Jedwabne geszefty


o_jedwabnem_wkoncu_powazniePogrom w Jedwabnem – …masowe zabójstwo żydowskich mieszkańców miasta Jedwabne i okolic, dokonane przez grupę co najmniej 40 polskich mieszkańców tego miasta z inspiracji niemieckiej… – Tak mówi wikipedia którą lubi posługiwać się miłościwie nam panujący namiestnik, a jaka jest prawda?

Trudno jest zmieścić 1600 osób w stodole, a ekshumacja ujawniłaby to oszustwo. Dziury w czaszkach od niemieckich kul ukazałyby kto w rzeczywistości urządził ten pogrom. Widocznie polskim władzom nie na rękę jest ujawnienie prawdy o Jedwabnem, bo nie pracują dla własnego narodu, ale dla tego kto więcej płaci!

 

 

prezydent-kwasniewski-w-jedwabnem-w-2001-rokuPrezydent żyd z pochodzenia, ze zmienionym nazwiskiem na Kwaśniewski (Stolzman), udający polaka, przepraszał żydow w imieniu Polaków, a przyszły prezydent zatrzymał ekshumację grobu w Jedwabnem, bo żydzi podnieśli larum. Dlaczego żydzi maja taka władze w Polsce? Dlaczego żydzi mogli podnieść głos i zabronić archeologom polskim ustami Lecha Kaczyńskiego (wtedy pełniącego funkcje prokuratora generalnego) odkopania ofiar i ukazania prawdziwej ilości osób zamordowanych w stodole.
Dlaczego kręcone są w Polsce filmy szkalujące Polaków, oraz wydawane książki mówiące nieprawdę. Jak ogromne pieniądze są w to zaangażowane. Wydaje się na ten cel miliony dolarów, ale przyszły zysk jest liczony w miliardach.Aleksander_Kwasniewski-DLA-MNIE-JUZ-WYSTARCZY

Zachęcam do zobaczenia wypowiedzi naocznego świadka tamtych wydarzeń, a komentarze pozostawię dla oglądających.

Reż. Bohdan Poręba rozmawia z Jerzym Laudańskim, ostatnim świadkiem zbrodni
w Jedwabnem.

 

 

 

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

 Prawda o “pogromie” w Jedwabnem. Mordowali Niemcy,
a nie – Polacy.

10 lipca minie kolejna rocznica niemieckiej zbrodni w Jedwabnem, mordu dokonanego przez gestapo i Einsatzkomando SS pod dowództwem hauptsturmführera Hermanna Schapera na Żydach. Udział Polaków w tej zbrodni wyglądał tak, jak w przytoczonym poniżej fragmencie stenogramów z procesu łomżyńskiego (w 1949 r.):

(…)(Skazano) Władysława Dąbrowskiego (na rozprawie nie przyznał się do winy, ‘Oskarżony zeznał, że nie chciał iść i Niemcy przez uderzenie w twarz zmusili go do pójścia.’, ‘ z nakazu niemieckiego, popartego zastosowaniem przymusu fizycznego /uderzenie pistoletem po głowie i dłonią w twarz, od ciosu stracił ząb/ udał się na rynek, aby pilnować ludność żydowską’, w śledztwie ‘przyznał się do pilnowania Żydów przez dwie godziny’, ‘treść zeznań złożonych w czasie postępowania przygotowawczego została na nim wymuszona biciem.’(…)
Źródło: Co zapomniano Polakom powiedzieć o procesie łomżyńskim?

Jak wyglądało to bicie przez śledczych z UB, wiemy ze sprawy Zygmunta Laudańskiego, skazanego w 1949 na 12 lat więzienia za rzekome zamordowanie Żydów:

Wiesław Wielopolski, W Jedwabnem Laudańskiego gnali gestapowcy, Tygodnik Głos NR 27 (884) 7 lipca 2001 za Wiadomości Piskie(…)Wkrótce do Jedwabnego zjechało UB. Nabrali ludzi na samochody i zawieźli do Łomży. Tam tak zaczęli ich tłuc, że podpisywali co tylko bijący chcieli. Sielawina i Kalinowska, które nie umiały pisać ani czytać, “podpisywały” krzyżykami wszystkie protokoły, które im podsuwano. Niebrzydowskiego, który za pierwszych Sowietów pracował w MTS, zaczęli tłuc w pięty, żeby podpisał, że widział Laudańskich przy pędzeniu i paleniu Żydów w stodole. Chłop nie wytrzymał i podpisał. Przez długi czas nie mógł chodzić.(…)
Wreszcie przyszedł czas i na Zygmunta. Przesłuchania odbywały się według schematu: zaciemniony pokój, śledczy za biurkiem i ciągle te same pytania – kogo widział przy mordowaniu Żydów?
Próbował uczciwie wyjaśniać, że przy tym nie był i nikogo nie mógł widzieć. Wtedy śledczy naciskał przycisk na biurku, gasło światło, a z sąsiedniego pomieszczenia wpadało trzech rosłych ubowców. Jedno uderzenie wystarczało, by leżał na podłodze. Leżącego kopali, gdzie popadło: po głowie, brzuchu, nerkach – nie wybierali. Gdy starał się osłaniać głowę – dostawał w genitalia, gdy chronił przyrodzenie – kopali w głowę, gdy mdlał – cucili wodą i znów bili. (…) Zmusili go do wymienienia nazwiska Mariana Żyluka, jednak później został on przed sądem uniewinniony (okazało się, że gdy Niemcy mordowali Żydów, siedział w areszcie na posterunku żandarmerii w Jedwabnem).
Przy podpisywaniu protokołu śledczy dopisał, że w czasie przesłuchania nie stosowano przymusu fizycznego. Laudański gwałtownie zaprotestował. Śledczy nie ponaglał. Znów nacisnął przycisk na biurku, znów zgasło światło i wpadało trzech ubeckich opryszków. Cios w głowę, podłoga, kopy ubeckimi butami, ból, utrata świadomości. Nie chciał umierać w katuszach, jakie zadawali mu żydowscy oficerowie UB.(…)
Źródło: http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_511.html

To dość niespodziewany obraz wypadków, nie taką wersję przedstawiono w mediach, prawda? Z jakiej racji Polacy mają przepraszać i poczuwać się do jakiejkolwiek winy? To nie sąsiedzi napadli na sąsiadów. Tymczasem osoba pełniąca funkcję prezydenta III RP pisze w liście odczytanym w Jedwabnem w 2011 roku:

Mieszkańcy Jedwabnego, obywatele polscy narodowości żydowskiej spłonęli w tej stodole zapędzeni do niej przez swych polskich sąsiadów. Zginęli – za przyzwoleniem okupanta – bo byli Żydami.

