Strych na Bojarach


wejscie+na+strychPamiętam strych pewnego domu na Bojarach. Domu, któremu pozostało wtedy jeszcze kilka tygodni życia przed rozbiórką. Kiedy wchodziłam tam po raz ostatni, schody trzeszczały niemiłosiernie. To była skarga osamotnionego, pozostawionego samemu sobie domu. Nie miał już drzwi i całe wytworne okoliczne towarzystwo szukało tam skarbu, pozostawiając po sobie skrawki koszul i potłuczone butelki. Samotny dom umiera jak samotny człowiek. Dopiero gdy jest po wszystkim, sąsiedzi podkreślają, że pukali do drzwi, że interesowali się losem, że byli zdziwieni, że od kilku tygodni nie daje znaku życia. Wybite okna, sforsowane okiennice. Sam już nie pamięta czasów własnej świetności. Jest nieszczęśliwą niepotrzebnością.

Po schodach przypominających raczej drabinę wspinam się na strych. Tam, przed wielu laty bawiły się godzinami trzy dziewczynki. Jedna mieszka teraz na stałe na południu Francji i do pochodzenia białostockiego się nie przyznaje, bo to przeszkadzałoby jej w interesach. Druga mieszka na północy Francji i jest znaną skrzypaczką, nawet po latach wzdychającą do niespełnionej miłości w osobie pewnego organisty, który godzinami potrafił grać fugę Bacha. Dla innej. Trzecia muska właśnie klawiaturę laptopa z widokiem na paryski bulwar nad Sekwaną i już jutro wraca do Polski.Na lotnisku Roissy włoży tylko jeszcze w siedmiomilowe buty, by wyprzedzić pociąg relacji Warszawa-Białystok… i dzieciństwo wydarzy się przez chwilę jeszcze raz!

Otwieram kufer: kilka popisanych mazakiem starych zeszytów, kilka egzemplarzy zdezaktualizowanych już przed laty podręczników, szkolny, granatowy fartuszek z jaśniejszą plamą po oderwanej odznace „Wzorowy uczeń”, fruwające, gęsto zapisane strony przypadkowych notatek, breloczek z czarnym samochodzikiem (może Wołga?). Plastuś ze spłaszczonym nosem, buteleczka po gumie arabskiej z bliżej niezidentyfikowanym ciałem stałym w  środku. Któż  policzy?, Gdy tuż obok na wpół otwarty kufer wabi zawartością. Stara mapa województwa białostockiego jak mapa Planety Skarbów. W kącie rama lustra, w którym cały strych mógłby się przejrzeć, gdyby nie to, że od dawna potłuczone. Strych to najsmutniejsze miejsce w zrujnowanym domu, szczątkowe dowody wspomnień kaleczą pamięć. Na ziemi leży pamiętnik bez amarantowej okładki… Zamazane litery… chyba właścicielka w nie mocno napłakała. Gdy podnoszę go z dziurawej podłogi, wypada zeń jakaś kartka. Kartka z autografem pewnego znanego skrzypka.

I tak w nieskończoność można by zbierać, ratować i klasyfikować wszystko to, co jeszcze na strychu pozostało, ale czas nagli, schody zaczynają coraz bardziej skrzypieć i muszę zdążyć, nim runą, pozostawiając strych jego własnej samotności. We Francji strychy są nieciekawe, straszliwie poprawne i przesadnie uporządkowane. Pamięć wielu lat pozostała w Białymstoku i nie przesłoni jej żadna Wieża Eiffla.

Marta Cywińska

Tagi , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Strych na Bojarach

  1. Marta Cywińska mówi:

    Pani Joanno,
    Cieszę się,że tak wnikliwie podchodzi Pani do lektury mojego tekst/moich tekstów.Założenie „Bedekera białostockiego” polega nie jest tylko budzeniu moich osobistych wspomnień, lecz emocjonalnej współobecności odbiorcy.Strych może fascynować dziecięcą wyobraźnię, ale stanowić wyjątkowo tragiczne miejsce w świadomości dorosłych.Pani opowieść jest najlepszym tego dowodem.Pozdrawiam Panią serdecznie!

  2. Joanna K. mówi:

    Pani Marto, czy wie Pani, że obawiam się takich strychów, bo na jednym z nich starał się ocalić życie mój cioteczny kuzyn, nie ocalił, ubeccy sąsiedzi wskazali kryjówkkę, nawet nie aresztowany, po prostu wyprowadzony na podwórzec, strzał pijanego NKWDzisty. Koniec.
    Dzisiaj sąsiadka mówiła mi, ze u nich w domu na Glinianej czy Piasta mieszkali funkcjonariusze NKWD, bardzo mili. Kto wie, może to jeden z nich zastrzelił mojego wujka?
    A może to był tatuś pani prezydentowej? Także ubowiec.