Autor: Marta Cywińska

Strych na Bojarach

wejscie+na+strychPamiętam strych pewnego domu na Bojarach. Domu, któremu pozostało wtedy jeszcze kilka tygodni życia przed rozbiórką. Kiedy wchodziłam tam po raz ostatni, schody trzeszczały niemiłosiernie. To była skarga osamotnionego, pozostawionego samemu sobie domu. Nie miał już drzwi i całe wytworne okoliczne towarzystwo szukało tam skarbu, pozostawiając po sobie skrawki koszul i potłuczone butelki. Samotny dom umiera jak samotny człowiek. Dopiero gdy jest po wszystkim, sąsiedzi podkreślają, że pukali do drzwi, że interesowali się losem, że byli zdziwieni, że od kilku tygodni nie daje znaku życia. Wybite okna, sforsowane okiennice. Sam już nie pamięta czasów własnej świetności. Jest nieszczęśliwą niepotrzebnością.

Po schodach przypominających raczej drabinę wspinam się na strych. Tam, przed wielu laty bawiły się godzinami trzy dziewczynki. Jedna mieszka teraz na stałe na południu Francji i do pochodzenia białostockiego się nie przyznaje, bo to przeszkadzałoby jej w interesach. Druga mieszka na północy Francji i jest znaną skrzypaczką, nawet po latach wzdychającą do niespełnionej miłości w osobie pewnego organisty, który godzinami potrafił grać fugę Bacha. Dla innej. Trzecia muska właśnie klawiaturę laptopa z widokiem na paryski bulwar nad Sekwaną i już jutro wraca do Polski.Na lotnisku Roissy włoży tylko jeszcze w siedmiomilowe buty, by wyprzedzić pociąg relacji Warszawa-Białystok… i dzieciństwo wydarzy się przez chwilę jeszcze raz! Continue reading „Strych na Bojarach”

Dobry człowiek

RękaNie wszyscy Szanowni Czytelnicy podzielają moje uwielbienie dla Piękna Okresu Międzywojennego. Niniejszym informuję, że mam świadomość  dwoistości tamtych czasów i gdy trzeba, przestaję je idealizować. Niektórzy chcieliby z pewnością w Bedekerze więcej płomiennych odniesień do teraźniejszości, przyzwyczajeni przez media do ekscytacji wszystkim, co Tu i Teraz.

Jednakże Tu i Teraz będziemy odczuwać przenikliwiej, gdy  będzie z nami w mądrych proporcjach przeszłość. Ilekroć wracam do Białegostoku, widzę moje rodzinne miasto w trzech wymiarach: teraźniejszym zadziwiona, jak bardzo pustoszeje. Z perspektywy dzieciństwa widzę je także  w wymiarze traum historycznych, pamiętając, że to bolszewicy stworzyli w Białymstoku siedzibę organizacji „Rządu Sowieckiej Republiki  Polskiej” do walki z „białą Polską”.  Powstało wiele książek i opracowań na temat Białegostoku, ale gdzie szukać publikacji na temat AUTENTYCZNEGO patriotyzmu lokalnego z Białymstokiem związanego…

Białystok był kiedyś miastem wielkich rodów:  Branickich, Wiesiołowskich, Chodkiewiczów, Radziwiłłów Sołtanów. A teraz… Continue reading „Dobry człowiek”

Kilka pytań

ludovic_rodo_pissarro_cafe_parisien_d5459080hJak postrzegają Białystok przyjezdni, którzy nie mają z nim żadnych związków emocjonalnych? Czy ulegają stereotypom czy też sami, wedle swoich niezależnych kryteriów tworzą sobie obraz miasta, do którego chcieliby powrócić? Jak postrzegają Białystok ci, którzy z niego wyjechali na stałe i albo przyznają się do swoich korzeni, albo wręcz ich się wstydzą? Wschodniego człowieka szybko da się rozpoznać w metropolii; jest zbyt serdeczny, zbyt gościnny, zbyt ufny, zbyt dobrotliwy czasem. Niektórych  szybko pożera Warszawa albo Bruksela i już wcale białostoccy nie są.

