(Nieistniejące) kiermasze książki na Plantach w Białymstoku


Pamiętam majowe kiermasze książek na białostockich Plantach w latach siedemdziesiątych. Barwne stragany, do których stały zawijaste kolejki z cierpliwością nieznaną współczesnym. Stoisko „Naszej Księgarni”,  ale i stoisko z czasopismami dla dzieci, gdzie można było wypatrzyć najnowsze numery „Misia” (dwutygodnika dla dzieci w wieku 3-6 lat ze sztywną wkładką do wycinania, z której, po kilku niezdarnych ruchach nożyczek wyłaniał się tekturowy zegar słoneczny albo ciosany miś, tytułowy we własnej osobie). Na stoiskach dla dzieci starszych leżały tłumnie „Płomyki” i „Płomyczki”, „Świat Młodych” i „Filipinka”, dla trochę starszych pasjonatów „Mówią Wieki”, Horyzonty Techniki” i „Poznaj swój kraj”. Oczy nam się świeciły na widok książek Adama Bahdaja, Edmunda Niziurskiego i Tytusa, Romka i A’tomka.

get_img

To był czas polowania na fascynującą książkę – choć przecież w czas propagandowego święta, zwanego górnolotnie „Dniami Oświaty, Książki i Prasy”. Niesamowite było napięcie związane z oczekiwaniem na cykliczne zdarzenie „majowo-książkowe” organizowane na Plantach. Niektórzy wstawali bardzo wcześnie, by zajęć miejsce w  dynamicznie formującej się kolejce przed ledwie powstałym jeszcze wówczas straganem, na którym książki  miały zostać wyeksponowane dopiero około godziny dziesiątej. Emocje wzbudzała oczywiście loteria fantowa!

 

Zamiast „winiety” do wspomnień oto kilka słów z mojego ulubionego „Poradnika dla rodziców”:

 Coz_to_za_Dziwy_Miroslaw_TokarczykWyobraźnia dziecka i młodzieńcza chłonie, bowiem bardzo szybko nowe warunki życia, odkrycia i wynalazki. Dlatego też trzeba dostarczać dzieciom lektury, która odzwierciedla aktualne życie społeczeństwa naszego kraju.(…) Utyskuje się często na zamiłowanie młodzieży do książek o tematyce kryminalnej czy też bezwartościowych romansideł w rodzaju „Trędowatej”. Do „szmiry” można dzieci zniechęcić m.in. przez ośmieszanie sytuacji i postaci występujących w tych książkach, poprzez głośne odczytywanie tych fragmentów w sposób ironiczno-patetyczny.[1]

 

Pamiętam –a jeszcze wtedy nie umiałam czytać – że książkę podpisał mi sam Tadeusz Kubiak. Książkę „Cóż to za dziwy!”. Podpisał ją na moim ówczesnym poziomie czytelniczym, narysowawszy mi prześlicznego, czerwonego misia czerwonym flamastrem (czerwone już wtedy kłuło!) na trzeciej stronie okładki.

62758_0

(W latach osiemdziesiątych, na jednym ze straganów leżała książka „Gdy Sokrates miał 6 lat” .Rezolutny chłopczyk wieku ok.8 lat krzyczał: „Tatusiu, tatusiu, kup mi tą książkę, jakiś Sokrat Janowicz rozdaje autografy, to niech mi taką książkę podpisze!”

 Teraz wchodzę do punktów odbioru książek internetowych księgarń wodząc wzrokiem po kilku samotnych, ledwie zapełnionych pólkach, gdzie leżą tylko książki zamówione plus kilka gratisowych, bezdusznych broszur na oknie.

 

Wchodzę do niektórych wypożyczalni, gdzie w ogromnej, niezagospodarowanej przestrzeni odbiera się zamówione książki, a na stołach pod oknem stoją bezużyteczne stare komputery. Pod ściany stare półki. Nie można dotknąć żadnej książki bezpośrednio.

 Księgarnie bez książek, biblioteki bez książek.

 Pozostaje wspomnienie z dzieciństwa o majowym kiermaszu.

 

Marta Cywińska


[1] Praca zbiorowa, Poradnik dla rodziców, Nasza Księgarnia 1968,s.110

 

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.