Minister sprawiedliwości i prokurator krajowy w jednej osobie Waldemar Żurek, nie może na własną rękę „poprawiać” Sejmu i Prezydenta rozporządzeniem. A dokładnie to robi dziś, próbując tylnymi drzwiami wprowadzić rozwiązania z odrzuconej ustawy o mowie nienawiści – tej samej, którą Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego, a TK uznał za niezgodną z Konstytucją.
Oficjalnie chodzi tylko o „wskazanie prokuratur do ścigania przestępstw motywowanych uprzedzeniami”. W praktyce rozporządzenie Waldemara Żurka – „z dnia 4 lutego 2026 r. w sprawie określenia jednostek organizacyjnych prokuratury właściwych do prowadzenia postępowań w sprawach o przestępstwa motywowane uprzedzeniami” rozszerza listę „chronionych” grup, tworzy specjalne prokuratury od mowy nienawiści i otwiera drogę do traktowania ostrej wypowiedzi jak poważnego przestępstwa. To nie jest niewinna technika organizacyjna – to powolne, małymi krokami, ograniczanie wolności słowa i swobód obywatelskich zapisanych w art. 54 Konstytucji.
Jeśli dziś uznamy to za drobiazg, jutro może się okazać, że za zwykły wpis w Internecie odpowiadamy przed prokuratorem „od uprzedzeń”.

Twórca rozporządzenia z dnia 4 lutego 2026 r. Minister i Prokurator Generalny w jednym – Waldemar Żurek (Źródło: www.gov.pl)
Ustawa o mowie nienawiści – co się stało?
W marcu 2025 r. Sejm uchwalił dużą nowelizację kodeksu karnego – media ochrzciły ją „ustawą o mowie nienawiści”.
-
Rozszerzała listę „chronionych cech” (m.in. wiek, płeć, niepełnosprawność, orientacja, tożsamość płciowa).
-
Podnosiła kary za przestępstwa z nienawiści – nawet do 5 lat więzienia w niektórych przypadkach.
-
W praktyce mocno zaostrzała odpowiedzialność karną za wypowiedzi, które władza mogłaby uznać za „nienawistne”.
Prezydent nie zgodził się na te przepisy – i to nie z „kaprysu”, tylko korzystając dokładnie z tego mechanizmu, który przewiduje Konstytucja, gdy ustawa może naruszać prawa obywateli. 16–17 kwietnia 2025 r. skierował ustawę o mowie nienawiści do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, wskazując wprost, że nowe przepisy mogą zbyt mocno uderzać w wolność wypowiedzi i dawać państwu zbyt szerokie narzędzie do ścigania słów. Trybunał przyznał mu rację: stwierdził niezgodność ustawy z Konstytucją, więc akt w ogóle nie wszedł w życie – nie pojawił się w Dzienniku Ustaw jako obowiązujące prawo.
To jest właśnie sytuacja, w której system zadziałał tak, jak powinien. Sejm uchwalił kontrowersyjne przepisy, prezydent skorzystał z prawa hamulca bezpieczeństwa, a Trybunał powiedział: „nie, tak głęboko w wolność słowa wchodzić nie wolno”. Innymi słowy – trzy organy państwa razem postawiły granicę i jasno pokazały, że nawet walka z mową nienawiści nie usprawiedliwia wszystkiego.
To ważne: konstytucyjna procedura zadziałała. Ustawodawca i Prezydent nie zgodzili się na tak dalekie ograniczenie wolności słowa.
Rozporządzenie z 4 lutego 2026 r. – powrót odrzuconej ustawy
4 lutego 2026 r. minister Waldemar Żurek podpisał rozporządzenie w sprawie jednostek prokuratury właściwych do prowadzenia spraw o „przestępstwa motywowane uprzedzeniami”. Na tym tle rozporządzenie z 4 lutego 2026 r. wygląda jak próba obejścia tej decyzji: skoro ustawy nie dało się wprowadzić wprost, minister próbuje wprowadzić jej ducha i rozwiązania „bocznym korytarzem”, zwykłym aktem wykonawczym.
