Tag: Bach

Strych na Bojarach

wejscie+na+strychPamiętam strych pewnego domu na Bojarach. Domu, któremu pozostało wtedy jeszcze kilka tygodni życia przed rozbiórką. Kiedy wchodziłam tam po raz ostatni, schody trzeszczały niemiłosiernie. To była skarga osamotnionego, pozostawionego samemu sobie domu. Nie miał już drzwi i całe wytworne okoliczne towarzystwo szukało tam skarbu, pozostawiając po sobie skrawki koszul i potłuczone butelki. Samotny dom umiera jak samotny człowiek. Dopiero gdy jest po wszystkim, sąsiedzi podkreślają, że pukali do drzwi, że interesowali się losem, że byli zdziwieni, że od kilku tygodni nie daje znaku życia. Wybite okna, sforsowane okiennice. Sam już nie pamięta czasów własnej świetności. Jest nieszczęśliwą niepotrzebnością.

Po schodach przypominających raczej drabinę wspinam się na strych. Tam, przed wielu laty bawiły się godzinami trzy dziewczynki. Jedna mieszka teraz na stałe na południu Francji i do pochodzenia białostockiego się nie przyznaje, bo to przeszkadzałoby jej w interesach. Druga mieszka na północy Francji i jest znaną skrzypaczką, nawet po latach wzdychającą do niespełnionej miłości w osobie pewnego organisty, który godzinami potrafił grać fugę Bacha. Dla innej. Trzecia muska właśnie klawiaturę laptopa z widokiem na paryski bulwar nad Sekwaną i już jutro wraca do Polski.Na lotnisku Roissy włoży tylko jeszcze w siedmiomilowe buty, by wyprzedzić pociąg relacji Warszawa-Białystok… i dzieciństwo wydarzy się przez chwilę jeszcze raz! Continue reading „Strych na Bojarach”

Smutna ulica Wesoła…

Jest w Białymstoku ulica Wesoła. Ulica Wesoła, która wesoła nie była nigdy.

Nie ma już domu, do którego przychodziłam przynajmniej raz w tygodniu, by zanurzyć się w dźwiękach fortepianu, zasmakować w Beethovenie i Bachu.

Fortepian

Podówczas ośmioklasistka  z długimi, kręconymi włosami oraz przedziałkiem na późnego George’a Harrisona i w okularkach – lennonkach… Beatlesowskie tęsknoty muzyczne contra Sonata Księżycowa na pierwszym piętrze ulicy Wesołej.

Na spotkania muzyczne szłam Wesołą bardzo powoli, z rozmysłem  odwlekając muzyczne emocje. W tamtym domu muzykowano popołudniami, wspólnie wybierano nuty, a czekoladowy torcik serwowany gościom po domowym koncercie ozdobiony był kluczem wiolinowym z rozkruszonych drobinek orzechów. Gdy nadchodził  czas dekorowania choinki, w tamtym domu wynoszona ze strychu pudła pełne ręcznie wyginanych kluczy wiolinowych i ćwierćnut. Muzyka przenikała ściany salonu, który nigdy nie zniósłby określenia „duży pokój”. Continue reading „Smutna ulica Wesoła…”