Ewa Thompson: Jak z Polaków zrobić
faszystów


Fot. Owlnet.rice.edu

Fot. Owlnet.rice.edu

W Stanach Zjednoczonych część niewielkiej grupki akademickich historyków zajmujących się Polską stworzyła o naszym kraju narrację typowo neokolonialną, narrację zamkniętą na perspektywy znacznej części polskich historyków, otwartą zaś na interesy i tradycje narodów potężniejszych niż Polacy i obojętnie lub niechętnie ustosunkowanych do polskiej pamięci historycznej – pisze prof. Ewa Thompson.

Uniwersytet Ohio w USA jest jedynym bodajże amerykańskim uniwersytetem, który w swoim wydawnictwie posiada niewielką serię polską. Jej kierownikiem naukowym jest Gillian Berchowitz. W roku 2012 została w niej wydana książka Mikołaja Stanisława Kunickiego „Between the Brown and the Red: Nationalism, Catholicism and Communism in 20th Century Poland. The Politics of Boleslaw Piasecki” (Pomiędzy brązem a czerwienią. Nacjonalizm, katolicyzm, komunizm w Polsce XX w. Kariera polityczna Bolesława Piaseckiego). Piasecki (1915–1979), aktywista i polityk drugiego szeregu w okupowanej przez Sowietów Polsce, znany jest głównie jako założyciel quasi-katolickiego stowarzyszenia PAX. Szyld cieszył się wyjątkowymi przywilejami w kraju, w którym większość innych katolickich organizacji była marginalizowana lub wręcz prześladowana. W wywiadzie przeprowadzonym w lutym 2013 r. pisarz Marek Nowakowski wyraził opinię, że celem PAX była destrukcja Kościoła katolickiego w Polsce.

Bez wartości biograficznej

Kunicki rozpoczyna narrację od działalności Piaseckiego przed II wojną światową. Z jego opowieści wynika, że polityk zmieniał organizacje i ich nazwy w sposób przypominający tworzenie partii kanapowych w Polsce po 1989 r. Autor przyznaje, że zarówno endecja, jak i hierarchia Kościoła katolickiego nie zwracały większej uwagi na grupki, do których należał Piasecki, ale z drugiej strony obsesyjnie prezentuje działacza jako wielkie niebezpieczeństwo dla Polski: „Jako przywódca małej grupy faszystowskiej Piasecki kreował obraz Polski jako kraju protototalitarnego” (str. 3). Piasecki nie był członkiem ani polskiej prawicy, ani lewicy – należy pamiętać, że był więziony w Berezie Kartuskiej wraz z mniejszościowymi radykałami i komunistami. Terminologia, którą amerykańscy lewicowi historycy narzucili swoim studentom i którą powiela w swojej książce Kunicki, po prostu nie pasuje do polskiej historii.

Po zakończeniu II wojny światowej Piasecki został aresztowany przez komunistyczne władze. Można przypuszczać, że wybrał kolaborację zamiast bolesnej śmierci, która stała się udziałem tak wielu działaczy publicznych więzionych przez komunistów. Jego PAX znany był społeczeństwu jedynie dzięki swoim księgarniom i sklepom, w których można było kupić książki i artykuły religijne. W miarę upływu czasu użyteczność Piaseckiego dla komunistów zmalała. Zmarł on jako człowiek stojący daleko od władzy.

Z książki Kunickiego niewiele się można dowiedzieć o biografii polityka. Po jej przeczytaniu w dalszym ciągu nie wiem, jakim był człowiekiem, co motywowało jego posunięcia w różnych fazach życia, dlaczego zamordowano mu syna. Końcowa część publikacji nie jest nawet z nim związana: są to komentarze na temat „polskiego nacjonalizmu”. Autor sugeruje, że jest on złowrogi i niebezpieczny. Nie przedstawia żadnych dowodów na rzekomy związek pomiędzy Piaseckim a o. Tadeuszem Rydzykiem (w przeciwieństwie do PAX i jego założyciela o. Rydzyk cieszy się zaufaniem przełożonych swojego zakonu), ale ten ostatni pojawia się ni stąd, ni zowąd w końcowej części książki. Autor twierdzi, że obaj wykrojeni są z tego samego sukna (str. 185).

