Nad książką Niziurskiego


imagesW samym środku wakacji siedzę na ławce przed moją dawną podstawówką i czytam bestseller uczniowski sprzed dwudziestu kilku lat. Edmunda Niziurskiego „Szkolny lud, Okulla i ja to świetny pretekst do rozmyślań nad współczesną szkołą.

Cóż za plejada barwnych postaci!

Nauczyciele w powieści nazywani są „gogami”. Dyrektor Rumpel „nie zajmuje się pojedynczymi uczniami”, „wykańcza szkołę” – w sensie metaforycznym i dosłownym, zaniedbując sprawy remontowe[1]. Nowy uczeń wtajemniczany jest systematycznie w przywary nauczycieli. Jeden z kolegów  przestrzega  go przed wicedyrektorką, bowiem jest ona „podobna do kobry i równie jadowita”[2], a przemawiając do uczniów używa górnolotnego, niezrozumiałego dla nich słownictwa ( mądre słowa na „izm” i „cja”, zwanych przez uczniów „izmacjami”[3] ). Kiedy zaś denerwuje się „mówi spiesznie, połykając niektóre zgłoski. Jest uparta i nie zmienia raz przyczepionych uczniowi etykietek[4]. Ma silne poczucie misji i  chęć zawracania zagubionych  uczniów ze złej drogi. Uczniowie i nauczyciele boją się jej. Narzuca wybór zastępowego, autorytarnie podejmuje decyzję o przeniesieniu ucznia do innej szkoły, bez dokładnego sprawdzenia, czy jego zachowanie było naganne. Ucisza uczniów nie przebierając w słowach („Znów drą się jak nieszczęście! Czemu się drzecie tak obrzydliwie?[5]).

Nowopoznany uczeń przestrzega bohatera również przed Trąbaczewskim, chemikiem, „zwanym popularnie Trąbą[6]. Jest ów bowiem nieobliczalny:

Ma niebezpieczne zafalowania, przypływy i odpływy energii. Bardzo męczący facet. Raz jest roztargniony, półprzytomny, aż się prosi, żeby mu chodzić po głowie, to znów popada niezdrową nadczynność gogiczną. Jedno jest pewne. Facet nauczy cię chemii. Poza tym jest sprawiedliwy. Trąba kocha się od dwóch lat w pani Rosińskiej od przyrody, czyli  Szufla, ale bez wzajemności, bo Szufla woli Geparda. Tak nazywamy pana Soczewiaka od wuefu. Ma wygląd chorowity, ale nie próbuj z nim żadnych sztuczek. Na Geparda nie ma mocnych…Uważaj także na fizyka Ostańko .To typ maniakalny. Może ci zadręczyć na śmierć, jeśli uzna, żeś wart „radosnej męki uczenia”, więc miej się na baczności ,chyba, że lubisz „radosne męki”…[7]

Pozostali nauczyciele są określeni jako „mdli”: Kocia od geografii (Pani Kocka – przez nowego ucznia postrzegana jako „sympatyczna brunetka w stylu „afro”[8], Ciemiężny od historii, Rubaszko, Szufla). Rzeczona Szufla na wyprawy klasowe wkłada kapelusik myśliwski, na szyi nosi szal, aparat fotograficzny lub lornetkę teatralną[9]. Źle jest traktowana przez wicedyrektorkę w obecności uczniów, która czyni jej wyrzuty:

Szufla spuściła zawstydzona głowę. Ze swoimi obwisłymi ramionami, ze zgarbionymi plecami, z grzywką równo przyciętą nad okrągłą, różową twarzą wyglądała jak skarcona uczennica ze staromodnej powieści[10].

Nowy uczeń inaczej postrzega fizyka, pana Ostańko ze „srebrną aureolą włosów wokół szlachetnej twarzy poznaczonej bruzdami cierpienia i nieuleczalnej melancholii”[11]:

„Pan Stańko uważał siebie za wybitnego pedagoga. Do jego  specjalności należała „psychologiczna penetracja ucznia”, jak to określał przy różnych okazjach. Polegała ona na tym, że na każdej lekcji ‘brał na warsztat pedagogiczny” jednego delikwenta i dręczył go, dociekliwie sondując jego wiadomości i demaskując okrutnie jego braki ,nie tylko  z przerabianego materiału, ale z ogólnej wiedzy i kultur.[12].

We wzajemnych relacjach – co widać w pokoju nauczycielskim podczas rozmów dotyczących  rozwiązywania konfliktów miedzy uczniami nauczyciele są złośliwi, Gepard zarzuca Trąbie, że nie zapłacił za kaszankę, Podlecki  – Rubaszce, że płaszczy się przed autorytetami.[13] Ten ostatni chełpi się też w imieniu wszystkich humanistów znajomością psychiki ucznia, doświadczeniem, niezawodną intuicją, umiejętnością słuchania głosu wewnętrznego. Obraża otwarcie matematyka nazywając go „nieszczęsnym linoskoczkiem chodzącym na pięciometrowej linie i prowadzącej donikąd”[14].

Książka Niziurskiego pochodzi z czasów, gdzie o nauczycielach źle mówiła literatura, a w rzeczywistości uczniowie odnosili się do nich z bojaźnią i szacunkiem. Teraz literatura mówi o nauczycielach z bojaźnią i szacunkiem…albo nie mówi też wcale…

Uczniowie zaś…

W największy upał powieść zapowiada perspektywę po wakacjach.

Marta Cywińska


[1] E. Niziurski, Szkolny lud, Okulla i ja, Warszawa 1995, s.7.

[2] Tamże, s.7.

[3] Por. tamże, s.91.

[4] Por. tamże,s.109.

[5] Por. tamże, s.201.

[6] Por. tamże, s.7.

[7]  Tamże, s.8.

[8]  Tamże, s.41.

[9]  Por. tamże, s. 201.

[10] Tamże, s. 203.

[11] Por. tamże, s.41.

[12] Tamże, s. 60.

[13] Por. tamże, s. 209.

[14] Por. tamże, s.211.

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.