Znam takie białostoczanki, które w końcu lat dziewięćdziesiątych, będąc w ósmym miesiącu ciąży specjalnie jeździły do prywatnej kliniki położniczej w Warszawie, by ich dzieci koniecznie na świat w stolicy przyszły, czyli innymi słowy  nie miały wpisanego Białegostoku jako miejsca urodzenia, bo potem z pracą będzie ciężko, na studiach „będą się śmiali”, a dziadek  i tak był spod  miejscowości  na J* albo na M*, to nikt się w nie dowie. Oj, wstydliwe to kobiety były, wstydliwe. Teraz już nie… Zupełnie się nie wstydzą tak idiotycznych pomysłów. Continue reading „Kilka pytań”

Dom św. Marcina i kochane przedszkole

SRzadko zdarza się, by po tylu latach i z tak serdecznym sentymentem niegdysiejsi absolwenci przedszkola wracali doń wspomnieniami. Moje dzieci do dziś  z rozrzewnieniem wspominają czas, gdy chodziły do Przedszkola Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia w Domu św. Marcina.

Zdobyły tam wiele umiejętności praktycznych, stworzyły więzi, których nie zatarł upływ czasu. Do dziś w ich wspomnieniach żywe są uroczystości  i chwile codzienne przedszkola, panie wychowawczynie i siostry, które się nimi opiekowały. Choć  z racji moich zainteresowań i działań  pedagogicznych widziałam już wiele, wiele przedszkoli – również elitarnych, o których matki zapisują swoje dzieci w kolejce, nim te przyszły na świat; przedszkoli Paryża, Warszawy i  Czachówka Dolnego czy Górnego, to drugiego takiego przedszkola nie spotkałam! Nazwy poszczególnych grup: Dolina Muminków,  Smerfy, Chatka Puchatka,  Skrzaty, Tajemniczy Ogród, Krasnale to także odrębne, Piękne Światy, nauka estetyki, kolorowe, wręcz bajkowe wnętrze i dobroć po prostu. Wspaniała pani logopeda, która… miała wpływ już wtedy na tęsknoty teatralne moich dzieci. Kochana, jedyne Panie – pani Maria, pani Ula, kochana Siostra Jadwiga, WSPANIAŁE WSZYSTKIE NIE WYMIENIONE TU Z IMIENIA SIOSTRY I WSPANIAŁE WYCHOWAWCZYNIE, których nie sposób zapomnieć! Uroczystości religijne i rodzinne, bajkowy Dzień Dziecka i wzruszające  jasełka, wyprawy i zabawy, serdeczne więzi między dziećmi  i rodzicami dzieci uczęszczających do tej samej grupy. Continue reading „Dom św. Marcina i kochane przedszkole”

Panie z tamtych lat

pola_negri14Moja Babcia tak barwnie opowiadała mi o przedwojennym Białymstoku, że do dzisiaj mam go jeszcze przed oczyma. Opowiadała o  miejscach, gdzie spotykały się panie z towarzystwa (któż dzisiaj używa takiego określenia?).Takim miejscem  były cukiernie: „Ziemiańska” (Rynek Kościuszki 7) i Maszczyńskiej (ul. Żwirki i Wigury 4) oraz kawiarnia w Teatrze  Miejskim. Nie zamierzam  jednak przeprowadzać studiów komparatystycznym nad tym, jakie cukiernie i kawiarnie są w Białymstoku dziś, a jakie były niegdyś.

Na wystawny obiad  panie z towarzystwa zapraszane były do „Ritza” przy Kilińskiego 2 lub do Bristolu przy ulicy Marszałka Piłsudskiego 2, rzadziej zaś do „Palace” przy Piłsudskiego 29 ( podaję adresy, bo może uda się jednak cofnąć czas i Białystok powróci do czasów dawnej świetności). Sfery urzędnicze stołowały się w „Savoy’u” przy ul. Kilińskiego 6/2 na pierwszym piętrze.

Na premierze filmowej panie  bywały w kinie „Świat” przy Rynku Kościuszki 2.W nowinki czytelnicze zaopatrywały się w księgarni Nauczycielskiej przy ul. Kilińskiego 10 (były jeszcze dwie – Kagan przy ul. Sienkiewicza 5 i Kauffmana – przy ul. Sienkiewicza 1).  Rzadziej można je było spotkać w firmie chrześcijańskiej „Tok – artykuły sportowe i przedstawicielstwo samochodów i motocykli” na rogu ulicy Sienkiewicza i Rynku Kościuszki (chyba, że bywały tam z małżonkami). Continue reading „Panie z tamtych lat”

Wasilków: Cmentarz i Dom

AniołDo Wasilkowa przyjeżdżałam kiedyś często w odwiedziny do moich podopiecznych w Domu Samotnej Matki. Stan „bliżej życia”, radość ocalenia.