Co wynika z tego listu? Że Polacy byli napastnikami, a wina Niemców polega wyłącznie na bierności wobec polskich działań (jeśli ktoś w to wierzy – niech lepiej zapozna się z tekstem “Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny”).
Czyżby Polacy z Jedwabnego tak nienawidzili “żydo-komunistów”, że, starym polskim zwyczajem, zapędzili kobiety i dzieci do stodoły i żywcem spalili? Sprawdźmy więc, ile żydowskich kobiet i dzieci albo choćby i Żydów spalili żywcem Polacy między 1918 a 1939? Ani jednego. Nawet ma kresach, gdzie miały miejsce lokalne pacyfikacje wsi, z których bandy żydowskie i ukraińskie ostrzeliwały w 1939 r. polskie oddziały, nie doszło do incydentów palenia ludzi żywcem.
Może Niemcy mieli takie zwyczaje? Sprawdźmy. Okazuje się że już od września 1939. Popatrzmy (opisane zbrodnie to wierzchołek góry lodowej): Zbrodnia w Szczucinie, Zbrodnia w Uryczu, Synagoga w Będzinie. Po 1939 jeszcze niejednokrotnie staroniemiecką (a nie – staropolską) tradycją palono ludzi żywcem: Zbrodnia w Ciepielowie 1942, “4. VII. 1943, Bór Kunowski – 43 osoby spalono żywcem w stodole za udzielanie pomocy oddziałowi partyzanckiemu, składającego się głównie z Żydów, którzy uciekli z getta.”;”VIII. 1944, Sasów – za udzielanie pomocy około 100 Żydom ukrywającym się w pobliskich lasach, Niemcy zamordowali i/lub spalili żywcem wszystkich mieszkańców wsi, pilnując, by nikt nie uciekł z płomieni.”, 18 V 1943 roku w Szarajówce Niemcy spalili żywcem 58 osób, zastrzelili 9 i zniszczyli całą wieś., Zbrodnia w Podgajach – SS-mani spalili żywcem jeńców z 3. pułku piechoty 1 Dywizji WP. Gardelegen – 13 kwietnia 1945 Niemcy (jednostka SS) spalili żywcem w stodole 1016 osób, więźniów obozu koncentracyjnego.
Dlaczego Polacy dziś nie wiedzą nic o tych zbrodniach? Bo to jest ta historia, której Polaków nikt w III RP nie chce uczyć. Polacy mają przepraszać za Jedwabne. Mają uznać zbrodnie SS i Gestapo za własne zbrodnie. Ale w jakim celu? By zaszczepić w nich poczucie winy wobec Żydów. Aby zażegnać niebezpieczeństwo odrodzenia “polskiego antysemityzmu”. Niestety, to, co dziś jest zwalczane w mediach jako “polski antysemityzm” to każda forma obrony polskich praw, jeśli tylko pojawia się konflikt interesów ekonomicznych bądź politycznych pomiędzy Polakami a Żydami. Każdy przejaw asertywnej postawy Polaków wobec roszczeń żydowskich jest formą antysemityzmu. Jest nim nawet wskazanie narodowości osoby działającej na szkodę narodu polskiego (bo nie ma podwójnej lojalności narodowej). Trudno być asertywnym wobec kogoś kogo się skrzywdziło. Dlatego podłe oszczerstwa o polskiej winie za mord w Jedwabnem są ciągle kolportowane.

Oszczerstwa te są tym podlejsze, że wbrew własnemu interesowi narodowemu, Polacy – zarówno indywidualnie, jak i w sposób zorganizowany, poprzez instytucje państwa podziemnego – starali się nieść pomoc eksterminowanym przez Niemców Żydom. Wielu Polaków straciło wskutek tych działań życie. Niemcy mordowali całe rodziny, palili wsie. Dokumentuje to film Krzysztofa Wojciechowskiego “Spalone wsie za Żydów”.

Obowiązkiem Polaków wobec narodu polskiego było szanować polską krew, a nie szafować nią w czasie okupacji. Śmierć pomordowanych za ratowanie Żydów jest dziś tym tragiczniejsza, że nie służyła ratowaniu Polaków, tylko substancji biologicznej innej nacji, konkurującej z Polakami ekonomicznie i politycznie na ziemiach polskich. Ofiara Polaków, będąca jednocześnie szczytem heroizmu i altruizmu, podeptania własnych interesów narodowych w imię wartości humanistycznych – motywowana empatią – jest dziś oceniana przez Żydów tak:

(Fragment wywiadu z żydowską socjolog Barbarą Engelking-Boni)
– Za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci.
– (B. E-B:) Kara śmierci groziła za mnóstwo rzeczy. Dlaczego ludzie chodzili na tajne komplety, wydawali i czytali gazetki podziemne, słuchali radia, a przede wszystkim – konspirowali? Przecież za to też można było zginąć. Można było zginąć i za nic – w łapance czy publicznej egzekucji. Jak do tej pory udokumentowano śmierć ok. 800 Polaków za pomaganie Żydom. Szacuje się, że pomagało ok. 300 tysięcy. Może więc zagrożenie karą śmierci nie było tak nieuchronne, jak się powszechnie sądzi. Myślę, że inne rodzaje działalności konspiracyjnej były o wiele bardziej niebezpieczne. Tyle że jedne stanowiły akt patriotyzmu, a drugie nie. Ratowanie Żydów po prostu nie należało do repertuaru walki z okupantem.
Źródło: http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1547,1243150,5,dzial.html , str 5

