kolejnymi ekipami rządzącymi w sprawach dotyczących szeroko rozumianej polityki sądowniczej, co podważa tezę, że mówimy jedynie o obronie neutralnych, „techniczych” standardów. Wskazuje się przy tym, że stowarzyszenie nie ogranicza się do reagowania na konkretne przepisy, lecz samo przygotowuje pakiety ustaw, projekty „odbudowy wymiaru sprawiedliwości” i promuje je w debacie publicznej.

Wydawane przez Iustitię raporty o „represjach wobec sędziów” lat 2015–2019 opisują działania władz krajowych w języku bardzo zbliżonym do opozycyjnej krytyki politycznej, mówiąc o „metodach hejtu” i „przejęciu niezależnego sądownictwa”. Autorzy raportu akcentują, że nowelizacje ustaw sądowych są „narzędziem uciszania sędziów”. Krytycy odpowiadają, że tak ostro sformułowane, jednostronne diagnozy, podawane w międzynarodowym obiegu, jeszcze bardziej wzmacniają obraz Iustitii jako aktora politycznego, a nie arbitra stojącego ponad sporem.​

Konsekwencje dla zwykłego obywatela

W całym sporze najrzadziej mówi się o tym, jak aktywizm sędziów – także członków Iustitii – wpływa na pozycję strony procesowej, która po prostu chce sprawiedliwego i szybkiego wyroku. Sytuację komplikuje fakt, że jednocześnie krytykowane są wieloletnie przewlekłości postępowań i coraz gorsza opinia obywateli o sądach. Gdy w tym samym czasie sędziowie pojawiają się na manifestacjach, w konferencjach prasowych, w studiach telewizyjnych i w mediach społecznościowych, powstaje pytanie: czy naprawdę wszystkie te działania przybliżają nas do sprawniejszego wymiaru sprawiedliwości, czy raczej utrwalają rozpoznawalność określonej grupy sędziów w politycznym sporze?

Z punktu widzenia laika obraz jest prosty: sędziowie są obecni w politycznej wojnie po jednej ze stron, a ich stowarzyszenie – zgodnie z diagnozą KRS – zaczyna funkcjonować jak partia, tyle że bez wyborów i bez demokratycznego mandatu. Obywatel, który ma mieć gwarancję prawa do sądu niezależnego i bezstronnego, może mieć uzasadnione wątpliwości, gdy widzi „swojego” sędziego na manifestacji z hasłami przeciwko rządowi, z którym sam akurat sympatyzuje – albo odwrotnie. Wtedy sędzia‑aktywist(k)a przestaje być kimś, kto stoi ponad konfliktem; staje się jednym z jego uczestników.​

W tym sensie krytyczna teza, że Iustitia jest dziś bliżej logiki ugrupowania politycznego niż tradycyjnej korporacji zawodowej, opiera się nie na jednym incydencie, lecz na całym zestawie zjawisk: od ostrych oświadczeń wobec władz, przez wzywanie do unijnych sankcji finansowych, po intensywną obecność w demonstracjach ulicznych. Czy to jeszcze obrona praworządności, czy już konsekwentnie prowadzona polityka – o tym każdy czytelnik musi zadecydować sam, ale nie sposób udawać, że tej granicy w ogóle nie widać.