Nie zapomnę…


Zamek                                            Kiedyś…

 

W powietrzu było czuć wiosnę. Ogród przed domem był niczym obraz stworzony z dziesiątek różnorakich kolorów. Kwiaty właśnie zakwitły, a mała Zuzia uwielbiała je obserwować. Dziecięcy chichot rozbrzmiewał przy akompaniamencie śpiewu ptaków. Jej rodzice obserwowali ją z uśmiechem stojąc na ganku domu.

– Zuziu, chodź! Za chwilę kolacja! – zawołała jej matka.

– Mamuś, nie chcę! Zobacz, jakie piękne kwiatki. Chcę, by papa miał takie w gabinecie. Tato, zobacz! Podobają ci się?

– Bardzo, córeczko, ale możesz je też zebrać jutro. Mama ma rację, Krysia już skończyła z kolacją, zresztą jutro muszę wyjechać rano na targ kupić konia. Jak grzecznie zjesz, zabiorę cię ze sobą a może nawet kupię jakieś łakocie.

Zuzia pobiegła do kuchni o mało co nie wywracając parobka Stefana, kolację zjadła jakby ktoś ją gonił a w łóżku wierciła się myśląc o jutrzejszym wyjściu na targ. Pewnie jutro o siódmej wyruszą z domu by kupić tego nowego konia. A potem zjedzą coś przyjemnie słodkiego i lepkiego. To już jutro!

Jutro nie nadeszło. Nadeszli oni. W nocy Zuzię obudziło ujadanie Bisia. Ujadanie, które przeszło w skowyt a następnie w cichy pisk. Dziewczynka otworzyła drzwi i natychmiast została pochwycona przez wielkie, kosmate łapy. Siłą zniesioną ją na dół, do salonu, gdzie ujrzała przerażający widok. Kucharka Krysia i parobek Stefan leżeli martwi w kałużach krwi. Twarz mamy nie wyrażała żadnych emocji, leżała na dywanie skulona i nic nie mówiła cała drżąc, podczas gdy jakiś niski, wąsaty człowieczek podciągał spodnie rechocząc lubieżnie. Jego towarzysze wynosili różne cenne przedmioty a jakiś wysoki mężczyzna spokojnym głosem wydawał im polecenia. Dla kontrastu jakiś brodacz stał nad klęczącym ojcem. Na chwilę przerażenie Zuzi zastąpiło zdziwienie, gdy usłyszała, że dumny, silny tata błaga brodacza o litość płacząc wniebogłosy. Chciała się wyrwać i podbiec do ojca ale te kosmate łapska które ją trzymały nie pozwalały na to.

– Zabić rodziców – powiedział wysoki mężczyzna wciąż spokojnym głosem – małą zostawcie. Zawsze mnie ciekawiło, jak taki mały dzieciak poradzi sobie bez  . Do roboty, wkrótce świt a nie chcemy, by ktoś nas zauważył.

– Proszę sobie pójść – płakała dziewczynka – nic panu nie zrobiliśmy! To niesprawiedliwe!

– Nic nie jest sprawiedliwe, maleńka. Przyzwyczajaj się.

To co nastąpiło dalej było tylko śmiercią.

 

Dziś

 

Paweł zaklął szpetnie. W bezsilnej wściekłości uderzył pięścią w kierownicę i nacisnął pedał gazu. Nic. Gdyby zatankował wtedy pod Warszawą to teraz by nie utknął na tym wygwizdowie. A tu proszę, dochodzi północ, ciocia Ania zamartwia się pewnie na śmierć. Wyjął komórkę i zadzwonił do niej.

– Ciociu, skończyła mi się benz…

Komórka wyłączyła się. Siadła bateria. Paweł rzucił w przestrzeń szereg niecenzuralnych wyrazów i ruszył przed siebie w poszukiwaniu pomocy. Po jakiś dwudziestu minutach marszu zobaczył jakąś ruinę porośniętą chwastami. Rozsądek nakazywał zignorowanie tego faktu, tym niemniej Paweł poczuł jakąś niewytłumaczalną potrzebę wejścia do tego… wyglądało na to, że dworku, ale nie był pewien. Może to był po prostu duży dom? Przeszedł przez zarośnięty chaszczami ogród i przestąpił próg. We wnętrzu panowała idealna wręcz cisza. Prócz cykania świerszczy na zewnątrz do uszu Pawła nie dochodziły żadne inne dźwięki. Wiedziony ciągle tą samą niewytłumaczalną ciekawością ruszył w mrok. Podłoga skrzypiała pod nim, w powietrzu czuć było stęchliznę. Mebli było niewiele, wszystkie były przeżarte przez korniki. Gdy wszedł do salonu ujrzał stojący na samym środku zwrócony do niego plecami fotel. Paweł podszedł do niego przypominając sobie wszystkie możliwe horrory, gdzie w podobnych sytuacjach na fotelu siedziały zwłoki lub jakieś widmo. Na fotelu jednak leżał jakiś rozsypujący się notatnik. Paweł ostrożnie wziął go do ręki. Podszedł do okna przez które wpadało światło księżyca. Zaczął czytać zupełnie zapominając o bożym świecie i swoich problemach z samochodem. Pierwsze strony były zapisane dziecięcym, koślawym pismem. Szybko je przerzucił, gdyż nie było tam nic wartego uwagi. W pewnym momencie zobaczył, że pismo diametralnie się zmieniło. Było eleganckie i czytelne. Jego treść była jednak przerażająca

 

10 lat i 26 dni od końca mojego dzieciństwa

 

Nareszcie. Wyprowadzam się od stryjka Stefana. Teraz wrócę do domu. Po dziesięciu latach. Dziesięciu strasznych latach gdzie w moich snach, noc w noc przeżywałam od nowa śmierć moich najbliższych. Teraz, gdy znów stanę w salonie, w którym widziałam to wszystko wspomnienia wrócą z nową siłą. Ale nic to. Chcę być tam, gdzie skończyło się moje szczęście.