Polacy na oszczerstwa i na takie ataki jak powyżej odpowiadają (zgodnie z intencjami atakujących) wyliczaniem polskich zasług, porównaniami z zachowaniami innych narodów. Czy ma być nam przykro, że za ratowanie Żydów zamordowano “tylko 800 Polaków”? Mamy za to przepraszać tak, jak za Jedwabne? Pora zacząć akcentować, że narażanie życia przez Polaków w innych sprawach niż polskie jest niezgodne z polskim interesem narodowym. Śmierć nawet jednego Polaka w niepolskiej sprawie – to o jedna śmierć za dużo.
Skąd się wzięła u Żydów taka pogarda i niechęć wobec Polaków? Dlaczego to akurat Polacy mają walczyć z “traumą” swoich “przewin” wobec Żydów w czasie okupacji niemieckiej? Oprócz przyczyn zaprezentowanych powyżej (oraz w tekście Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny) powód może być prozaiczny. Bohaterska postawa Polaków kontrastuje jaskrawo z postawą samych Żydów. O tej postawie niewiele można się dowiedzieć w szkole, o kolaborantach z Żydowskiej Gwardii Wolnosci (tzw. “Żagiew”) pisał Albin Siwak, pewne informacje można znaleźć na wikipedii: “Żagiew”, Grupa 13. Działalność “Żagwi” (i działalność Żydów dla Gestapo) jest kluczowa dla zrozumienia problemu. Nie dość, że ci Żydzi mordowali sami swoich i pomagali hitlerowcom, to jeszcze na dokładkę – utrudniali Polakom ratowanie ich współplemieńców (choćby poprzez prowokatorów z ŻGW i liczną agenturę żydowską w gestapo). Żydzi-agenci udawali uciekinierów z getta – a potem donosili – z oczywistym skutkiem – na pomagających im i ukrywających ich Polaków. Wiele polskich rodzin zostało dzięki żydowskim agentom rozstrzelanych. Polskie podziemie było świadome zagrożenia. Grasujący po lasach i miasteczkach agenci żydowscy byli neutralizowani przez polskie formacje podziemne. Podobnie byli zwalczani udający partyzantów bandyci (jedną z lepiej znanych żydowskich band rabunkowych jest oddział braci Bielskich). Z powodu takich działań dokonywanych przez oddział dowództwem B. Piaseckiego stworzono mit, że ONR mordował niewinnych Żydów w czasie wojny (co miało być powodem odwetowego mordu na synu Piaseckiego). Aby uprawdopodobnić swoją wersję, Żydzi kompletnie przemilczeli epizod kolaboracji z hitlerowcami. Polakowi ratującemu Żydów zagrażali zarówno Niemcy, jak i niezwykle liczni żydowscy donosiciele-mordercy. Znacznie liczniejsi procentowo (a kto wie czy i nie liczebnie) od donosicieli-Polaków. W tym kontekście opowieści W. Bartoszewskiego, jakoby nie należało się bać Niemców, tylko Polaków nie zawierają drobnego szczegółu. Najbardziej należało się bać Żydów.

O wiele szerzej omawia tą problematykę – Roman Kafel w książce Spotwarzona przeszłość, której lekturę gorąco polecam.

Na zakończenie zapoznajmy się z próbką tego, jak wygląda biczowanie Polaków przez media – “Antysemityzm według Tomasza Lisa” (youtube usunęło te materiały, pozostawiamy linki jako ślad – jeśli ktoś dysponuje kopią programu T.Lisa – będziemy wdzięczni za wgranie na rutube.ru, skąd tak łatwo nie zniknie – i przesłanie nam linków):
_www.youtube.com/watch?v=Jn9uRxSqOdw
_www.youtube.com/watch?v=-FtrW1biW6k
_www.youtube.com/watch?v=YXeUjORILTs
_www.youtube.com/watch?v=hPgG1ERQJXE

Sprawą oszczerczej propagandy w kwestii Jedwabnego zajmuje się m. in. wyspecjalizowana żydowska organizacja propagandowo-dezinformacyjna, tzw. hasbara. Czytelnikowi może się wydawać, że hasbara to jakaś bajka. Jest w błędzie. Jeśli ktoś nie wierzy, że cytowany poniżej fragment to wypowiedź agenta hasbary, niech przyjrzy się jego wypowiedziom w innym wątku. Takich agentów w polskim internecie mogą być setki. Tu mamy inny przykład dezinformacji w sprawie Jedwabnego, szerzonej na niepoprawnych.pl przez niejaką “matkę trzech córek” (aka Klio).

Fragment tekstu Klio p.t. “Zmierzyć się z prawdą”, opublikowanego na nieistniejącej już platformie gazetawirtualna.pl. (niestety nie dysponujemy zrzutem ekranowym całego tekstu – wypływa stąd nauka, że w wojnie informacyjnej z hasbarą trzeba wyrobić sobie nawyk zachowywania każdej wypowiedzi, która demaskuje tą agenturę – zacieranie śladów przez hasbarę jest nagminnie stosowaną, standardową taktyką – oni nie lubią być chwytani za słowo).
(…) Nastał czas zemsty. Jedwabne i pobliski Radziłów stały się teatrem scen, które trudno sobie wyobrazić. Watahy brutalnych , żądnych zemsty i odwetu, pijanych wyrostków i miejscowych chuliganów – bezkarnych aprobatą nazistów, zaatakowały spędzonych na rynki miasteczek, przerażonych Żydów. Poszturchiwaniom, ciosom i upokarzającemu traktowaniu nie było końca. Podniecano się wzajemnie inspirując do coraz brutalniejszych pomysłów na zwieńczenie samosądu. Orgia przemocy dokonała się w ogniu. W stodołach Jedwabnego i Radziłowa spłonęły żywcem setki kobiet, mężczyzn, starców i …dzieci.
Nie znalazł się tam nikt, kto śledząc zza firanek rozgrywające się wydarzenia, wykrzesałby w sobie odwagę by stanąć naprzeciw katom… Zgroza! Gdzie byli wtedy kapłani tych katolickich parafian? Ich bracia w posłudze, mieszkający w pobliskich miasteczkach kijami odpędzali agresywnych młodzieńców od żydowskich okien, a z ambony grzmieli jak ten w Knyszynie, co ,, … każdej niedzieli wygłaszał kazanie do wiernych, aby nie prześladowali Żydów i im pomagali, ponieważ nie wiadomo, co czas może przynieść…” (…)

Tekst, którego fragment przytaczamy powyżej agentka hasbary bezczelnie zalinkowała pod wypowiedzią p.e.1984 na niepoprawni.pl (konto p.e.1984 na niepoprawni.pl zostało zablokowane w grudniu 2012): niepoprawni.pl/blog/5990/jedwabne-niemiecka-zbrodnia-dosc-przepraszania#comment-310605

Omawianie manipulacji w sprawie Jedwabnego to materiał na odrębny artykuł, dlatego wątek nie będzie w tym tekście rozwinięty.

