Ulica Podleśna


To ulica muzycznych spacerów…

FilharmoniaJako uczennica ósmej klasy, a potem przez całą moją bytność w liceum z  niezrozumiałym dla moich rówieśników entuzjazmem chodziłam tamtędy na koncerty do Filharmonii. Wtedy, po jednym z koncertów  poznałam Vadima Brodskiego  –  w najdrobniejszych szczegółach pamiętam ową rozmowę. Napisał mi  na pamiątkę  w sztambuchu coś w rodzaju zwięzłej historii moich przyszłych losów, to nie była zwykła dedykacja dla ośmioklasistki…

ZOOUlicą Podleśną szłam do ZOO jako mała dziewczynka zafascynowana tym, że za chwilę ujrzę lamy, sarenki i żubry z nigdy nie napisanych bajek. A może każde z tych zwierząt  zasłużyło, by opisać je w odrębnej historii – inne, choć takie same w- widziane oczyma dziecka, widziane oczyma dorosłego.

bibliotekaDosłownie o kilkaset metrów od ZOO znajdowała się Biblioteka dla Dzieci i Młodzieży – czy to możliwe, że pamiętam kolejki młodych czytelników w okresie wakacyjnym cierpliwie czekających aż na schodach…, że pamiętam setki wyczytanych z uwagą wartościowych książek – również przedwojennych, które w zbiorach tej biblioteki cudem się uchowały, że pamiętam opryskliwe bibliotekarki, które z sobie znanych powodów czuły się Paniami na Państwowych Włościach – no cóż, może były bibliotekarkami z powołania, tyle że moje dziecięce  oko nie mogło tego dostrzec.

W kamienicach (domostwach? blokach?) przy ulicy Podleśnej  mieszka do dziś kilku niezwykłych ludzi – dobrych, ofiarnych, bezinteresownych, funkcjonujących  w świecie wartości na przekór złu tego świata. Skrzywdzonych ogromnie przez los…

Tradycyjna nauczycielka, o fizjonomii niczym z dziewiętnastowiecznej ryciny, która zawsze dotrzymuje danego słowa, ale i tego wymaga bezwzględnie od swoich interlokutorów. Kobieta czterdziestoletnia z nieśmiałym uśmiechem subtelnego dziewczęcia doprowadzona prawie do obłędu przez znęcającego się nad nią psychicznie drugiego, cywilnego męża – erotomana  i sadystę, na co dzień pomagająca samotnym matkom. Zapomniana. przez liczną rodzinę starsza Pani Em, która opatruje rany zwierząt potrąconych przez samochody. Pan Marian, który muchy nie skrzywdziłby nigdy, a nieznani sprawcy napadli na niego już trzykrotnie. Pan Józef, który bezskutecznie stara się na pamiętać, ile razy i jak długo przesłuchiwało go kiedyś UB, a on nawet jednego słowa im nie powiedział. Pan Michał – honorowy bezgranicznie i bez względu na okoliczności.Pani X, która.. Pan Y, który… (świadome powtórzenia).

Ulica Podleśna to ulica niedokończonych portretów.

Na kolejne czekają zdobne…choć źle dopasowane ramy…

Marta Cywińska