Wojciech Mann: Czwarta Rzesza UE


IV rzeszaTo jest żaba. A to jest zbiornik z ciepłą wodą. Gdyby teraz żaba znalazła się w gorącej wodzie, natychmiast z niej wyskoczy. To logiczne. To rzeczywiście ją boli.
Kiedy żaba znajdzie się w zimnej wodzie, siedzi w niej. Gdyby teraz temperatura wzrastała bardzo powoli, żaba niczego nie zauważy. Gdy woda dojdzie do staniu wrzenia, żaba będzie już całkiem martwa.

Reakcje zaawansowanych społeczeństw są podobne, jak u tej żaby w gorącej wodzie. Przyzwyczajają się one do stopniowo zmieniających się warunków i nie pamiętają zbyt wiele z tego, co było przedtem.
W naszym społeczeństwie na przykład upowszechnia się coraz bardziej śledzenie obywateli przy pomocy kamer telewizyjnych.
Kiedy ktoś czuje się obserwowany, zachowuje się inaczej, niż ktoś nie obserwowany.
Nie jest już w stanie korzystać ze swojej wolności tak, jak wówczas, gdy był anonimowy.
Monitorowanie, na przykład, ogranicza jego wolność wypowiedzi.
W celu uniknięcia negatywnych skutków, stopniowo coraz więcej ludzi będzie dostosowywać się do norm.
W takim społeczeństwie będzie dokonywało się powolne eliminowanie ludzi inaczej myślących i oryginalnych.
Takie ujednolicone społeczeństwo nie będzie już w stanie rozwijać umysłowo i społecznie.
Nietolerancja będzie wzrastać, a zdolność do innowacji znikać.

Dlatego powinniśmy teraz spojrzeć na termometr i zobaczyć, czy aby woda nie jest już dla nas za gorąca.

Jest to najbardziej słuszna uwaga na temat tego co się teraz dzieje. Jest z filmiku o nazwie ‘Die schöne neue Welt der Überwachung. http://ueberwachung.notlong.com/’ który jest na http://www.youtube.com/watch?v=p2amWvKDhls. Polskie tłumaczenie na http://suwerennosc.blogspot.com/2008/11/merkel-i-aba-czyli-nowy-wspaniay-wiat.html.

Imperium Europa

„W normalnym systemie parlamentarnym, część członków wspiera rząd, a część wspiera opozycję. W parlamencie europejskim brak tego rozwiązania. Tutaj promowana jest tylko jedna możliwość, a ci którzy ośmielają się myśleć o odmiennej opcji, są napiętnowani jako wrogowie integracji europejskiej. Nie tak dawno temu w naszej części Europy żyliśmy w systemie politycznym, który nie zezwalał na żadną alternatywę, a zatem i żadną opozycję parlamentarną. To przez takie doświadczenie otrzymaliśmy gorzką lekcję, że beż żadnej opozycji nie ma wolności. Oto dlaczego muszą istnieć polityczne alternatywy. I nie tylko dlatego. Stosunek między obywatelem tego czy innego państwa członkowskiego a przedstawicielem Unii, nie jest standardowym stosunkiem między wyborcą a politykiem ją lub jego reprezentującym. [Na sali rozległy się głosy] Między obywatelami… [euroradykałowie warczą jak niegrzeczne dzieci w przedszkolu] Między obywatelami i przedstawicielami… [dalej warczą, a Klaus zachowując spokój uśmiecha się i powtarza:] Między obywatelami i przedstawicielami… istnieje też duża odległość, nie tylko w sensie geograficznym, która jest znacznie większa, niż to zachodzi w państwach członkowskich. Odległość ta jest często różnie nazywana: jako deficyt demokracji, utrata demokratycznej odpowiedzialności, podejmowanie decyzji przez pewnych niewybieralnych, lecz mianowanych jako biurokratyzacja podejmowania decyzji itd. Propozycja zmiany obecnego stanu rzeczy włączone do odrzuconej konstytucji europejskiej czy do niezbyt różniącego się od niej traktatu lizbońskiego, jeszcze bardziej pogorszyły ten defekt. [chwilę później euroowce wyszły, bojkotując Klausa].”

