Prawdziwa relacja z wizyty Bronisława Komorowskiego w Białymstoku. Tego nie zobaczysz w zakłamanej TV


kim-un-yest-komorowskiBredzisław Komoruski: „zamiast gadać bzdury, oddaj emerytury”

28.02.2015 r. w Białymstoku na ok. 1 godzinę POjawił się obecny prezydent Bronisław Komorowski w ramach kampanii wyborczej, zapewne jadąc na weekend do swego domu letniskowego w Budzie Ruskiej (http://pl.wikipedia.org/wiki/Buda_Ruska), niesPOdziewanie, by uniknąć np. spotkania z protestami rolników, a zagoniona grupa działaczy PO i osób związanych z lokalnymi urzędami udawała mieszkańców, bo kilku przypadkowych przechodniów nie szczędziło krytycznych uwag na temat tej propagandowej szopki, wspominając „o młodych ludziach szukających pracy za granicą” czy że „myśliwy Bronek zamiast tracić czas mógłby zrobić coś pożytecznego np. zapolować na dziki by pomóc rolnikom” (którzy wyhodowali sobie tę plagę m.in. dzięki decyzji Komorowskiego i rządu PO/PSL o GMO na kukurydzy),

Propagandowy nastrój Bronka POpsuli działacze partii KORWiN (Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja), którzy mając zgodę na stoisko przy którym zbierają podpisy i prowadzą swoją kampanię prezydencką, mogli pozwolić sobie (nie narażając się, miejmy nadzieję, na zarzuty „nielegalnego zgromadzenia”, „zakłócania porządku”, czy „obrazy głowy państwa” lub „ataku terrorytsycznego”) na okrzyki przez megafon: „zamiast gadać bzdury, oddaj emerytury”, próbowali wręczyć mu… żyrandol (były premier Tusk pytany czemu nie startuje w wyborach prezydenckich określił lekceważąco pozycję prezydenta w Polsce jako „strażnika żyrandola”). Pojawiły się także okrzyki „Komorowski zdrajca Polski”, które Komorowski próbował zakrzyczeć, a organizatorzy zagłuszyć muzyką z głośników.

(relacja wideo z wizyty)

Co ciekawe, sam kandydat partii KORWiN, Korwin Mikke po założeniu nowej partii (na skutek m.in. skandalu obyczajowego – 78 latek zdradził żonę i ma 2 nieślubnych dzieci z 25 letnią członkinią swojej poprzedniej partii) zadeklarował, że dla wyniku wyborczego będzie atakował PIS, wspierając w ten sposób PO. Cóż, antysystemowy jest Kukiz, szansę na wygraną z komoruskiem ma tylko Duda z PIS.

Oficjalne media pominęły protest milczeniem, tak jak i usypiające przemówienie (kawał mówi o kilku działaczach PO, których nie udało się obudzić), kłamiąc o „tłumach mieszkańców”.

Dodajmy ciekawe informacje o rodzinie Komorowskich:

Szokujące info: Rodzice Komorowskiej pracowali w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa

Jej rodzice to funkcjonariusze MBP, a później MSW, zwolnieni w 1968 r. na fali antysemickich czystek.

Rodzice Anny Komorowskiej pracowali w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa, z którego oboje wylecieli w 1968 roku w wyniku antysemickich czystek – do takich informacji dotarła Gazeta Polska. Wszystko zostało dokładnie opisane w dokumentach IPN.

Żona prezydenta nigdy nie opowiadała za dużo o swojej rodzinie. Często z kolei wspominała o rodzinie męża. Póki co nie ma żadnej biografii Anny Komorowskiej, ale informacje które pojawiły się w mediach mogą to zmienić.

Dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony matki, czyli Wolf i Estera Rojer przed wojną mieszkali w Warszawie. Hana Rojer, ich córka, straciła rodziców w czasie wojny. Zmieniła tożsamość, co nie uchroniło ją przed wywózką do Niemiec. Tam wyzwoliła ją armia amerykańska. Nie chciała jednak zostać na zachodzie Europy. Józefa Deptuła – bo tak nazywała się po zmianie tożsamości – wróciła do Białegostoku.

Tu przy pomocy kuzynki Anny Wojszelskiej (działaczki Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, później Polskiej Partii Robotniczej i pracownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie) załatwiła sobie pracę w nadzorowanym przez NKWD Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego.