Ten wpis był początkiem. Paweł przerzucił kilka kartek. Wspomnienia pisane były nieregularnie. Nie padały żadne daty tylko to ciągłe odnoszenie się do ,,końca dzieciństwa”. Zapiski dotyczyły kupna mebli, problemów finansowych ale wciąż pojawiały się bolesne wspomnienia. Autorka pisała o zniszczonym nagrobku rodziców i obawie przed każdym, kto zbliżył się do domu. Ze wspomnień wynikało, że rany nigdy się nie zabliźniły. Mało tego, wynikało, że z biegiem lat autorka zaczęła popadać w obłęd.

 

15 lat i 108 dni od końca mojego dzieciństwa

 

Nie mogę spać. Odkąd Staszek mnie opuścił mówiąc, że na co mu szalona żona coraz częściej mam wrażenie, że w ciemności widzę swoich rodziców. Niemal mogę ich dotknąć, ale zawsze okazują się tylko cieniem. Nie dbam o dom. Jem byle co. Gdy Staszek był przy mnie jeszcze wytrzymywałam. Teraz, gdy go nie ma czuję się taka samotna…

 

Paweł był wstrząśnięty. Historia bezimiennej kobiety coraz bardziej trafiała mu do serca. Wiedziony ciekawością zajrzał na ostatnią stronę.

 

18 lat i 238 dni od końca mojego dzieciństwa

 

Dosyć. Nie mogę tak dłużej. Ciągle ktoś przychodzi, wzywa lekarzy. Ludzie z sąsiedniej wsi ciągle czegoś chcą. Dziś pięć razy widziałam przed domem mordercę rodziców. Nic się nie zmienił, nie zestarzał się. Złorzeczyłam mu, lecz on śmiał się tylko. Nie zbliżał się, tylko stał i się śmiał. Stał i się śmiał. Stał i się śmiał. Dziś idę w świat. Nie chcę ludzi. Staszek jest głupi. Idę na targ z tatusiem kupić konia. I cukierki. Lepkie, ciepłe, czerwone cukierki…

Paweł zamknął notatnik, jakby zobaczył ducha. Nieszczęsna kobieta! Po odejściu męża jej szaleństwo doszczętnie ją zniszczyło. Nie wiedział, czy na miejscu Staszka by z nią został. Czy miała kogoś innego? A może Staszek nie istniał? Może była szalona już wcześniej i wymyśliła sobie męża? W końcu zanim napisała, że ją opuścił to w poprzedniej notatce sprzed trzech lat nie było o nim ani słowa. Może istniał, ale nigdy jej nie opuścił? A co, jeśli… nie. Musi stąd iść, miał szukać pomocy. Jak pomyślał tak zrobił. Wziął notatnik i wyszedł z ruiny. Niebo nieco się rozjaśniło, zbliżał się świt. Idąc wzdłuż drogi Paweł wciąż myślał o tajemniczej kobiecie. Na kartce w notatniku było jeszcze trochę pustego miejsca, więc jej chore wyobrażenie o wyprawie na targ z ojcem było ostatnim zapiskiem. Co było dalej? Nie chciał myśleć.

Nagle go olśniło. Kimkolwiek była, nie była jedyna. Nie wiedział, kto zabił jej rodzinę ale nie był to odosobniony przypadek. W całej historii niezliczoną ilość razy niewinni tracili ukochanych. Co prawda nie wszyscy popadali w obłęd, tym niemniej widok martwych ciał najbliższych zabijał radość a często i sens życia. Autorka pamiętnika powstałego nie wiadomo jak dawno temu ożywiła w nim wspomnienia z lekcji historii. Kiedyś opowieści nauczyciela o krwawych dziejach ludzkości nużyły go niemiłosiernie. Teraz przypomniał sobie o wojnach światowych, ludzkiej niegodziwości i odwiecznej chęci zysku nawet kosztem innych. Ten pamiętnik sprawił, ze poczuł chęć upamiętniania takich tragedii. By pamięć o nich nie zaginęła i była takim świadectwem przeszłości jak ten notatnik. Podniósł głowę. Ujrzał stację benzynową. Będzie dobrze. Jeszcze raz spojrzał na notatnik.

-Nie zapomnę.

W pobliskiej wsi zapiał kogut.

Stefan Aleksander Dziekoński

Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Nie zapomnę…

  1. Joanna K. mówi:

    Panie Stefanie, brakuje słów. Dziękuję. Dzisiaj znów widziałam kawałek tamtego świata, w dołach śmierci Aresztu Śledczego. Czaszka małego dziecka nad którą pochylała się z prawdziwym bólem na twarzy młoda dziewczyna z Medycyny Sądowej. Oczyszczała tą maleńką czaszkę z ziemi, a ja myślałam o tym jak wyglądał – nie wiem dlaczego ale myślę, ze to był chłopczyk. CO widziały Jego maleńkie oczy przed śmiercią i DLACZEGO ginął?Jak to się stało, że w tych dołach znajdują się szkielety dzieci? Bohater myśli „nie zapomnę”. Ja powiadam „nie wybaczę”. I przepraszam, że nie mogę wybaczyć.