Wáclav Klaus przed europarlamentem.

Europrawo: przedszkolni przestępcy i za duże piersi

Europarlament i Komisja Europejska pogłębiają deficyt demokracji, o którym mówił Klaus. Niedawno – co warte podkreślenia, niewybieralna przez Europejczyków, posiadająca ogromne pełnomocnictwa – Komisja Europejska jednostronnie zakazała stosowania żarówek, de facto zmuszając do stosowania zawierających powodującą autyzm rtęć świetlówek. Decyzji tej nie konsultowano z parlamentami państw członkowskich. Ba! Nie konsultowano jej nawet z europarlamentem!

O ile za zakazem stosowania żarówek przemawiają jakieś argumenty, to trudno doszukać się ich w innych jednostronnych rozkazach komisji. Polski europarlamentarzysta profesor Mirosław Piotrowski co roku organizuje konkurs w poszukiwaniu największych absurdów komisji. W 2006 roku wygrały:

  • Zakaz gotowania dotowanego mleka,
  • Zaostrzenie przepisów dotyczących powiększania biustu,
  • Nakaz niszczenia żywności ze stołówek, restauracji i sklepów.

Paranoja! Co Bruksela może wiedzieć na temat mojego biustu? Będę powiększać ile będę chciała! A o bezdomnych, którzy nie dostaną resztek, czy biednej matce nie mogącej podgrzać mleka nawet nie wspominam.

W 2007 roku wygrały:

  • Nakaz stosowania przez naszych górali glazury w bacówkach,
  • Johan Thiery, który o mały włos nie trafił do więzienia, ponieważ sprzedawał morelową marmoladę – a zgodnie z rozkazami Komisji marmolada może być tylko z owoców cytrusowych,
  • Nakaz posiadania zaświadczenia o umiejętnościach wspinania się po drzewach. Dla przykładu brytyjski inżynier Chris Baker miał zainstalować kamery telewizyjne na pewnym drzewie. W pewnym momencie pewien urzędnik spytał o jego zezwolenie na wspinaczkę po drzewach. Gdy powiedział, iż takiego nie podsiada, musieli ściągnąć wykwalifikowanego wspinacza, który zdobył uprawnienia na drzewie, które oczywiście musiało spełniać unijne normy.

Po wprowadzeniu traktatu powstanie specjalna policja europejska. Na pewno od razu zaatakują te gniazda przestępczości, jakimi są przedszkola i podstawówki – w końcu ile z tych dzieciaków nielegalnie łaziło po drzewach? I uważajcie drodzy Europejczycy z marmoladami, jeszcze pójdziecie za to siedzieć!

Więcej na http://www.piotrowski.org.pl/serwis/konkursy_get.php#5.

Oczywiście to tylko początek absurdów. Piotrowski cytuje na swojej stronie mega absurd opisany przez ‘Życie Warszawy’:

„Bezmyślne narzucanie polskim placówkom medycznym wymogów unijnych może doprowadzić do bankructwa wiele szpitali i przychodni. Ministerstwo Zdrowia wydało specjalne rozporządzenie dla placówek służby zdrowia, określające rozmiary tzw. powierzchni zmywalnej (lamperii lub kafelków) na ścianach szpitali, przychodni, gabinetów zabiegowych itp. Zwyczajowo sięgała ona na wysokość 170–200cm. Teraz musi wynosić dwa metry i pięć centymetrów. Taki wymóg zawierają sanitarne przepisy obowiązujące w Unii Europejskiej.

Jak zadłużone placówki mają zrealizować pomysły urzędników, tego ich dyrektorzy nie wiedzą. Mirosław Gibek, szef zadłużonego na ponad 130 mln zł Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy nie ukrywa, że pieniędzy na remont nie ma i mieć nie będzie. Nie tylko na malowanie lamperii od nowa, ale nawet na domalowanie brakujących pięciu centymetrów na wszystkich szpitalnych ścianach.

