Okno przy Alei Piłsudskiego


alejaGdy niespiesznie podążam Aleją Piłsudskiego w kierunku kościoła Rocha, mijam po prawej stronie ZWYCZAJNE bloki. Oczywiście, zwyczajność jest tu kwestią dyskusyjną. Czytelnicy Bedekeru białostockiego spodziewają się raczej, że skłonię się teraz ku kolejnym wątkom architektonicznym, historycznym czy poradom turystycznym. Nic bardziej mylnego.

Tu przystaję na tak długo, na ile można zatrzymać czas. Spoglądam w okno  jednego z tych zwyczajnych bloków…tam właśnie, przed wielu laty odwiedzałam Wojtka.

 Wojtek  znalazł się w gronie tych cichych świętych, którego nazwiska  nikt prawie nie zna, odszedł tak jak żył –  cichutko. Podczas Mszy pogrzebowej padał rzęsisty deszcz, a gdy Wojtka przyjmowała ziemia, niespodziewanie niebo rozjaśniło się…i cóż,  słońce!

Wojtek po wypadku samochodowym przez wiele lat leżał w domu i był w stanie najpierw porozumiewać się jedynie wzrokiem, potem odzyskał częściowo mimikę, potem znów porozumiewał się słowami. Do końca był w stanie unieść tylko lekko głowę, wymagał heroicznej i stałej opieki, zajmowała się nim niestrudzona mama.

Był wtedy na trzecim roku studiów.Tir zmiażdżył jego autko.Wojtka cudem uratowano.

Ci którzy, odwiedzali go… otrzymywali od niego wiele. Wojtek był uważnym słuchaczem, cierpliwym doradcą, niestrudzonym pocieszycielem. Zwykł mawiać: Jeśli dopadnie Cię największy ból istnienia i będzie Ci się wydawało, że przed Tobą jest tylko nicość, przypomnij sobie, że masz dwie ręce, które Ci służą, słuchają Twoich próśb i poleceń, piszą, rysują, płacą, przytulają, otwierają, niosą. Przypomnij sobie, że masz nogi, które zaniosą Cię tam, gdzie zapragniesz, że możesz uciec, ale i przybiec z pomocą, że możesz wędrować, biec, skradać się, tupać, tańczyć, to są codzienne dary, o których człowiek zapomina, żyjąc w  nieustannym przekonaniu, że skoro MA, to mu się należy.

 Wojtek nigdy nie uskarżał się na swój los, zawsze przyjmował odwiedzających zniewymuszoną serdecznością i uśmiechem. A przecież jego ciało było zupełnie nieruchome.

 Bardzo chorzy są najczęściej skupieni na własnym bólu i  świat zewnętrzny jest dlań światem  „zza grubej szyby”, Wojtek swoje bezgraniczne cierpienie znosił w cichości i pokorze. Modlił się  gorliwie – przede wszystkim w intencji innych, słuchał Radia Maryja i powtarzał, że to ono też mu daję siłę.

Okno zwyczajnego bloku ciągle zamknięte. Tuż obok bawią się umorusane dzieciaki (dziwne, że w czasach Internetu jeszcze w cokolwiek chce im się bawić?). Mija je mocno „okolczykiwana” na twarzy nastolatka  objuczona markowymi torbami z galerii,

Bloki zdają się napierać na mnie. Pierwsze krople ulewnego deszczu.Odwracam się, by jeszcze raz spojrzeć w  dawne okno Wojtka.

Drgnęła firanka.

Marta Cywińska

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.