Inny przykład działania żydowskiej agentury propagandowej – Hasbary w sprawie Jedwabnego
(Komentarz [już usunięty, niestety nie dysponujemy zrzutem ekranowym] pod tekstem “Komorowski błaga Żydów o przebaczenie. Za Jedwabne”; uwaga: to jest najbardziej prostacka “hasbara”, ale występują i bardzo subtelne formy, które są omawiane w tym tekście)Szanowny Panie Katolik,wzmiankowane przeprosiny (lub brak takowych) naprawde malo kogo obchodza. Sprawa i tak stracila na aktualnosci. Dzis i tak zadnych Zydow do zadnej stodoly w panskim pieknym kraju nie da się zapedzic, bo ostatnie niedobitki wypedzono w ramach lajdackiej, rasistowskiej czystki etnicznej juz ponad czterdziesci lat temu. Juz panski kraj i tak jest zupelnie judenrein, a pozydowskie domy i nieruchomosci zaludniaja panscy rodacy.“zagadkowe spalenie Żydów “Jakie znowu “zagadkowe”, Szanowny Panie Katolik? Nic nie ma “zagadkowego” w fakcie, ze Polacy mordowali Zydow w pogromach, jak się nadarzala okazja i jak okupant zapewnial bezkarnosc. Pogrom w Jedwabnem nie byl ani jedyny ani najwiekszy. Jeszcze wieksza liczbe Zydow wymordowano w podobnie okrutny i sadystyczny sposob, poprzez spalenie zywcem, w pobliskim Radzilowie. Zadna to “zagadka”, wsz IPN nawet sprawe badal, dopoki sp Lech Kaczynski (wowczas minister sprawiedliwosci) nie nakazal przerwac badan, bo spod ziemi zaczely wylazic niewygodne fakty (p.e.1984: agentowi hasbary chodzi zapewne o znalezienie łusek 7,92mm wymieszanych ze szczątkami – istotnie Lech Kaczyński zareagował na panikę wśród środowisk żydowskich wstrzymując ekshumację, a po jej wznowieniu – okazało się, że ustalił z rabinami, iż szczątki nie będą przemieszczane w trakcie prac – czyli – że ekshumacja się nie odbędzie, a jedynie jej pozorowanie).“Nie ma pełnej jasności, co do okoliczności wydarzeń w Jedwabnem. Nie tylko co do rzeczywistej liczby ofiar,”Jest pelna jasnosc co do faktu, ze Zydom w Izraelu (a takze tym zyjacym w diasporze) cala sprawa zwisa nizej, niz biust czterdziestolatce. Stodol ci u was dostatek, Szanowny Panie Katolik, benzyna bez kartek, zapalki w kazdym sklepie – tylko ze nie bardzo jest kogo do tej czy innej stodoly zagonic. Tak to juz bowiem jest, ze jak się kogos zbyt dokladnie wyczysci etnicznie, to potem nie ma komu do..lic.Z tego właśnie powodu folksdojczeria kominowo-gazownicza w dzisiejszych czasach zawodzi swoje gorzkie żale na Internecie, wymachuje transparentami “Śmierć garbatym nosom”, maluje “Żydzi do gazu” na scianach – ale dokopać na ogol nikomu nie może, bo nie ma komu dokopać. I z tego przykrego powodu folksdojczeria na zadne nowe złote żniwa jus się raczej nie załapię.
Źródło: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/07/05/pogrom-jedwabne-prawda-zbrodnia-mord-niemiecki-niemcy/

6 odpowiedzi na „Jedwabne geszefty

  1. Joanna K. mówi:

    Czytam teraz książkę p.prof.Ewy Kurek pt.1. POLACY I ŻYDZI – TRUDNE SĄSIEDZTWO ok. 1000-1945 i Jej słowa o tym, że większość deklaracji jaką składają gojom żydzi to bajka. Również większość opowieści jaką snują wokół własnej martyrologii to zwykła hasbara, czyli także bajka.
    Żydzi nienawidzą nas bardziej niż Niemców i kogokolwiek innego z prostej przyczyny : mają wiele do ukrycia w sprawie Zagłady, głównie to, że gdyby nie Ich działanie – Zagłady by nie było. To ich współpraca z Niemcami w czasie wojny umożliwiła Niemcom wykonanie Holokaustu.
    To dlatego „noblysta” Eli Wiesel proponuje i nakazuje wyłączenie z badań historyków okresu Zagłady. Okaże się bowiem dowodnie, i wobec całego świata, że to Oni ułatwili robotę Niemcom /Judenrat i policja żydowska były najokrutniejsze dla ginących Żydów/.

    150.000 żydów w armii Hitlera – od szeregowców do generałów – również nie było bez znaczenia. Polacy tym się nie splamili i to żydów kłuje.
    Jeszcze jedno, oni nie czczą Holokaustu, oni nim handlują.