Problem mają nie tylko szpitale. Nowe przepisy dotyczą także barów, restauracji, a także zakładów produkujących żywność i… przedszkolnych oraz szkolnych kuchni. Tam dla odmiany rozporządzenie przewidziało też zlikwidowanie kantów między ścianami a podłogą oraz między ścianami a sufitem. (…)

Nowe przepisy zmieniają także odległość kaloryferów od ściany, na której są one zamocowane. Dotychczas wynosiła cztery centymetry, ale nowe normy unijne przewidują oddalenie grzejnika od ściany na sześć cm. Wszystko po to, by zamiast dotychczas stosowanych pokręteł do regulacji temperatury założyć na nich tzw. baterie łokciowe, umożliwiające odkręcanie i zakręcanie zaworów bez dotykania ich dłonią. (…)

Inspektorzy sanitarni mają czas na pozytywne zaopiniowanie programu zmian sanitarnych do końca 2006 r. (jest to nieprzekraczalny termin ich wykonania, zgłoszenia i zaaprobowania przez odpowiednie służby sanitarne). (…)

Wiele placówek deklaruje, że wytyczne resortu zdrowia zrealizuje dopiero w latach 2008–2010. W świetle prawa nie będą więc one spełniać norm sanitarnych gwarantujących leczenie na odpowiednim poziomie. Istnieje realna groźba, że zostaną one ukarane — od mandatów nawet do zamknięcia.”

Inne wypociny Komisji Europejskiej to na szczęście nie zrealizowany podatek od smsów i e-maili (niestety dalej są takie tendencje i być może wprowadzą to po wdrożeniu traktatu lizbońskiego).

Pieniądze te płynęłyby na dalszą centralizację i biurokratyzację. Przykładem biurokratycznej eurogłupoty są nakazy dla importerów aparatów cyfrowych, którzy przed ich sprowadzeniem muszą to zgłosić aż sześciu różnym urzędom. Sama Komisja przyznała, że jej biurokratyzacja kosztuje europejskie firmy aż 600 miliardów euro!

„To ponad dwukrotnie więcej, niż dotychczas sądzono. Polska gospodarka stanowi 4,5% gospodarki UE, a to oznacza, że polskie przedsiębiorstwa przez unijną biurokrację tracą rocznie 27 mld €, czyli ponad 100 mld zł! W ciągu ostatnich dziewięciu lat wydano o 20% więcej przepisów niż w poprzednich 40 latach istnienia unii. Podczas przeglądu liczących 85 tys. stron unijnych przepisów wyszło na jaw, że część z nich nie została nawet przetłumaczona na wszystkie 20 oficjalnych języków unii.” – pisał na swojej stronie Piotrowski.

A na koniec absurd absurdów, czyli euronowomowa. Unia dąży do zakazu wypowiadania słów wskazujących na płeć. Niebawem wyrazy matka, ojciec, dyrektorka, mąż stanu zostaną zabronione.

Absurdy te powierzchownie nie wydaja się niebezpiecznie, Gorzej, gdy sami zrobimy marmoladę nie z tego, co trzeba. Komisja wydaje takie rozporządzenia na podstawie obecnych pełnomocnictw. Dzięki traktatowi lizbońskiemu Komisja i europarlament dostaną więcej pełnomocnictw w znacznie poważniejszych dziedzinach niż obecnie. Bruksela będzie dyktowała co mamy robić, jej prawa będą coraz bardziej uciążliwe, a biurokracja kosztowna. Gorzej wygląda to wtedy, gdy spojrzymy na to z perspektywy wojny z terroryzmem, 9/11, 7/7 czy obecnego systemy finansowego opartego na długu.

***

Copyright by Wojciech Mann 2009

Autor zaznacza, że fakt udostępnienia książki w Internecie nie oznacza, że prawo autorskie przestało obowiązywać. Rozpowszechnianie i powielanie książki bez zgody autora jest zabronione, jednakże autor chętnie udzieli zgody na zamieszczenie jej obszernych fragmentów na stronach internetowych.

Źródło: http://liberalis.pl/2009/11/18/wojciech-mann-czwarta-rzesza-ue/

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.