Spotkanie z Olgą, która nie poddała się aborcji dzięki opiece i perswazji Sióstr. Z Katarzyną, którą mąż na utrzymanie dziecka nie łożył grosza, a szrama na jej policzku straszy do dziś. Z Basią, która musiała uciekać z dziećmi w samym środku nocy.Tyle kobiet, tyle dzieci, tyle nieszczęść…  Opiekując się wówczas samotnymi matkami w najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałam nawet, że i ja będę samotną matką.

Z Domu Samotnej Matki szłam zazwyczaj na cmentarz, by stanąć twarzą w twarz z  postaciami potężnych aniołów dmących w trąby, podnoszących upadłych grzeszników. Gdy będzie się zbliżał koniec świata, ponoć najpierw usłyszymy jego zapowiedź na wasilkowskim cmentarzu. „Memento mori” – przypomina napis na  cmentarnych murach. Ze śmiercią spotkamy się tylko raz, musimy wziąć ją na siebie sami. Jest ona połączona ze świadomością własnej bezsilności, zaś nagła – pozbawia szansy dobrego zakończenia ziemskich spraw i pożegnania z bliskimi. W modlitwie prosimy, by Bóg uchronił nas od niespodziewanej śmierci, odbiera ona bowiem możliwość wyspowiadania się i przyjęcia sakramentów. Nasz społeczeństwo zbudowane jest  na opiece na starymi, chorymi, potrzebującymi, ubogimi w duchu, wszak ich egzystencja pokazuje, że na różne sposoby można być człowiekiem i okazywać CZŁOWIECZEŃSTWO! Życie ludzkie jest wartością godną najwyższej ochrony, zaś śmierć każdego człowieka jest też uszczerbkiem dla pozostałych ludzi.W różnych oficjalnych dyskusjach poświęconych eutanazji biorą politycy, dziennikarze, członkowie różnych organizacji, ale większość z nich nie czuwała przy umierającym człowieku, nigdy nie była w hospicjum, nigdy nawet nie widziała zwłok. Continue reading „Wasilków: Cmentarz i Dom”

Przed pomnikiem księdza Jerzego
Popiełuszki

ks. PopiełuszkoPod koniec czerwca tego roku, wraz z grupą  studentów francuskich, którzy przyjechali do Polski w ramach programu Erasmus, wybraliśmy się na grób księdza Jerzego Popiełuszki. Studenci wchodzący w skład tej grupy pochodzą z różnych regionów Francji, od Nordu po Pireneje  i w czasie minionego roku akademickiego intensywnie uczyli się języka polskiego, ponadto zgłębiali tajniki polskiej historii, kultury oraz literatury w ramach naszych zajęć. Dyskusja o wielkich Polakach XX wieku zawiodła nas w różne miejsca, które o dziwo Francuzom  nie są znane. Wybraliśmy się też wspólnie na Żoliborz, do Kościoła Świętego Stanisława Kostki.

Francuzi nie mogli sobie wyobrazić, że pomnik Księdza Męczennika powstał w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się drewniany krzyż. Krzyż ten już wtedy był otoczony różańcem z polnych kamieni, ułożonych w kształcie polskich granic. Nie mogli też sobie nawet wyobrazić, jaka atmosfera panowała podczas Mszy za Ojczyznę, z których pochodzi słynna  maksyma „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.

Wspólnie zwiedziliśmy też Muzeum, które za każdym razem odkrywam na nowo, z kolejną grupą moich francuskich studentów. Niektórym z nich trzeba przy tej okazji opowiedzieć  w sposób syntetyczny, ale zarazem PRAWDZIWY historię II wojny światowej, polskiej martyrologii na Kresach, ba, nawet uzmysłowić, czym Kresy są !Trudno im sobie bowiem  wyobrazić, że historia Katynia nie jest historią Chatynia, że biografia Wałęsy nie wygląda tak różowo jak na wikipediowych stronach w języku francuskim. Trudno im sobie wyobrazić. co to znaczy, że mój dziadek był w Ostaszkowie i kim byli Żołnierze Wyklęci! Głód wiedzy w tych młodych ludziach obcych cywilizacyjnie – ogromny, choć wiedza wyniesiona z czasów szkolnych w sposób niedostateczny pozwala im na porównanie wielkich nurtów historii – oficjalnych i prawdziwych. Continue reading „Przed pomnikiem księdza Jerzego
Popiełuszki”