  2. PO ROCZNICY MORDU ŻYDÓW W JEDWABNEM: IPN wynalazło orczyki , z których można strzelać?
    W Jedwabnem (Podlaskie) w dniu 10-tego lipca 2014 roku odbyły się obchody upamiętniające ofiary mordu Żydów w tej miejscowości. Była to już 73. rocznica tych tragicznych wydarzeń. Pomnik odsłonięty w 60-ta rocznicę zbrodni był miejscem spotkania w czwartek okolo100 osób. W czwartek tez doszło do tego tragicznego mordu w lipcu 1941.
    Pomnik postawiono w częsci stodoły, gdzie 10 lipca 1941 r. spalono Żydów. Został on pobudowany w rocznicę mordu 10 lipca 2001 r. Tym razem odbyło się bez przeprosin ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego, ani też nie czytano żadnego listu obecnego presidenta, jak to było w 2012 roku.
    Jak się okazuje nadal w sprawozdaniach z owego zgromadzenia, jego uczestnicy powołuja się na ustalenia kilkuletniego śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej. IPN przyjął wtedy, że to polska ludność miała w tej zbrodni – jak to określono – „rolę decydującą”, ale”można założyć”, że jej inspiratorami byli Niemcy. Obecnie hypoteza ta nie ma najmniejszego potwierdzenia ani nie ma jakiejkolwiek podstawy w dokumentach opublikowanych przez IPN , jak tez innych zródłach obecnie dostępnych.
    25 czerwca 1941 pierwsze morderstwo Zydów w Jedwabnem. Data , która była.
    Juz żydowski kalendarz pisał , ze “W 30-tego Sivan(w naszym kalendarzu jest to data 25 czerwca 1941) 5701 roku w Polsce w Jedwabne zaczęto mordować Zydów . Robili to miejscowi mieszkańcy Polski”. Wprawdzie wtedy nie było Panstwa Polskiego, jak tez nie jest możliwe okreslić kto należał do Polskich obywateli( mogli to być również Żydzi uwazani za polskich obywateli, Rosjanie czy Białorusini , którzy nie zdażyli uciec przed Niemcami, Niemcy , ktorzy byli już obecni w Jedwabnem 23-24 czerwca 1941). O tym morderstwie z datą 25-tego czerwca mówi również Datner w swoich poszukiwaniach naukowych. Shmul Wassertejn, którego tak uwielbiał Jan Tomasz Gross, w swoich coraz to innych wersjach zeznań tez wymienia datę 25 czerwca 1941 roku. Tą samą datę wymienia sąd w Łomży, ktory robił dochodzenie w sprawie morderstw, jak tez jest wiele listów pisanych przez żydów , zeznań swiadków, skarga Wisniewskiej na uczestników tego morderstwa. Można tez wspomnieć angielskie zródła mówiące o tej dacie. Jest chyba też znane miejsce pochówku tych nieszczęsników niedaleko Przystrzela.
    Wiadomym jest na 100% że Żydom kazano dźwigać rozbite popiersia Lenina na rynek w dniu 10-tego lipca 1941, a stamtąd do stodoły na skraju miasteczka. Grupa ta mogła liczyć około 40 zdrowych i silnych Żydów na czele z rabinem. Grupę tą zgładzono w nieustalony sposób według IPN, choć jest tam sugestia, ze uczestnicy zbrodni byly wyposażeni w klonnice i orczyki. Dziwne to były orczyki, z których można było strzelać , bo w obrebie stodoły znaleziono około 200-tu łusek z pistoletów i karabinów produkcji niemieckiej i rosyjskiej. Na dodatek w czasie prac archeologicznych, bo innych nie przeprowadzono na miejscu mordu, znaleziono nawet resztki niemieckiego bagneta, nie wspominam o złotych monetach czy kluczach od domów znalezionych w grobach. W szkieletach znaleziono też naboje ,jak też slad po kuli w przestrzelonej czaszce. Zamordowane ciała ułozono szeregowo w grobie wykopanym wewnątrz stodoły. Na nie wrzucono części rozbitego popiersia Lenina.
    Potem grupę około 150-200 osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku przygnano do stodoły. Zamknięto budynek, w jego wnętrzu spalono żywcem wspomnianą grupę. Tych , którzy próbowali uciekać z palącej się stodoły zabito z broni maszynowej, wykopano grób obok stodoły i tam ich pochowano. Zwłoki rzucono bezładnie. Nie ma innych grobów pomordowanych Żydów z wyjątkiem tych dwu, chciaż opłaceni swiadkowie wskazywali inne miejsca pochówku Zydów.
    Według IPN, zbrodnia ta została dokonana z niemieckiej inspiracji mieli to poswiadczyć liczni przesłuchani świadkowie i wskazali na przybyłych w tym dniu do Jedwabnego umundurowanych Niemców , chociaż badacz IPN Dimitrow rozmawiał z Hermannem Schaper główno dowodzącym wykonawcami tej masakry, Dimitrow nie pofatygował sie dokonczyć z nim wywiadu, jak tez nie badał dokumentów mówiących o jego skazaniu na więzienie w Niemczech. A Hermann Schaaper żył jeszcze długie lata w spokoju. Wprawdzie IPN podawał w komunikacie o końcowych ustaleniach śledztwa, wydanym w lipcu 2002 roku , że wykonawcami zbrodni było co najmniej czterdziestu polskich mieszkańców Jedwabnego i okolic , ale nie podał żadnego imienia ani nazwiska.
    Pospiesznie sledztwo zostało umorzone, bo niby nie udało się wykryć innych żyjących sprawców niż ci, którzy byli za to osądzeni przez polski wymiar sprawiedliwości. Zapomniano jednak o Hermannie Schaper , ktory jeszcze długo zył i dobrze się miewał.
    W czasie uroczystosci, przy pomniku spotkali się m.in. przedstawiciele: środowisk żydowskich z Polski i Białorusi, ministerstwa kultury, Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, wojewody podlaskiego,oraz przedstawiciele IPN z Białegostoku. Obecnią swoją zaszczyćili dyrektorzy biur podlaskiego posła PO Roberta Tyszkiewicza i niezależnego senatora Włodzimierza Cimoszewicza. Byli tez przedstawiciele organizacji społecznych z różnych miast, jak też osoby prywatne. Był również przyjeżdżający od lat do Jedwabnego ksiądz Wojciech Lemański, ktory wraz z parafianami z Jasiennicy modlił się w jedwabienskim kosciele. Modlił sie chyba o zdrowie tylko, bo o rozum to już za pózno.