Marksistowskie łoże Prokrusta

Publikacja Kunickiego to próba wtłoczenia polskiej historii XX w. w marksistowskie łoże Prokrusta. Autor stara się nadać przedwojennym tekstom Piaseckiego znaczenie niewspółmierne do ich rzeczywistego zasięgu. Niewiele osób czytało tego autora przed wojną: jego „dzieła” to kilkudziesięciostronicowe broszurki drukowane przez nieznanych wydawców, niezauważone przez czasopisma o szerokim odbiorze. 64-stronicowa broszura Piaseckiego „Duch czasów nowych a Ruch Młodych”, wydrukowana przez niejakiego Wilkoszewskiego, nazwana jest „wielkim dziełem Piaseckiego (magnum opus), fundamentem jego ideologii” (str. 30). Ale jednocześnie Kunicki przyznaje, że broszurka jest „niejasna i pełna powtórzeń”. Jeżeli tak krótki tekst obfituje w powtórzenia i niejasności, trudno go określić jako wykład jakiejś spójnej ideologii.

Wydaje się, że Kunicki stara się nadać trzeciorzędnym przedwojennym tekstom znamiona ważności, aby potem móc oskarżyć Polaków o sympatię do faszyzmu. Próba przedstawienia Piaseckiego jako lidera protofaszystowskiego ruchu wpisuje się we współczesne wysiłki narzucenia Polsce dziedzictwa nietolerancji i ksenofobii. Wśród winnych Kunicki umieszcza również Kościół katolicki, bo system hierarchiczny w katolicyzmie rzekomo zachęca Polaków do rozwijania w sobie tendencji faszystowskich. Jako przykład autor znów wymienia o. Rydzyka oraz jego radio i telewizję (str. 186 i dalsze).

Niektóre stwierdzenia autora ocierają się o dezinformację, np. gdy pisze o rzekomo serdecznych stosunkach pomiędzy Janem Pawłem II i „Tygodnikiem Powszechnym”. Można tak było pisać za czasów komunizmu, gdy wszyscy, którzy zgłaszali jakieś zastrzeżenia w stosunku do panującego ustroju, zwani byli hurtowo dysydentami i przynajmniej oficjalnie nawzajem się wspierali. Ale po porozumieniach okrągłego stołu „Tygodnik” stopniowo dystansował się od papieża, który w liście skierowanym do red. Jerzego Turowicza skarżył się na brak poparcia ze strony tego pisma o katolickim podtytule. List ten (datowany na 5 kwietnia 1995 został zamieszczony w „TP” po prawie sześciu tygodniach, 14 maja 1995) ujawniał różnice pomiędzy katolicką ortodoksją, która, jak wiadomo, akceptuje hierarchiczny w swojej strukturze Kościół, a jego modernistycznymi odchyleniami. Sugerowanie anglojęzycznemu czytelnikowi, że pomiędzy papieżem a „Tygodnikiem Powszechnym” panowała harmonia, fałszuje w sposób zasadniczy narrację o polskim katolicyzmie i Janie Pawle II.

Powiew PRL

Podobnie delikatnym, ale znamiennym przeinaczeniom ulegają i inne fakty historyczne. Przykładowo na str. 83–85 mowa jest o Jerzym Borejszy, którego Kunicki określa jako „historyka” (str. 36) często wdającego się w dyskusje z katolickimi intelektualistami. To trochę tak jak nazywanie „historykiem” Lenina. Autor pomija fakt, że Borejsza był panem życia i śmierci tych intelektualistów, z którymi prowadził dyskusje. Został wyznaczony przez Sowietów do administrowania polskim życiem kulturalnym, zaś jego brat Różański był odpowiedzialny za więzienia i bezpiekę. Czytelnik amerykański dowie się z tej książki, że Borejsza był jowialnym i ujmującym rozmówcą, ale nie dowie się, iż był przede wszystkim zbrodniarzem usuwającym bezwzględnie z drogi tych, którzy nie służyli komunizmowi.