Nad książką Niziurskiego

imagesW samym środku wakacji siedzę na ławce przed moją dawną podstawówką i czytam bestseller uczniowski sprzed dwudziestu kilku lat. Edmunda Niziurskiego „Szkolny lud, Okulla i ja to świetny pretekst do rozmyślań nad współczesną szkołą.

Cóż za plejada barwnych postaci!

Nauczyciele w powieści nazywani są „gogami”. Dyrektor Rumpel „nie zajmuje się pojedynczymi uczniami”, „wykańcza szkołę” – w sensie metaforycznym i dosłownym, zaniedbując sprawy remontowe[1]. Nowy uczeń wtajemniczany jest systematycznie w przywary nauczycieli. Jeden z kolegów  przestrzega  go przed wicedyrektorką, bowiem jest ona „podobna do kobry i równie jadowita”[2], a przemawiając do uczniów używa górnolotnego, niezrozumiałego dla nich słownictwa ( mądre słowa na „izm” i „cja”, zwanych przez uczniów „izmacjami”[3] ). Kiedy zaś denerwuje się „mówi spiesznie, połykając niektóre zgłoski. Jest uparta i nie zmienia raz przyczepionych uczniowi etykietek[4]. Ma silne poczucie misji i  chęć zawracania zagubionych  uczniów ze złej drogi. Uczniowie i nauczyciele boją się jej. Narzuca wybór zastępowego, autorytarnie podejmuje decyzję o przeniesieniu ucznia do innej szkoły, bez dokładnego sprawdzenia, czy jego zachowanie było naganne. Ucisza uczniów nie przebierając w słowach („Znów drą się jak nieszczęście! Czemu się drzecie tak obrzydliwie?[5]). Continue reading „Nad książką Niziurskiego”

Miejsca pominięte

piora013Bedeker białostocki to konsekwencja sentymentalnych wyborów. Przywiązania do miejsc, w których przetrwało jakieś  Piękno i Dobro, choćby przygłuszone lub są one warte wydobycia z meandrów mocno już zakurzonej pamięci Nie opisuję w nim miejsc, w których spotkałam złych, zawistnych ludzi lub przeraźliwie egocentrycznych. Niszczycielskich  i  newage’owsko (!)  zafiksowanych na samorozwoju i nie dostrzegających innych. To nie znaczy, że Białystok „zdekomponowuję”. W każdej opowieści odżywa on na nowo – z perspektywy metropolii, pustyni, okna samolotu, cmentarnej zadumy nas grobem  wiele tysięcy kilometrów stąd.

Choć z Białegostoku wyjechałam, tak naprawdę nigdy go nie opuściłam i wracam do niego, na ile tylko pozwala mi szum intensywnych zdarzeń. Odbiorca o szóstym (detektywistycznym) zmyśle z pewnością zrozumie, dlaczego nie wszystkie miejsca i  nie wszyscy ludzi znajdą się na mojej sentymentalnej, białostockiej mapie. Continue reading „Miejsca pominięte”

Niepotrzebni Poeci

Szuflady 1Kasztelanka czy Kasztelańska? Nazwa nie jest ważna, ważny obraz w nich zatrzymany. W Kasztelance lub Kasztelańskiej od czasu do czasu spotykaliśmy się jako licealiści przy soku pomarańczowym lub czerwonej oranżadzie, choć obecnym licealnym piwoszom może się to wydać po prostu śmieszne. Kilka osób z klasy IIIF zaplątanych w przedziwne, pełne napięcia relacje w zgrzebnym wnętrzu kawiarnianej rotundki między Plantami a ulicą Curie-Skłodowskiej. Ile z tych osób, mądrzących się wówczas przy kawiarnianym stole odnalazło się w dorosłym życiu? Ile z nich pogrzebało ideały już na pierwszym roku studiów, a ile przy pierwszym rozwodzie? Wtedy jeszcze nie istniała piosenka Jacka Kaczmarskiego „Nasz klasa”, nie było Internetu i przynajmniej próbowano tworzyć prawdziwe więzi międzyludzkie.