    A dalej, Pani Katarzyna Markusz z żydowskiego portalu karmi nas wiadomoscią , ze byli tam obecni „ Mieszkańcy Jedwabnego” (skądinąd wiemy , ze z Jedwabnego nie było tam nikogo). Katarzyna wspomina równiez przedstawicieli MSZ z dyrektorem Sebastianem Rejakiem,( ten , który dokonał chybionego wyboru pogadanek na temat Jedwabnego opublikowanych w „Inferno of Choices” dla czytelników języka agnielskiego), byli tez przedstawiciele Kancelarii Premiera. Była obecna również Alicja Schnepf – Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, delegacja z Białorusi na czele z Prezesem Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Grodnie Borysem Baruchem Kwiatkouskim i Dyrektorem Przedstawicielstwa Programu Dialogu Żydowsko-Chrześcijańskiego „Shomer International” na Białorusi Eugeniuszem A. Kolodzinem oraz członkowie Towarzystwa Przyjaciół Kultury Żydowskiej na czele z prezesem Zbigniewem Siwińskim i wiceprezesem, reżyserem Dariuszem Szada-Borzyszkowskim”. A co mówiono.
    „Spotykamy się tu po raz kolejny,” mówiła przewodnicząca Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, Anna Chipczyńska i zachęcała w swoim przemówieniu:„ Nasza modlitwa ma przypomnieć prawdziwy zakres nieszczęścia, które spotkało Żydów z małych miast i miasteczek. Powinniśmy współpracować z mieszkańcami tych miejscowości, nie tylko przy okazji rocznic. Warto zastanowić się nad tym co razem możemy zrobić dla naszej wspólnej historii.” I dalej nieprawdziwe informacje o ekshumacji.
    Ekshumacja, której nigdy nie było w Jedwabnem
    A jednak z radia Białystok dowiadujemy się, prace archeologiczne w Jedwabnem ujawniły: stodoła miała 19 metrów długości i 7 metrów szerokości. Z kolei mogiła, w której pochowano spalone osoby, ma wymiary 7,5 x 2,5 m i znajduje się przy dłuższym z boków budynku. Jej głębokość nie była dokładnie badana – na prośbę środowisk żydowskich. Ustalono jedynie, że grubość warstwy ziemi na mogile, tzw. nadkładki, wynosi od 50 do 130 cm.
    I czym dalej częstuje nas prezenter radia „Na przełomie maja i czerwca 2001 roku IPN przeprowadził w Jedwabnem ekshumację( ktorej nie byłojak wiemy od Prof.f Koli), która – wobec stanowiska Żydów, że nie wolno naruszać spokoju zmarłych – miała ograniczony charakter. W obrębie stodoły znaleziono m.in. łuski i naboje produkcji niemieckiej. Śledztwo wykazało jednak, że nie pochodzą one z 1941 roku., co jest nieprawdą. Oddajmy więc głos ekspertowi Profesorowi Kola w cytowanym poniżej wywiadzie:”Natrafiliśmy m.in. na pocisk kalibru 9, wystrzelony prawdopodobnie z niemieckiego parabelum – krótkiej broni stanowiącej uzbrojenie oficerów niemieckich. Pocisk musiał trafić w tkankę miękką, bo się nie zdeformował.). W dwóch odkrytych wtedy przez IPN mogiłach znaleziono szczątki około 200 ofiar.
    W czasie ekshumacji, ( której nie było) odkryto drugą mogiłę ofiar masakry. Znajduje się ona w obrębie fundamentu stodoły. Znaleziono tam – oprócz szczątków ofiar – fragmenty pomnika Lenina”. O tym własnie mówił Profesor Kola – badacz i ekspert na miejscu masakry w Jedwabnem.
    Nemere Kinga: Konstanty Gebert zamieścił w „Rzeczypospolitej” artykuł na temat badań w Jedwabnem, w którym napisał, że archeologowie byli wściekli, iż nie pozwolono im prowadzić prac w pełnym zakresie. Jak Pan to skomentuje?
    – „Trochę przesadził, wściekli może nie byliśmy, ale pewien dyskomfort odczuwaliśmy. Otrzymaliśmy zlecenie wykonania badań archeologiczno-ekshumacyjnych i chcieliśmy się z niego wywiązać. Nie było to jednak do końca możliwe ze względu na stanowisko strony żydowskiej, która nie pozwoliła naruszyć szczątków, mogliśmy je tylko odsłonić. Ekshumacją usiłowano nazywać więc to, co nią właściwie nie było”. Są to autentyczne słowa Profesora Koli opublikowane w Glosie Uczelni Uniwersytetu Torunskiego z lipca 2001 roku.Tak trudno było przenterowi zajrzec własnie do tego wywiadu. I dalej ten sam wywiad: – Skoro nie było ekshumacji, antropologowie i specjaliści medycyny sądowej nie mieli co badać… Kola-„ Wynegocjowano, że mogliśmy przesiać przez sito wszystkie destrukty, całe pogorzelisko i materiał pozyskany w ten sposób następnie im przekazaliśmy. Ale był to margines naszej pracy, bo mieliśmy na to zaledwie dwa dni, podczas gdy badania archeologiczne stodoły trwały łącznie dwa tygodnie”-Profesor Andrzej Kola. Mimo tak oczywistego stwierdzenia, wspomniani uczestnicy są przekonani o ekshumacji, bo widzieli „destrukty” wzięli udział we wspomnianej ceremonii , odspiewano psalmy , jak też odczytano imiona i nazwiska około trzystu żydowskich mieszkańców przedwojennego Jedwabnego,zaczerpnięte z książki Anny Bikont „My z Jedwabnego”. Po zakończeniu cerremonii pojechano do Radziłowa, Wąsosza, Bzur. Uczestnicy jedwabienskich obchodów „zapomnieli” o Wiżnie odległej tylko 8km od Jedwabnego, o Blaszczatce przy Stawiskach odległej tylko o 7 km od Jedwabnego. Dobrze byłoby udać się do Naliboków czy Koniuchów , gdzie żydowscy partyzanci pospołu z Sovietami wymordowali i spalili całe wsie Polaków.Warto też byłoby zbadać ilu Polaków winnych czy niewinnych zabili jedwabinscy żydzi of 1939 do 1952.
    A tymczasem, dalej trwa szopka Jedwabienska pełna mitów , kłamstw i propagandy , sa to jednak nasi współbracia w wierze, jesli taką mają.
    Marian Baginski marian.baginski@gmail.com