Niektóre akapity tej publikacji wydają sie przeniesione żywcem z PRL-owskiej wizji historii. Na str. 54 autor twierdzi, że rząd londyński „był bardzo słabo powiązany” z przedwojennym polskim rządem. Jeżeli tak, to w jaki sposób udało mu się utrzymać Państwo Podziemne, w którym aktywnie uczestniczyły setki tysięcy Polaków i które ujawniło się m.in. w powstaniu warszawskim? Jeszcze przed zakończeniem wojny sowieccy komuniści starali się zdelegitymizować rząd londyński, aby usprawiedliwić zerwanie z nim stosunków po odkryciu przez Niemców Katynia. Teraz Kunicki żyruje ich kłamliwą tezę.

Tego rodzaju „cyzelowanie” wydarzeń historycznych napotyka się w tej książce na każdym kroku. Autor chwali Komitet Obrony Robotników, który liczył w różnych okresach czasu od 12 do 38 członków, ale w ogóle nie wspomina o Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, którego liczebność dochodziła do kilkuset osób i który zasłużył się m.in. na polu wydawniczym. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż pominięcie ROPCiO ma korzenie ideologiczne: KOR był lewicowy, ROPCiO zaś konserwatywny.

Nierzetelność i postkolonializm

Jednak najbardziej niepokojący jest sposób, w jaki Kunicki posługuje się przypisami, które, jak wiadomo, mają weryfikować opinie i informacje. Otóż w tej książce zdarza się często, że w przypisie nie ma tego, czego można się było spodziewać, tzn. podania wiarygodnego źródła. Na str. 86 autor oznajmia, że kard. Hlond dał Piaseckiemu 500 dol. na założenie PAX, ale towarzyszący temu przypis informuje o publikacji wydanej w 2008 r., która w dodatku temu zaprzecza (str. 208). A przecież w takich sprawach potrzebne jest oryginalne źródło informacji! Kunicki sugeruje, że Piasecki flirtował ze złowrogiej pamięci Julią Brystygier (o której mówiono, że znęcała się nad więźniami, miażdżąc drzwiami ich męskie narządy płciowe), ale przypis mówi dokładnie coś innego (str. 210). Kilka opinii jest udokumentowanych przez przypis o rozmowie autora z Andrzejem Micewskim, byłym członkiem PAX, który zmarł w 2004 r. Oczywiście nie można sprawdzić wiarygodności takiej rozmowy. Tego rodzaju pokrętne argumenty nie miałyby szansy w sądzie i nie powinny jej mieć w pracy naukowej.

Bibliografia Kunickiego zawiera wiele pozycji autorstwa zadeklarowanych stalinistów, takich jak wspomniany wyżej Borejsza czy Adam Schaff, lecz brak w niej pozycji krytycznych w stosunku do marksizmu, autorstwa Wojciecha Roszkowskiego czy Marka Jana Chodakiewicza. Autor ignoruje też polskojęzyczną biografię Piaseckiego pióra Antoniego Dudka i Grzegorza Pytla (wzmianka o niej pojawia się w książce tylko jeden raz, na str. 57, i to w taki sposób, aby ją zdyskredytować). Wyrażając swoje opinie, autor powiela opinie o Polsce autorstwa takich amerykańskich naukowców jak Norman Naimark czy Brian Porter, ignorując jednocześnie opinie polskich historyków takich jak Andrzej Nowak, Jan Żaryn czy cała plejada wybitnych badaczy związanych z IPN.

Przypomina to syndrom postkolonialny tych Hindusów, którzy zasymilowali brytyjski punkt widzenia na Indie do tego stopnia, że nawet po zdobyciu niepodległości patrzą na swój kraj oczyma kolonizatora. Podobnie książka Kunickiego ignoruje polskie realia, powielając teorie stworzone za granicą i oparte na przesłankach obcych polskiej historii i rozumieniu świata.

Matriks pojęciowy

Odwołałam się na początku tej recenzji do wyrażenia „łoże Prokrusta” i muszę raz jeszcze je przypomnieć. Opinia Kunickiego, że przedwojenna Polska była krajem „protofaszystowskim”, jest próbą wtłoczenia polskiej historii w matriks pojęciowy sformułowany przez zachodnich marksizujacych teoretyków. To już nawet nie postkolonializm, ale neokolonializm, polegający na narzucaniu krajom słabszym retorycznie syndromu sztokholmskiego. Książka Kunickiego reprezentuje taki stosunek do historii, w którym kraje i narody słabsze są postrzegane przez pryzmat teorii politycznych, z którymi w ich własnym poczuciu nie mają nic wspólnego. To jest nastawienie ludzi, którzy nie znając nawet dobrze języka polskiego, mówią Polakom: „Nauczymy was, czym była wasza historia”. Używając staroświeckiej metafory, duch dziejów Polski był i pozostał republikański, jednak ten duch jest bardzo obcy tym historykom, którzy z taka pewnością siebie objaśniają Polakom, jak ci powinni patrzeć na swoje dzieje.