Do Kasztelanki przychodziliśmy też sporadycznie w innym gronie, jako członkowie nieformalnej grupy poetyckiej, która nawet nie zdążyła dorobić się swojej nazwy. Na jej czele stał niejaki Maurycy, obecnie renomowany adwokat, a wówczas nie mogący się pogodzić ze swoim ziemskim imieniem Mariusz. Pisał wyłącznie do szuflady i na tym jego kariera poetycka się zakończyła .Kiedy  po latach spotkałam go przypadkowo na ulicy nawet mnie nie poznał ( a może udał, że nie poznaje?). O dziwo, koło poetyckie nie było towarzystwem wzajemnej adoracji, w przeciwieństwie do grup wzajemnej adoracji lansujących się na Facebooku, lecz pretekstem do żywych rozmów o literaturze. Współcześni autorzy wierszy lansują się uparcie na FB (choć często autorami  prawdziwej poezji nie są, żyjąc jedynie w takim przekonaniu), nie mają ani wiedzy oraz intuicji literackiej, a tym bardziej nie mają wyczucia granic autopromocji. Continue reading „Niepotrzebni Poeci”

Z ulicy Słowackiego do Chatynia

PomnikBez zabytków, miniparczków, przystani, romantycznych ławeczek, etalaży z pamiątkami, kolorowych placów zabaw, (wielkomiejskiego) epatowania.

Nie to jest istotne, bowiem ulica Słowackiego nie posiadając tych wszystkich „krzyczących” atrybutów jest ważnym miejscem na  sentymentalnej mapie mojego dzieciństwa i wczesnej młodości.

Tu mieściła się Szkoła Podstawowa nr 1 znana jako „Jedynka”, do której poszłam tylko dwa razy.

Raz, kiedy nasza VIc z „22” zamieniała się z odpowiednikiem, czyli VIb z „Jedynki” z okazji Pierwszego Dnia Wiosny. Uczniowie z „Jedynki” przyszli na naszą lekcję matematyki, zaś my – na ich lekcję biologii. Przez 45 minut miałam wrażenie, że  jestem „uczennicą równoległą”  – w dwóch miejscach jednocześnie.

Po raz drugi, gdy jako uczniowie klasy VIII i to w wąskim gronie byliśmy na miejskich eliminacjach Olimpiady Historycznej, które odbywały się właśnie w Szkole Podstawowej nr 1 właśnie przy ul. Słowackiego.

To był ten sam czas (tak à propos istnień równoległych), kiedy pewna rodzina z Białorusi usiłowała mnie przekonać, że  mordu katyńskiego nie było. Próbowała też udowodnić, że mi się w głowie pomieszało, skoro mylę Katyń z białoruską wioską Chatyń, gdzie okoliczna ludność została wymordowana przez hitlerowców. Continue reading „Z ulicy Słowackiego do Chatynia”

Pogodna ulica Pogodna

Ulica Pogodna w pogodmanipulacny nastrój wprawia, gdy po latach odnajdujemy znajome okna, gościnne drzwi. Nie ma tu zabytków, ale są mieszkania gdzie wbrew czasom,w blokowych murach kultywowana jest tradycja oraz miłość w pełnej rodzinie. Takich rodzin: pełnych, kochających się, dobrych, serdecznych prawie już nie ma. Niech nas nie zwiodą garaże, metalowe podwórka, żwirowe ścieżki między blokami, tam jeszcze uchowała się gościnność i dobroć. Szarlotka na ręcznie robionym obrusie, filiżanka herbaty „jabłko z cynamonem”, bujany fotel babci i prawdziwa, wartka rozmowa nie – ileś tam prowadzonych ze sobą równolegle monologów.

Paskudne to czasy dla tych, którzy dotrzymują słowa i wymagają od innych, by słowa dotrzymywali. Dla tych, którzy składają przysięgi i obietnice, a potem ich dotrzymują.

