Pewna kamienica przy ulicy Warszawskiej…


czapeczka-baweniana--38-44-cm-42208-niebieskaIdąc od strony ulicy Świętojańskiej w kierunku kościoła św. Wojciecha mijałam zawsze smutną kamienicę, zupełnie obcą względem pozostałych. Mieszkańcy sąsiednich domów często opowiadali sobie historię jej mieszkańców. Szczególne emocje wzbudzały losy dwojga mocno zakochanych od czasów wczesnej młodości gołąbeczków. On od dawna chodził o lasce, ale nawet, gdy miał poważne problemy z poruszaniem się, zawsze podawał Jej rękę. Na spacerze.. Gdy wychodziła z autobusu….

 Z czasem, mając już nieubłagane kłopoty z pamięcią, tylko na Jej widok uśmiechał się z bezbrzeżną czułością. Fizycznie byli do siebie bardzo podobni, nawet układ zmarszczek na twarzy mieli wręcz lustrzany!

 Zawsze punktualnie o piątej z wyjątkiem niedziel i świat odwiedzała ich Błękitna Pani. Kiedyś zagadnęła mnie nawet, gdy wychodziłam z Kamienicy, a ja ze zdumieniem przyglądałam się tej ubranej w długi błękitny płaszcz kobiecie( na niej nie był kiczowaty, lecz po prosty piękny!). Rozmawiałyśmy o ludziach, którym pomagała i którzy, o nią się troszczyli. Niezależnie od pory roku nosiła małą włóczkową, błękitną czapeczkę. Okulary też miała – w błękitnych oprawkach oczywiście! Zwracałam się do niej: „Błękitna Pani”.

 Często nadawałam napotkanym ludziom przydomki, które albo stawały się ich drugą naturą, albo właściwą naturę odsłaniały. Moja koleżanka ze studenckiej ławy, wraz z wyjazdem do Hiszpanii porzuciła imię Beata, bo mocno ją uwierało. „Beata” przecież nie była i stała się Imogeną. Inna koleżanka ze studenckich czasów – Renata znana jest teraz we Francji jako „Marylin” – nie o podobieństwo fizyczne tylko chodzi.

 Kindżuruś czytając ten tekst też siebie po czterdziestu kilku latach odnajdzie.

 Coraz mniej zdrobnień i naturalnej serdeczności w imionach, przydomkach. Nieliczni proszą, by zwracać się do nich w wołaczu.

 Prawda, Amadeuszu Wespazjanie?

 Może zrobienia też się zestarzały i mają olbrzymie kłopoty z pamięcią?

 Cóż…imiona, przydomki…

 blog_uv_5088459_7899173_tr_staruszkowie2Cały Białystok bardzo się postarzał w przeciągu ostatnich dziesięciu lat. Wspominam starzejące się Miasto (patrzę sercem, a nie poprzez dane statystyczne), słuchając jednego z najpiękniejszych utworów o starości, jakie kiedykolwiek powstały. Pierwszy raz piosenkę „Ruga pentru parinti” w wykonaniu Stefana Hruski usłyszałam w Rumunii. To rzecz o czułości i bezwarunkowym uczuciu, jakimi obdarza się dwoje ludzi, nim wejdą do tunelu pełnego światłości. Jeśli nie odejdą z tego padołu razem, to jedno tuż po drugim, bo skoro w miłości całe życie byli razem, to i umierać razem będą.

 Wychodzę z Kamienicy przy ulicy Warszawskiej.Za kilka lat już tutaj nie będzie.

 Już przecież jej nie ma!

 Ciucharnia, sklep, COKOLWIEK w lśniącej witrynie.

 Błękitna Pani, Pani Henia, Pani Jadzia, Pani Stasia, Pan Ziutek, Pan Wowo i Pan Lalek.

 Może zdołali uciec przed upływem czasu do innej Kamienicy ?

 Marta Cywińska

 

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.