Na końcu książki autor zauważa, że „memoranda Piaseckiego były wytworem głęboko zideologizowanego umysłu, działającego na krawędzi obsesji”. To samo można powiedzieć o recenzowanej publikacji.

Przez Polskę od czasu do czasu przelewa się fala oburzenia na uporczywe pojawianie się w prasie amerykańskiej czy niemieckiej wyrażenia „polskie obozy koncentracyjne”. Wiosną 2013 r. oburzenie wzbudził niemiecki serial telewizyjny „Unsere Väter, unsere Mutter”. Tego rodzaju zjawiska to szczyt góry lodowej, którego fundamentem są książki naukowe produkowane przez cieszących się poważaniem profesorów prestiżowych uniwersytetów USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Bowiem w społeczeństwach postchrześcijańskich najwyższym autorytetem są dzieła uniwersyteckich znawców.

Nowy historyk neokolonialny

W Stanach Zjednoczonych część niewielkiej grupki akademickich historyków zajmujących się Polską stworzyła o naszym kraju narrację typowo neokolonialną, narrację zamkniętą na perspektywy znacznej części polskich historyków, otwartą zaś na interesy i tradycje narodów potężniejszych niż Polacy i obojętnie lub niechętnie ustosunkowanych do polskiej pamięci historycznej. Neokolonializm XXI w. zaczyna się od kontroli dyskursu, czyli od dążenia do kolektywnej zgody cieszących się największym prestiżem intelektualistów świata (w tym historyków) na to, które fakty należy uznać za ważne, a które należy pominąć, wrzucając je do worka niepamięci. Polscy naukowcy nie zdołali jak dotychczas tego neokolonialnego dyskursu skorygować, bo ich głos jest słabo słyszalny za granicą (tłumaczenia!) i nie mają oni dostępu do prestiżowych wydawnictw anglojęzycznych.

Swoją książką o Piaseckim Mikołaj Kunicki (doktorant Normana Naimarka zajmującego Katedrę Historii Wschodniej Europy na Stanfordzie, tę samą katedrę, z której Norman Davies został wymanewrowany w 1986 r.) dołączył do grupy historyków tworzących narrację neokolonialną o Polsce.

Ewa Thompson

Angielska wersja tej recenzji została opublikowana w „Sarmatian Review”, t. 33, nr 3 (wrzesień 2013)

*Ewa Thompson, profesor literatury porównawczej i slawistyki na Rice University w Houston. W Polsce publikuje m.in. w „Arcanach”, a w USA m.in. w „The Washington Times”, „Slavic Review”, „Houston Chronicle„. Jest redaktorem kwartalnika „Sarmatian Review”.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu „Nowa Konfederacja”, w najnowszym numerze internetowego tygodnika idei. W tym wydaniu również między innymi teksty prof. Jadwigi Staniszkis, Rafała Matyi i rozmowa z niemieckim prawnikiemi i ekonomistą Markusem C. Kerberem.

Fot. Owlnet.rice.edu

W Stanach Zjednoczonych część niewielkiej grupki akademickich historyków zajmujących się Polską stworzyła o naszym kraju narrację typowo neokolonialną, narrację zamkniętą na perspektywy znacznej części polskich historyków, otwartą zaś na interesy i tradycje narodów potężniejszych niż Polacy i obojętnie lub niechętnie ustosunkowanych do polskiej pamięci historycznej – pisze prof. Ewa Thompson.