Teraz nie istnieją umowy dżentelmeńskie. Triumfują krzywoprzysięscy konfabulatorzy, manipulatorzy, naciągacze, praktycy bełkotu medialnego. Składający przysięgi małżeńskie nie rozumieją ich treści, wypowiadają je mechanicznie albo ich po prostu nie dotrzymują, bo dla nich to tylko słowa, słowa – takie NIC. Continue reading „Pogodna ulica Pogodna”

Cmentarz Farny latem…

Cmentarz Farny… to największy wyraz samotności tam spoczywających, ale i tych,którzy ich odwiedzają. Nigdzie nie widać świeżych kwiatów, na grobach jedynie pozostałości po dawno przepalonych lampkach. Przed oczyma dwa nakładają się na siebie obrazy: Cmentarz Farny latem i w dniu Wszystkich Świętych.

A przecież to jedna z najstarszych nekropolii w Białymstoku, założona w 1886 przez księdza dziekana Wilhelma Szwarca, który został też tu pochowany.

Idziemy przez cmentarz niespiesznie, przyglądając się nazwiskom wrytym na nagrobkach. Jaka szkoda, że rzadko można dowiedzieć się czegokolwiek o przymiotach ducha, proweniencji  czy zasługach danej osoby. Może zbyt emocjonalnie czytałam zasługi zmarłych zapisane z wylewnością na powązkowskich nagrobkach?

W tej chwili właśnie  lunął rzęsisty deszcz i musieliśmy się schronić. Cóż,  okazało się, że przy wejściu głównym do kaplicy cmentarnej pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela nie ma już daszka i strugi deszczu zaczęły spływać nam po twarzach jak kaskada łez.Tak oto staliśmy tak w drzwiach do kościoła i patrzyliśmy  na cmentarz pogrążony w półmroku. Continue reading „Cmentarz Farny latem…”

Portrety z Grunwaldzkiej

zdjecie-portretKiedy ostatnio szłam ulicą Grunwaldzką w Gdańsku, przeżyłam coś w rodzaju interferencji miejsc. Na granicy Wrzeszcza i Oliwy zupełnie niespodzianie ujrzałam migawki wspomnień z ulicy Grunwaldzkiej w Białymstoku. Takiej, jaka była niegdyś. Dalekiej od zmanierowania i przesadnej modernizacji.

Białostocka Grunwaldzka powstała na przełomie XVIII i XIX,  ale tak daleko moja pamięć nie sięga. Fragmentaryczna pamięć odsłania zaś obrazy pobliskich biedniutkich Chanajek.

Nie o starych domach na Grunwaldzkiej  chcę rozprawiać, wszak wskrzeszane są choćby przez chwilę   – fotografie  w sepii  –  na różnych blogach czy w FB-owych deliberacjach.

Ulica Grunwaldzka to galeria portretów, nigdy oprawionych, nigdy nie skatalogowanych.

Samotny myśliwy bez wieku wymykający są bezszelestnie o świecie z chatynki dziaduńcia, Józefa, którego nikt nie miał śmiałości nazwać Ziukiem na cześć  tamtego Ziuka. Chciał polować jak za czasów Branickiego, jak za czasów Wieniawy-Długoszewskiego, a w rezultacie  musiał biegać po podbiałostockich lasach tropiąc  kłusowników. Continue reading „Portrety z Grunwaldzkiej”

Domek Napoleona

Domek Napoleona
Domek Napoleona

Domek Napoleona od prawie dwustu lat owiany jest tajemnicą…

Widziano… bywano… opowiadano, ale  nigdy nic pewnego. To budynek dawnej komory celnej, położony zaledwie w odległości 9 km od granicy między Królestwem Kongresowym a Rosją w latach 1815-1918.Przypomnijmy, iż po upadku powstania listopadowego granica administracyjna stała się także granicą celną.

Budynek pamiętam doskonale, choć jest to fotografia pamięci sprzed wielu lat. Intrygujący kopulasty dach. Klasycystyczny portyk. Ściany zwężające się ku górze.

W XIX wieku krążyła na temat Domku pewna legenda. Otóż powtarzano, że zatrzymał się tu sam Napoleon w czasie wyprawy na Moskwę i tutaj również w dramatycznych okolicznościach rozstał się z Marią Walewską.

Swego czasu odnalazłam przynajmniej kilka legend kresowych dotyczących  bytności Napoleona w dworach, pałacach, drobniejszych domostwach. Tym oto sposobem, Napoleon musiałby nocować w tym samym czasie w kilku miejscach jednocześnie i to znacznie od siebie oddalonych. Tym samym musiałaby i Maria Walewska wabić go w kilku alkowach o jednakiej porze… Continue reading „Domek Napoleona”