Co robi ten akt?
-
Tworzy nową kategorię: „przestępstwa motywowane uprzedzeniami” – czyli praktycznie „hate crimes”.
-
Wylicza długą listę przestępstw, m.in.:
-
art. 119, 256, 257 k.k. (klasyczne przestępstwa z nienawiści),
-
ale też art. 196 k.k. (obraza uczuć religijnych),
-
art. 212 k.k. (zniesławienie),
-
art. 216 k.k. (zniewaga),
-
art. 255 k.k. (nawoływanie),
-
art. 261 k.k. (znieważenie pomnika),
-
art. 16 ustawy o przeciwdziałaniu wspieraniu agresji na Ukrainę.
-
-
W § 2 rozporządzenia definiuje, co uważa za „uprzedzenia” – i wymienia prawie identyczny katalog cech, jaki był w zawetowanej ustawie o mowie nienawiści: wiek, płeć, niepełnosprawność, orientacja seksualna, tożsamość płciowa, narodowość, wyznanie, bezwyznaniowość itd.
-
Wyznacza 49 prokuratur rejonowych i jedną okręgową, które mają się takimi sprawami zajmować, a Prokuraturze Okręgowej w Warszawie daje możliwość przejmowania „ważnych” spraw z całego kraju.
W skrócie: ta sama filozofia, ten sam katalog, ten sam cel – tylko nie ustawą, ale rozporządzeniem.
Dlaczego to jest obchodzenie prawa, a nie „technika organizacyjna”.
A. Co wolno w rozporządzeniu
Konstytucja (art. 92) mówi jasno: rozporządzenie można wydać tylko, gdy jest do tego szczegółowe upoważnienie w ustawie, i trzeba się trzymać wyznaczonych granic.
Art. 35 § 3 Prawa o prokuraturze, na który powołuje się minister, pozwala mu jedynie:
-
„określić jednostki organizacyjne prokuratury właściwe do prowadzenia postępowań” w określonych sprawach,
-
mając na względzie skuteczne zwalczanie przestępczości i sprawność postępowań.
Czyli: może powiedzieć która prokuratura ma się czym zajmować – i tylko tyle.
B. Co robi Żurek w praktyce
Rozporządzenie idzie o kilka kroków za daleko:
-
samo tworzy definicję „przestępstw motywowanych uprzedzeniami”,
-
samo dobudowuje katalog cech chronionych,
-
samo decyduje, które wypowiedzi mają trafić na specjalny „prawny tor uprzedzeniowy”.
To już nie jest czyste „która jednostka”. To jest kształtowanie prawa karnego i wolności słowa – choć Prezydent podobną ustawę zablokował!
Takie działanie podpada wprost pod:
-
naruszenie art. 92 Konstytucji (wyjście poza delegację),
-
naruszenie zasady podziału władz – bo minister wchodzi w rolę ustawodawcy.
Mówiąc prościej: to próba obejścia decyzji Prezydenta i Trybunału Konstytucyjnego przy pomocy aktu niższego rzędu. Pamiętacie rozporządzenia dotyczące maseczek, dystansu itp bzdur którymi niszczono Polaków? Tu macie analogię!
Małymi krokami odbierana wolność słowa
Wolność słowa z art. 54 Konstytucji ma chronić właśnie niepopularne i ostre opinie. Orzecznictwo Strasburga (art. 10 EKPC) mówi wprost: wolność obejmuje też słowa, które „obrażają, szokują lub niepokoją”.
Co zmienia rozporządzenie Żurka?
Krok 1: Rozszerzenie „strefy ryzyka”
Jeśli prokurator uzna, że Twoja wypowiedź była motywowana „uprzedzeniem” wobec osoby o określonych w rozporządzeniu cechach, to:
-
sprawa trafi do wyspecjalizowanej prokuratury „od hejtu”;
-
może być przejęta do Warszawy jako „sprawa ważna”.
Dotyczy to także sporów o dobre imię, obrazy uczuć religijnych czy „znieważenia pomników”. Ostre słowa o Żydach, rządzie, ruchach społecznych, Ukrainie, uchodźcach – wszystko to może wejść w tę kategorię.
