Tag: Paryż

Nierasowa romanistka

szarlotkaZastanawiam się, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby Białystok mnie nie wypluł. Z pewnością nie siedziałabym teraz w maleńkiej kawiarence naprzeciw Sorbony i nie pisałabym kolejnego wiersza w języku francuskim!

A przecież bardzo chciałam w Białymstoku zostać! Jak Siłaczka nieść kaganek oświaty – również romanistycznej, tworzyć polski Las Tysiąca Poetów, tworzyć kolejne wystawy-instalacje poświęcone arturiańskiej Bretanii, reżyserować amatorsko sztuki z udziałem studentów lokalnej romanistyki, co zresztą jednorazowo uczyniłam, gdy przed wielu laty pokazaliśmy awangardową wersję sztuki o Świętym Graalu w języku starofrancuskim. Studenci czuli się wówczas dowartościowani i kilkoro nawet rozmiłowało się w meandrach archaicznej wersji języka, kilkoro też uległo głębokiej fascynacji średniowieczem.

Niektórzy przybywający do Białegostoku oraz bliscy memu sercu francuskojęzyczni poeci i pisarze nawet uczynili nasze miasto miejscem serdecznej refleksji. Na paterach Paryża próżno dziś szukać białostockich jabłek. Muszę zadowolić się substytutem szarlotki kupionej w jednym z iluzorycznych sklepików Dzielnicy Łacińskiej. Continue reading „Nierasowa romanistka”

Kilka pytań

ludovic_rodo_pissarro_cafe_parisien_d5459080hJak postrzegają Białystok przyjezdni, którzy nie mają z nim żadnych związków emocjonalnych? Czy ulegają stereotypom czy też sami, wedle swoich niezależnych kryteriów tworzą sobie obraz miasta, do którego chcieliby powrócić? Jak postrzegają Białystok ci, którzy z niego wyjechali na stałe i albo przyznają się do swoich korzeni, albo wręcz ich się wstydzą? Wschodniego człowieka szybko da się rozpoznać w metropolii; jest zbyt serdeczny, zbyt gościnny, zbyt ufny, zbyt dobrotliwy czasem. Niektórych  szybko pożera Warszawa albo Bruksela i już wcale białostoccy nie są.

Znam takie białostoczanki, które w końcu lat dziewięćdziesiątych, będąc w ósmym miesiącu ciąży specjalnie jeździły do prywatnej kliniki położniczej w Warszawie, by ich dzieci koniecznie na świat w stolicy przyszły, czyli innymi słowy  nie miały wpisanego Białegostoku jako miejsca urodzenia, bo potem z pracą będzie ciężko, na studiach „będą się śmiali”, a dziadek  i tak był spod  miejscowości  na J* albo na M*, to nikt się w nie dowie. Oj, wstydliwe to kobiety były, wstydliwe. Teraz już nie… Zupełnie się nie wstydzą tak idiotycznych pomysłów. Continue reading „Kilka pytań”

Dom św. Marcina i kochane przedszkole

SRzadko zdarza się, by po tylu latach i z tak serdecznym sentymentem niegdysiejsi absolwenci przedszkola wracali doń wspomnieniami. Moje dzieci do dziś  z rozrzewnieniem wspominają czas, gdy chodziły do Przedszkola Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia w Domu św. Marcina.

Zdobyły tam wiele umiejętności praktycznych, stworzyły więzi, których nie zatarł upływ czasu. Do dziś w ich wspomnieniach żywe są uroczystości  i chwile codzienne przedszkola, panie wychowawczynie i siostry, które się nimi opiekowały. Choć  z racji moich zainteresowań i działań  pedagogicznych widziałam już wiele, wiele przedszkoli – również elitarnych, o których matki zapisują swoje dzieci w kolejce, nim te przyszły na świat; przedszkoli Paryża, Warszawy i  Czachówka Dolnego czy Górnego, to drugiego takiego przedszkola nie spotkałam! Nazwy poszczególnych grup: Dolina Muminków,  Smerfy, Chatka Puchatka,  Skrzaty, Tajemniczy Ogród, Krasnale to także odrębne, Piękne Światy, nauka estetyki, kolorowe, wręcz bajkowe wnętrze i dobroć po prostu. Wspaniała pani logopeda, która… miała wpływ już wtedy na tęsknoty teatralne moich dzieci. Kochana, jedyne Panie – pani Maria, pani Ula, kochana Siostra Jadwiga, WSPANIAŁE WSZYSTKIE NIE WYMIENIONE TU Z IMIENIA SIOSTRY I WSPANIAŁE WYCHOWAWCZYNIE, których nie sposób zapomnieć! Uroczystości religijne i rodzinne, bajkowy Dzień Dziecka i wzruszające  jasełka, wyprawy i zabawy, serdeczne więzi między dziećmi  i rodzicami dzieci uczęszczających do tej samej grupy. Continue reading „Dom św. Marcina i kochane przedszkole”