  3. Niedziela, 10 lipca 2011
    Odsłuchaj iWebreader. Naciśnij enter aby rozpocząć odtwarzanie
    Uroczystości w 70. rocznicę mordu w Jedwabnem
    Fot. PAP/Artur Reszko
    Fot. PAP/Artur Reszko
    Fot. PAP/Artur Reszko

    Doradcy Prezydenta RP, były premier Tadeusz Mazowiecki i prof. Tomasz Nałęcz uczestniczyli w uroczystościach żałobnych w 70. rocznicę mordu Żydów w Jedwabnem.

    Przy pomniku upamiętniającym ofiary, usytuowanym w miejscu gdzie stała stodoła, w której spalono Żydów, spotkali się m.in. przedstawiciele Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z przewodniczącym prof. Władysławem Bartoszewskim, Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP z przewodniczącym Piotrem Kadlcikiem i naczelnym rabinem Polski Michaelem Schudrichem, przedstawiciele Kancelarii Prezydenta z prof. Tomaszem Nałęczem oraz byłym premierem Tadeuszem Mazowieckim, a także były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, który 10 lat temu, podczas uroczystości w Jedwabnem, przeprosił za tę zbrodnię.

    Po raz pierwszy od 10 lat w obchodach uczestniczy hierarcha katolicki. To bp Mieczysław Cisło z Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem Rady ds. Dialogu Religijnego Konferencji Episkopatu Polski. Dotychczas hierarchowie Kościoła nie brali udziału w oficjalnych uroczystościach w Jedwabnem.

    Zobacz także: List prezydenta w odczytany w Jedwabnem

    W liście odczytanym przez Tadeusza Mazowieckiego, prezydent Bronisław Komorowski napisał, „naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. Prezydent podkreślił, że Jedwabne to nie tylko nazwa symbolizująca dramatyczne wydarzenia z czasów II wojny światowej, to także ważny znak w zbiorowej pamięci i świadomości Polaków.

    Bronisław Komorowski napisał, że wojna wyjaśnia okoliczności mordu, ale w żadnym stopniu go nie usprawiedliwia. Tak jak prezydent Aleksander Kwaśniewski 10 lat temu przeprosił za zbrodnię w Jedwabnem, tak teraz prezydent Komorowski prosił również o wybaczenie.

    „Chcemy wraz z dzisiejszymi mieszkańcami Jedwabnego do końca zrozumieć wymowę tego, co się wtedy stało oraz uświadomić sobie to, co musi zostać w nas ocalone jako pamięć, przestroga, zobowiązanie. Wtedy (w 1941 r.) nie było tu Rzeczypospolitej, ale dziś ona jest. Jest i słyszy skargę, niegasnący krzyk swoich żydowskich obywateli. Dziś w jej imieniu oddaję cześć ich cierpieniu i raz jeszcze proszę ich o przebaczenie” – odczytał słowa prezydenta Tadeusz Mazowiecki.

    Prezydent napisał, że sprawcy mordu „sprzeniewierzyli się Rzeczypospolitej”. „W tej stodole w Jedwabnem sprawcy, sami tego nie rozumiejąc, podpalili wielowiekowe ideały Rzeczypospolitej (…)Odczuwamy do dziś ból i wstyd z powodu tego co się wtedy stało” – napisał Bronisław Komorowski. Przypomniał jednocześnie, że wielu Polaków w czasie wojny niosło pomoc Żydom, często płacąc za to życiem.

    „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą. Długo trwało zanim zrozumieliśmy, że przyznanie się do tej winy nie przekreśla polskiej martyrologii i polskiego bohaterstwa w walce z niemieckim i sowieckim okupantem, że nie oznacza relatywizacji win i wywrócenia proporcji w ocenie historycznych zasług i grzechów” – napisał prezydent Komorowski.

    Wyraził też szacunek dla trudu, jaki dla „oczyszczenia historycznej pamięci i przywrócenia dobrych relacji pomiędzy Polakami i Żydami podjęli” jego poprzednicy. (PAP, inf. własna)

  4. matka trzech córek mówi:

    Opowieść o „strachu”. Zapomniana zbrodnia

    Jest coś, co usprawiedliwia zabójstwo: STRACH o własne życie.

    Opowiem historię, w której STRACH gra główną rolę.
    Podlasie, 1944, luty. Przez puszczę brnie po śniegu młody
    mężczyzna. Przemierza śmiało las skrótami, zna go bowiem dobrze.
    Pracował w nim przed wojną. Wraca do swojej wsi usytuowanej pod
    samym lasem. Właśnie wspólnie z bratem skończyli pędzenie bimbru w
    leśnej kniei. Alkohol to w tym czasie najlepsza waluta. Brat poszedł
    inną drogą do swojej wioski.
    Nasz, nazwijmy go Czesiek miał pecha. Natknął się bowiem na ludzi,
    którzy się ukrywali i mieli STRACH w oczach. Mieli coś jeszcze,
    karabiny. Może, gdyby nie one,to Czesiek wyrwałby się i uciekł. Był
    silny i młody. Miał za sobą służbę w wojsku, był ułanem.STRACH.
    Prosił, żeby go puścili, że nikomu nic nie powie. Zapewniał, że jest
    tym za kogo się podaje, czyli przyzwoitym człowiekiem. Ale ludzie
    byli opanowani przez STRACH i z tego powodu Cześka zabili. Ciało
    ukryli w dole wykopanym na nieczystości. Nie mieścił się, musieli
    połamać mu kończyny.Nie mogli przecież wykopać mu grobu bo był mróz
    i ziemia zamarzła. STRACH, kazał im ciało ukryć, miejsce zasłonili
    dużym kamieniem.
    Pełna STRACHU żona Cześka rozpoczęła poszukiwania. Wraz z rodziną
    i sąsiadami przez cały dzień chodziła po lesie i nawoływała.
    STRACH sprawił, że po kilku dniach udała się do pobliskiego
    miasteczka, żeby zgłosić zaginięcie męża. Takie było prawo
    niemieckie na tych terenach. Była w STRACHU, że posądzą Cześka o