Ojciec Anny Komorowskiej, Jan Dziadzia, już jako członek Polskiej Partii Robotniczej, skończył służbę wojskową w 1946 r., a dwa lata później napisał podanie o przyjęcie go do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.

„Jan Dziadzia i Józefa Deptuła poznali się na przełomie 1949/1950, byli przykładem tzw. resortowego małżeństwa. I chociaż takie związki były zalecane, to funkcjonariusze MBP na zawarcie małżeństwa musieli uzyskać zgodę przełożonych” – pisze „Gazeta Polska”. Gdy przełożeni z MBP wyrazili zgodę, Józefę Deptułę przeniesiono służbowo ze Szczecina do Warszawy. Oboje pełnili wysokie stanowiska w resorcie.

Anna Komorowska urodziła się 11 maja 1953 r. jako Anna Dziadzia. W 1954 r. jej ojciec złożył wnioseko zmianę nazwiska – od 8 lipca 1954 r. Jan, Józefa i Anna nosili nazwisko Dembowscy.

Sytuacja drastycznie zmieniła się na początku 1968 r. Do MSW zaczęły napływać antysemickie donosy na rodziców obecnej Pierwszej Damy.

Ostatecznie, jak niemal wszyscy funkcjonariusze MSW, których dotknęła czystka antysemicka, zostali zwolnieni. W lutym 1968 r. z KSMO musiała odejść Józefa Dembowska.

Dostała wprawdzie pełne uposażenie emerytalne, ale to była mała pociecha dla 39-letniej emerytki. W kwietniu z MSW na takich samych warunkach i z takich samych powodów w stopniu podpułkownika został zwolniony z MSW ojciec Anny Komorowskiej.

W 1969 r. Anna Dembowska była uczennicą renomowanego liceum im. Tadeusza Rejtana na Mokotowie i należała do legendarnej drużyny harcerskiej, „Czarnej Jedynki”. Podczas jednego z rajdów poznała harcerza Bronisława Komorowskiego, za którego wyszła za mąż w 1977 roku. http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101208/REG00/735455332

Oraz o zdrowiu:

Prezydent Bronisław Komorowski jest ciężko chory. (…) zła dieta z dużą ilością spożywanego mięsa i tłuszczu. (…) Z najnowszych doniesień wynika, że głowa państwa od lat zmaga się z poważnymi schorzeniami – ma problemy z sercem, cierpi na miażdżycę, przez którą ma trudności z wypowiadaniem się i czasami dziwnie się zachowuje. Stan Bronisława Komorowskiego ciągle się pogarsza. Dolegliwości chce zachować w tajemnicy, dlatego też zamiast w Wojskowym Instytucie Medycznym przy ul. Szaserów w Warszawie leczy się w stołecznym szpitalu MSWiA. Przez chorobę prezydent otacza się ludźmi, którzy za niego sprawują władzę.

Poważne sercowe dolegliwości zaczęły doskwierać Komorowskiemu już po wyborach prezydenckich. Trafił wtedy do szpitala MSWiA na obserwację. Tygodnik zauważa, że z prezydentem jest coraz gorzej. Cierpi nie tylko na chorobę serca, którą próbował leczyć także w Instytucie Kardiologii w Aninie, ale także na miażdżycę.

(…) to właśnie przez stan zdrowia prezydent często zachowuje się dziwnie, ma problemy z wysławianiem i zalicza wpadki podczas wystąpień w mediach. Niestety istniej poważne zagrożenie, że miażdżycą, której przyczyna jest zła dieta z dużą ilością spożywanego mięsa i tłuszczu spowoduje wystąpienie m.in. niedokrwienności mózgu oraz nagłych stanów zaburzeń świadomości.

Według „Gazety Polskiej” dolegliwości prezydenta wpływają na jego sposób rządzenia krajem. Otoczył się zaufanymi współpracownikami i to oni najprawdopodobniej podejmują niektóre decyzje za głowę państwa.

– Prezydent otoczył się ludźmi z „bastionu Agory”, jak ich nazywają współpracownicy Donalda Tuska. Ci ostatni są żywotnie zainteresowani tym, by prezydent miał jak najmniej władzy, nie zamierza on bowiem dzielić się nią z dawnymi partyjnymi kolegami. (…) Otoczył się zaufanymi doradcami wymienianymi przez „Gazetę Wyborczą” jako „wybitne autorytety”: Tadeuszem Mazowieckim, Henrykiem Samsonowiczem, Henrykiem i Ludwiką Wujcami. Bardzo duży wpływ na podejmowane przez prezydenta decyzje mają także Aleksander i Eugeniusz Smolarowie i Adam Michnik – wylicza tygodnik.