Krok 2: Większa siła aparatu państwa wobec słów
Przy „uprzedzeniach” w grę wchodzą:
-
specjalnie przeszkoleni prokuratorzy,
-
nacisk, żeby takie sprawy „doprowadzać do końca”,
-
większa skłonność do stawiania zarzutów przy wątpliwościach.
Zwykłe spory słowne, które kiedyś kończyły się umorzeniem albo pozwem cywilnym, mogą zostać potraktowane jak poważne sprawy karne.
Krok 3: Efekt mrożący – ludzie sami się uciszają
Gdy widzisz, że za ostre zdanie w Internecie można mieć na głowie „prokuraturę od mowy nienawiści”, zaczynasz się zastanawiać:
-
„Czy warto to pisać?”
-
„Czy ktoś nie zgłosi mnie jako hejtera z uprzedzeń?”
Nie trzeba wprost zakazać pewnych słów, żeby skutecznie zamknąć ludziom usta. Wystarczy stworzyć taki klimat prawny, w którym każdy rozsądny człowiek zaczyna się bać konsekwencji za to, co mówi i pisze.
Już dziś wiele osób widzi, że prokuratura potrafi reagować wybiórczo: ostre wypowiedzi jednych pozostają bez echa, a inni za podobne słowa dostają zarzuty albo ciągane są latami po sądach. Organizacje prokuratorów, także te głośno krytykujące obecny system (jak „Lex Super Omnia”), od dawna zwracają uwagę, że polityczne sterowanie śledztwami i „akcje pokazowe” niszczą zaufanie obywateli do prokuratury – bo ludzie widzą, że w praktyce to nie prawo decyduje, tylko interes władzy.
W takiej atmosferze nowe rozporządzenie o „uprzedzeniach” działa jak wzmacniacz strachu. Skoro już teraz prokurator potrafi wykorzystać istniejące przepisy, żeby zrobić z ostrego wpisu „sprawę karną”, to wizja specjalnych „prokuratur od mowy nienawiści” tylko ten lęk pogłębia. Zwykły obywatel nie analizuje subtelności prawnych – widzi, że:
-
prokurator może przypiąć mu łatkę „uprzedzeniowca”,
-
sprawa trafi do wyspecjalizowanej jednostki,
-
a koszt obrony, stres i czas mogą zrujnować mu życie, nawet jeśli finalnie zostanie uniewinniony.
Efekt jest prosty: mniej ostrych pytań, mniej krytyki, mniej niezależnych głosów. Ludzie sami się autocenzurują, bo nie mają siły ani pieniędzy, by walczyć z państwową machiną. To właśnie jest najbardziej niebezpieczny, cichy rodzaj cenzury – taki, w którym nikt nie wykreśla słów z ustawy, ale coraz więcej osób boi się je wypowiedzieć.
„Donosiciele” z parasolem ochronnym – rola OMZRiK (Konrad Andrzej Dulkowski i przestępca Rafał Piotr Gaweł)
Nowe przepisy idealnie wpisują się w działalność Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK), który od lat specjalizuje się w masowym składaniu zawiadomień o „mowę nienawiści” i doprowadzaniu do procesów karnych na podstawie internetowych wpisów. Ośrodek wprost chwali się tym, że jego zgłoszenia trafiają do prokuratur i że śledztwa są przejmowane przez warszawskie jednostki, gdy chodzi o głośne sprawy – co samo w sobie pokazuje, że część organizacji pozarządowych ma w praktyce uprzywilejowany dostęp do prokuratury i realny wpływ na to, kogo państwo ściga, a kogo ignoruje.
Problem polega na tym, że ci społeczni „donosiciele” działają bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje pomówienia. Mogą publicznie piętnować ludzi na profilach w mediach społecznościowych, zanim zapadnie jakikolwiek wyrok, naruszając domniemanie niewinności i dobre imię wskazywanych osób. Jednocześnie praktyka pokazuje, że prokuratura nie reaguje na przekroczenia z ich strony – zamiast tego chętnie sięga po ich zawiadomienia, traktując je jak wygodne narzędzie do wszczynania postępowań.
