Ulica Chełmońskiego bez „Babiego lata”


image_galleryBy dotrzeć na ulicę Chełmońskiego mijam dzielnice bardzo białostockie w duchu i inne – „odklejone od innego miasta”.

Ulicę Chełmońskiego, dosłownie schowaną za ulicą Brzechwy „inauguruje” miniaturowy placyk nieforemny wielce, na którym można by postawić ósmy cud świata,    konkurencyjny do pozostałych siedmiu, gdyby tylko przerost wyobraźni byłby.. zjawiskiem powszechnym. Dosłownie kilkaset metrów dalej widać od strony ulicy dom przesłonięty przepastnym ogrodem, który odwiedzam podczas powrotów sentymentalnych do Białegostoku.

Dom dwupiętrowy, który jest kufrem pamięci kilku chłopięcych i dziewczęcych dzieciństw.

W tym domu czeka zawsze na mnie kolejna przepiękna opowieść „ z białą kokardką we włosach”, talerz pysznego, domowego rosołu i serdeczne więzi, które od czterdziestu lat pielęgnuję a przecież taka bezinteresowna, rozumiejąca serdeczność zdarza się tylko w bajkach.

Gdy przy ulicy Chełmońskiego zapalają się pierwsze wieczorne latarnie, sięgamy we wspomnieniach jeszcze dalej w przeszłość. Wspominamy czasy, gdy ulicy tej jeszcze nie było i gdy wszyscy tu obecni zastanawialiśmy się, co w takiej nicości kiedyś powstanie.

To ulica przepastnych domów, strzegących miru rodzinnego ogrodów, przechodniów sprawiających   wrażenie lekko spłoszonych, psów niezwykle bojowo nastawionych do całego świata. 540x405_dom-z-ogrodem-garazem-2544447To ulica prawie bezludnych przystanków, niespokojnych chodników, kałuż tak wielkich po deszczu, że przegląda się w nich przez chwilę kilka domów naraz, to ulica wspomnień i oczekiwań, pożegnań i niespodziewanych powitań, naręczy ogrodowych kwiatów i Domu, w którym konwersację przy stole prowadzi się w języku francuskim – tym w wariancie walońskim.

To ulica zamyślonych spacerów i ważnych rozmów, delikatnych sprzeczek „du tac au tac”, gdzie żaden z rozmówców nie potrafi pogniewać się naprawdę.

Tylko….gdzie „Babie lato”?

Marta Cywińska

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.