Jak głosi jedna z powtarzanych w Kancelarii Prezydenta historyjek, Bronisław Komorowski wybrał na siedzibę Belweder dlatego, że jest on usytuowany niedaleko miejsca zamieszkania Adama Michnika i Janusza Palikota. Dzięki temu mają do siebie blisko i mogą się w każdej chwili dyskretnie spotykać, bez względu na stan zdrowia prezydenta http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/prezydent-komorowski-jest-ciezko-chory-stan-zdrowia-sie-pogarsza_183317.html

 

bronek

Grafika: https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfa1/v/t1.0-9/10885202_1034864919872543_2961344406761378857_n.jpg?oh=962b8224f0501d5ce02fb39a554bf115&oe=552DD164&__gda__=1430269679_fd02e4d164a990081b2789eae2d8a194

 

Relacje mediów POwiązanych z PO:

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150228/BIALYSTOK/150229665

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20150228%2FBIALYSTOK%2F150229659

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20150228%2FREG00%2F150229684

http://dziendobry.bialystok.pl/komorowski-przyjechal-bialegostoku-dostal-karte-miejska/

(rmmk)

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

4 odpowiedzi na „Prawdziwa relacja z wizyty Bronisława Komorowskiego w Białymstoku. Tego nie zobaczysz w zakłamanej TV

  1. Dlaczego tzw. „bezpartyjni” prezydenci miast (POpierani przez PO) jak np. Tur=Tusk=olaski POpierają Bronka? POdobno obiecał im zmiany w prawie umożliwiające jednoczesne bycie prezydentem miasta i senatorem, co daje immunitet, interesujący dla polityków obawiających się odPOwiedzialności za afery i przekręty

  2. Komorowski dostał kartę miejską w niesPOdziance? Nie składając wniosku? A ustawa o danych osobowych, zgoda na ich przetwarzanie? To jakiś przekręt i naruszenie prawa?

  3. były tez okrzyki „szogun” nawiązujące do komPOpromitacji BiedaBronka:(

    http://niezalezna.pl/64639-obciach-roku-komorowski-wchodzi-w-butach-na-fotel-w-japonskim-parlamencie

    OBCIACH ROKU: Komorowski… wchodzi w butach na fotel w japońskim parlamencie

    Tą wpadką dyplomatyczną Bronisław Komorowski chyba przebił cały swój dotychczasowy „dorobek”. Będąc w japońskim parlamencie w towarzystwie szefa BBN Stanisława Kozieja, nie tylko wołał do niego przy wszystkich „szogunie”, ale zszokował Japończyków swoim brakiem kultury. Prezydent w pewnym momencie jak nigdy nic… stanął w butach na fotelu marszałka parlamentu. Reakcja gospodarzy ani trochę nie skrępowała ubawionego Komorowskiego.

    Na nagraniu z wizyty głowy polskiego państwa w Japonii w tamtejszym parlamencie widać, że w pewnym momencie Komorowski jest wyraźnie znudzony prowadzoną rozmową, a gen. Koziej zachęca go do pozowania do zdjęcia, które ten wykona. To, co się dzieje, wprawia gospodarzy w osłupienie.

    – Szogun. Szogun Koziej – żartuje sobie polityk, wskazując na szefa BBN, pozując do zdjęcia. Za chwilę, szykując się do kolejnego zdjęcia, Bronisław Komorowski staje na fotelu* japońskiego spikera. Japończyk oprowadzający polskich gości natychmiast prosi go o zejście. Koziej nie zdążył zrobić zdjęcia:

    Japończycy wskazują Komorowskiemu, gdzie powinien stanąć, ten dalej wyraźnie zadowolony wzywa do siebie Kozieja: „Chodź, Szogunie”. Na koniec wycieczki Komorowski sprawdza mównicę bardzo dokładnie, zaglądając w każdy zakamarek…

    Warto przy okazji odnotować, że stacja TVN w swoim serwisie informacyjnym opisała całą sytuację ze zdjęciem i nazwaniem Kozieja „Szogunem”, pokazała nawet filmik, jednak odpowiednio zmontowany. Scenę wejścia z butami na fotel* spikera japońskiego parlamentu – wycięto.