Obserwacje: ,,Mamo, Tinky–Winky
to ped…au!”


TWW życiu dziecka ( nastolatka?) przychodzi taki czas, gdy to ukochana postać z bajki czy pluszak staje się obiektem, często niewybrednych, żartów. Zanika niewinny chichot malca na widok bohatera bajki, a pojawia się niemal rechot. Księżniczka z bajki  staje się „niezłą babką”, o ile szkrab nie postanowi użyć bardziej dosadnych określeń. Choć nieraz i na pozór uroczy malec potrafi zaskoczyć.

Anorektyczna Barbie o nieprawdopodobnych proporcjach kobiety-maskotki dla zwichrowańców jest bohaterką wersji „moderne” starych, dobrych bajek. Niewinny Tinky-Winky przed kilku laty również stał się ofiarą seksualizacji mediów.Kto dziś jeszcze pamięta o edukacyjnych walorach opowieści o pluszaku i jego kumplach? Powszechne skojarzenia dotyczą  słynnej torebki…

Oglądając pełnometrażowe filmy dla dzieci możemy dostrzec pewną prawidłowość: w każdej tego typu produkcji sceny komiczne przeplatają się ze scenami pełnymi refleksji, czy wręcz smutku. W jednym momencie śmiejemy się do rozpuku, chwilę potem w milczeniu patrzymy na poważną rozmowę o smutnej przeszłości jednego z protagonistów. Podobne sytuacje występują chyba w 99% amerykańskich filmów animowanych wielkich wytwórni. Szczególnie uwypukla się to w komediach, bowiem w jednym filmie możemy zobaczyć zarówno głupiego leniwca, sepleniącego i z wybałuszonymi oczami, jak i kobietę oddającą własne życie za swoje maleńkie dziecko. To działa również w drugą stronę: w dość poważnym, jak na film dla dzieci, obrazie traktującym o kalece o dobrym sercu i okrutnym człowieku pełnym religijnej obłudy oraz nieczystej żądzy pojawiają się zabawne, kamienne stworki o zabójczo śmiesznych tekstach.

I tu rodzi się pewien paradoks. To, co z założenia ma być ważne i pouczające, zaczyna ocierać się o kicz. Bo w każdym filmie MUSI BYĆ przynajmniej jedna poważna scena. Nieważne, czy to komedia, czy animowana ekranizacja lektury szkolnej. Mimo to, dzięki takim metodom ,, uczymy się bawiąc”.  I tak rodzi się kolejny  schemat niby wszędobylski, a jakże pożyteczny. Tak więc filmy pełnometrażowe dla dzieci, nawet te reklamowane jako komedie, są tak naprawdę komediodramatami. Moim skromnym zdaniem filmy powinny być bardziej jednorodne i tak np. w komedii: nutka powagi – tak, ton patosu – nie. Od czasu do czasu taka mieszanka pełna kontrastów nie byłaby jednak od rzeczy.  

Niektóre dzieci traktują seksualność jako coś tyleż wulgarnego, co pociągającego. Wpływ na takie zachowanie ma obserwowanie świata dorosłych, gdzie seks jest tematem tabu. Niektórzy dorośli  mówią o nim jawnie, traktując go jako potrzebę fizjologiczną, a nie – manifestację pięknej miłości. Będąc w pierwszej klasie szkoły podstawowej zaobserwowałem, że słowo ,,seks” jest dla uczniów podstawówki czymś naturalnym. Gdy w czwartej klasie podstawówki urządzono całej szkole spotkanie dotyczące starożytnego Rzymu  na dźwięk cyfry ,,sześć”(seks) po łacinie, uczniowie wszystkich klas ryknęli śmiechem, wymieniając się porozumiewawczymi spojrzeniami. Warto też wspomnieć, ze młodzi przechodzą inicjację seksualną wcześniej niż kiedyś. Tak więc można zaobserwować, że tematy zarezerwowane niegdyś dla młodzieży i dorosłych powoli wkraczają też do rozmów dzieci. Kto wie, może już za paręnaście lat pierwszym słowem niemowlaka nie będzie ani ,,mama”, ani ,,tata” …tylko ,,seks”?

 

                                                                                      Stefan Aleksander Dziekoński

                                                                                                                        Uczeń II klasy liceum

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.