W tym obrazie szczególnie rażąco wygląda fakt, że jednym z głównych twórców i twarzy OMZRiK jest osoba prawomocnie skazana za przestępstwa gospodarcze i oszustwa, wobec której wydano list gończy, a która od lat pozostaje poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości. Państwo, które nie potrafi doprowadzić do wykonania wyroku wobec takiego przestępcy, jednocześnie korzysta z jego doniesień jako z podstawy do ścigania innych obywateli za słowa. W praktyce oznacza to, że prokuratura swoim działaniem de facto legitymizuje taką osobę w przestrzeni publicznej – traktuje ją jak wiarygodnego „partnera” w walce z rzekomą mową nienawiści, zamiast konsekwentnie realizować prawomocne orzeczenia i ścigać ją za własne czyny.
Efekt jest podwójnie niebezpieczny: z jednej strony zwykły obywatel może być łatwo postawiony pod ścianą na podstawie donosu środowiska powiązanego z osobą skazaną, z drugiej – widzi, że prawo nie działa wobec tych, którzy stoją „po właściwej stronie”. To jeszcze bardziej osłabia zaufanie do państwa i utwierdza poczucie, że aparat karny służy nie tyle ochronie prawa, ile ochronie wybranych.
Odpowiedzialność ministra – dyscyplinarna i karna?
Minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie ma szczególny obowiązek stania na straży prawa. Jeżeli:
-
świadomie wydaje rozporządzenie, które wykracza poza delegację ustawową,
-
faktycznie wprowadza rozwiązania, które przegrały kontrolę konstytucyjną jako ustawa o mowie nienawiści,
-
używa prokuratury do egzekwowania tych rozwiązań,
to pojawia się pytanie o jego odpowiedzialność:
-
dyscyplinarną – jako prokuratora i jako sędziego w stanie spoczynku (jeśli ma taki status),
-
a w skrajnej interpretacji także karną – w kontekście nadużycia uprawnień funkcjonariusza publicznego (art. 231 k.k.), gdyby udało się wykazać, że działał w oczywistej sprzeczności z Konstytucją i ustawami.
To oczywiście wymagałoby odważnej reakcji innych organów: Rzecznika Dyscyplinarnego, Prokuratury Krajowej, Trybunału Konstytucyjnego. Ale polityczna funkcja nie daje prawa do wprowadzania cenzury rozporządzeniem.
Co możesz zrobić jako obywatel
Ten tekst nie ma straszyć, tylko pokazać, że:
-
to nie jest abstrakcyjna „rozgrywka na górze”;
-
rozporządzenie o „uprzedzeniach” może dotknąć każdego, kto pisze, nagrywa, komentuje.
Środki, z których warto korzystać:
-
wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich o zbadanie konstytucyjności rozporządzenia i skierowanie sprawy do Trybunału Konstytucyjnego (taki wniosek redakcja już wysłała, ale liczy się każdy wasz głos w tej sprawie);
-
skargi do sądów, Rzecznika Dyscyplinarnego, Ministra (nadzór), gdy prokuratura czy sądy nadużywają nowego rozporządzenia;
-
nagłaśnianie spraw, w których „prokuratury od hejtu” są używane do nękania obywateli, a nie do walki z realną przemocą.
To nie jest już spór o „ładne słówka” w kodeksie, tylko o to, czy w Polsce w ogóle wolno jeszcze mówić ostro o władzy, ideologiach i patologiach życia publicznego. Rozporządzenie Żurka to test, ile jeszcze damy sobie odebrać pod pretekstem walki z „uprzedzeniami”. Jeśli dziś przejdzie bez oporu, jutro każdy krytyczny wpis, mem czy artykuł może zostać potraktowany jak przestępstwo, a nie jak głos w debacie. Państwo, które boi się słów i obywateli z własnym zdaniem, nie różni się wiele od tych, przed którymi kiedyś uciekaliśmy.