    wstąpienie do partyzantki i wtedy ją wywiozą do obozu…
    Niemcy zorganizowali poszukiwania, zapędzili okolicznych wieśniaków
    do puszczy i tyraliera ruszyła. Nagle rozpętała się strzelanina.
    Obóz ukrywających się Żydów był bardzo dobrze ukryty. Trzy duże
    ziemianki, dobrze ocieplone i zorganizowane. Przed obozem uzbrojone
    warty. Zaskoczenie było obustronne. Ostrzeliwujący się wartownicy
    umożliwili ucieczkę większości nieszczęśnikom. Kilku jednak zginęło.
    Niemcy zajęli się rabowaniem wyposażenia bunkrów. Obłowieni i pełni
    satysfakcji wrócili do siebie. Cześka szukać już nie chcieli.
    Wkrótce nadeszło wyzwolenie. Brat żony Cześka, przedwojenny
    komunista wstąpił do UB, jego szefem był pochodzący z tych terenów
    porucznik, nazwijmy go Mojsze „Byk”. Przybył wraz z armią sowiecką.
    Tymczasem rodzeństwo Cześka trwało w niespokojnej niewiedzy co do
    losów brata. Ktoś podsunął myśl, że może tamci, odkryci w lesie
    Żydzi mogli mieć coś wspólnego z zaginięciem chłopaka.
    Traf chciał, że (w życiu jak wiadomo prawda jest jak oliwa),pewien
    żydowski sąsiad w dosyć odległej miejscowości opowiadając znajomym o
    swoich wojennych losach przechwalał się dobrymi warunkami jakie
    sobie stworzyli w lesie. Opowiadał o bunkrach, broni, dobrej
    konspiracji i okolicznościach likwidacji świetnego schronienia.
    Dowiedziała się o tym pocztą pantoflową siostra Cześka.

    Dużo mogą babskie łzy. Wybłagała, wypłakała u obcego człowieka
    jedną, jedyną informację. „Szukajcie tam, gdzie obóz, tam, gdzie
    kamień”. Nic więcej nie powiedział bo STRACH.
    Znowu szukała cała wieś. Znaleźli Cześka. Będzie pogrzeb. Nie ma
    pogrzebu. Nie ma ciała. Co się stało ?
    Wdowa nie chce z nikim rozmawiać. W oczach ma STRACH. Bracia i
    siostry Cześka nie wiedzą co stało się z ich bratem, gdzie jest
    grób ?
    Był „pogrzeb”. Pod osłoną nocy UBecki samochód zawiózł trumnę na
    cmentarz w pobliskim miasteczku. Żona Cześka nawet wzięła udział w
    tym dyskretnym pochówku, zorganizował go jej brat komunista UBowiec.
    Dlaczego w taki sposób ? Bo STRACH uniemożliwił inną formę, niż
    ta . Bo dowódcą brata w UB był Mojsze „Byk”. A to właśnie jemu
    STRACH kazał skazać na śmierć w zimowej puszczy Bogu ducha winnego
    Cześka. To Mojsze był szefem trzydziestoosobowej grupy ukrywających
    się ŻYDÓW.
    STRACH później kazał uciekać na Ziemie Odzyskane UBeckiemu bratu-
    komuniście. Nie pozwolił mu pozostać na terenie, gdzie znalazł się

    między młotem i kowadłem. Mojsze ‚Byk” wyjechał do Izraela. Zdążył
    jeszcze przed wyjazdem skazać na śmierć wielu dzielnych partyzantów
    z okolic swojego rodzinnego miasteczka. Wyroki śmierci z jego
    podpisem można jeszcze zobaczyć w białostockim IPN.

    Po sześćdziesięciu latach odnaleziono grób Cześka. Nawet na
    cmentarzu był dyskretnie ukryty. Miejsce pomiędzy grobami służące do
    przejścia. Teraz jest tam już krzyż i od czasu do czasu palą się
    znicze .Odprawiono stosowne nabożeństwo…i tyle…STRACH ponownie wyciszył sprawę.
    Chociaż powstał reportaż radiowy, to jednak nie przebił się do szerszej, poza lokalną,emisji.Sza!

  5. matka trzech córek mówi:

    A’propos „spalonych wsi”, warto wspomnieć też historię podlaskich Nowin:

    Spokojna wieś Nowiny Kasjerskie na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Lipiec 1944.
    W środku dnia do niespodziewającej się niczego wioski, wpada oddział Niemców. Strzały w powietrze, krzyki, wrzaski. Wszyscy wychodzić! Raus !!!
    Panika, przerażeni ludzie biegną, popychani bagnetami w stronę kuźni. Jeden z gospodarzy, Skutnik, próbuje uciekać do lasu. Pada trafiony. Za plecami ludzi łuna, Niemcy zaczynają palić wioskę. Zaraz pewnie podpalą i kuźnię. Lata okupacji nauczyły Polaków tej wiedzy.
    Beznadziejność położenia, płacz dzieci przebijający serca matek. Wszechogarniająca trwoga.
    Maryjo, ratuj !!!
    Nagle oczom wszystkich ukazuje się jakiś niemiecki żołnierz. Biegnąc, krzyczy coś z daleka. Oficer dał znak wstrzymania akcji.

    Wkrótce mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Mogli wrócić do domów i ugasić pożary. Poznali też przyczynę, dla której Niemcy wydali wyrok śmierci na całą wieś.
    Tego dnia rano, ze stacjonującego w sąsiedniej wsi – Zofiówce – oddziału żandarmerii, wyszło czterech Niemców. Mieli za zadanie nakosić świeżej koniczyny dla swoich koni. Łąka Adama Skibickiego znajdowała się tuż pod lasem. Nie wiadomo, czy to była zasadzka, czy zwykły przypadek, dość, że wpadli w ręce uzbrojonych żydowskich ” partyzantów”. Trzech Niemców obezwładniono, czwarty uciekł i skrył się w zbożu. Zajście to widziało dwóch nastolatków pasących w lesie krowy. Obserwowali oni przebieg tej akcji do końca. Później o tym opowiedzieli. Skrępowanych drutem kolczastym Niemców, Żydzi popędzili pod wieś Nowiny Kasjerskie. Tam zastrzelili wszystkich trzech a ciała porzucili przy samej drodze do wioski. W ten sposób wydali wyrok śmierci na wieś i co gorsza, zrobili to całkiem świadomie.

    Teraz o cudzie. Biegnącym do oficera żołnierzem był ten z czterech napadniętych, któremu zboże życie ocaliło. To on krzyczał głośno, że jego kolegów zabili Żydzi, a nie Polacy.

    Niemiecki oficer powiedział mieszkańcom Nowin :”Nie dla mnie, ale Matce Bożej dziękujcie, że was ocaliła”.
    Podziękowali. Po wojnie wybudowano we wsi kaplicę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*