Uniwersytet Ohio w USA jest jedynym bodajże amerykańskim uniwersytetem, który w swoim wydawnictwie posiada niewielką serię polską. Jej kierownikiem naukowym jest Gillian Berchowitz. W roku 2012 została w niej wydana książka Mikołaja Stanisława Kunickiego „Between the Brown and the Red: Nationalism, Catholicism and Communism in 20th Century Poland. The Politics of Boleslaw Piasecki” (Pomiędzy brązem a czerwienią. Nacjonalizm, katolicyzm, komunizm w Polsce XX w. Kariera polityczna Bolesława Piaseckiego). Piasecki (1915–1979), aktywista i polityk drugiego szeregu w okupowanej przez Sowietów Polsce, znany jest głównie jako założyciel quasi-katolickiego stowarzyszenia PAX. Szyld cieszył się wyjątkowymi przywilejami w kraju, w którym większość innych katolickich organizacji była marginalizowana lub wręcz prześladowana. W wywiadzie przeprowadzonym w lutym 2013 r. pisarz Marek Nowakowski wyraził opinię, że celem PAX była destrukcja Kościoła katolickiego w Polsce.

Bez wartości biograficznej

Kunicki rozpoczyna narrację od działalności Piaseckiego przed II wojną światową. Z jego opowieści wynika, że polityk zmieniał organizacje i ich nazwy w sposób przypominający tworzenie partii kanapowych w Polsce po 1989 r. Autor przyznaje, że zarówno endecja, jak i hierarchia Kościoła katolickiego nie zwracały większej uwagi na grupki, do których należał Piasecki, ale z drugiej strony obsesyjnie prezentuje działacza jako wielkie niebezpieczeństwo dla Polski: „Jako przywódca małej grupy faszystowskiej Piasecki kreował obraz Polski jako kraju protototalitarnego” (str. 3). Piasecki nie był członkiem ani polskiej prawicy, ani lewicy – należy pamiętać, że był więziony w Berezie Kartuskiej wraz z mniejszościowymi radykałami i komunistami. Terminologia, którą amerykańscy lewicowi historycy narzucili swoim studentom i którą powiela w swojej książce Kunicki, po prostu nie pasuje do polskiej historii.

Po zakończeniu II wojny światowej Piasecki został aresztowany przez komunistyczne władze. Można przypuszczać, że wybrał kolaborację zamiast bolesnej śmierci, która stała się udziałem tak wielu działaczy publicznych więzionych przez komunistów. Jego PAX znany był społeczeństwu jedynie dzięki swoim księgarniom i sklepom, w których można było kupić książki i artykuły religijne. W miarę upływu czasu użyteczność Piaseckiego dla komunistów zmalała. Zmarł on jako człowiek stojący daleko od władzy.

Z książki Kunickiego niewiele się można dowiedzieć o biografii polityka. Po jej przeczytaniu w dalszym ciągu nie wiem, jakim był człowiekiem, co motywowało jego posunięcia w różnych fazach życia, dlaczego zamordowano mu syna. Końcowa część publikacji nie jest nawet z nim związana: są to komentarze na temat „polskiego nacjonalizmu”. Autor sugeruje, że jest on złowrogi i niebezpieczny. Nie przedstawia żadnych dowodów na rzekomy związek pomiędzy Piaseckim a o. Tadeuszem Rydzykiem (w przeciwieństwie do PAX i jego założyciela o. Rydzyk cieszy się zaufaniem przełożonych swojego zakonu), ale ten ostatni pojawia się ni stąd, ni zowąd w końcowej części książki. Autor twierdzi, że obaj wykrojeni są z tego samego sukna (str. 185).

Marksistowskie łoże Prokrusta

Publikacja Kunickiego to próba wtłoczenia polskiej historii XX w. w marksistowskie łoże Prokrusta. Autor stara się nadać przedwojennym tekstom Piaseckiego znaczenie niewspółmierne do ich rzeczywistego zasięgu. Niewiele osób czytało tego autora przed wojną: jego „dzieła” to kilkudziesięciostronicowe broszurki drukowane przez nieznanych wydawców, niezauważone przez czasopisma o szerokim odbiorze. 64-stronicowa broszura Piaseckiego „Duch czasów nowych a Ruch Młodych”, wydrukowana przez niejakiego Wilkoszewskiego, nazwana jest „wielkim dziełem Piaseckiego (magnum opus), fundamentem jego ideologii” (str. 30). Ale jednocześnie Kunicki przyznaje, że broszurka jest „niejasna i pełna powtórzeń”. Jeżeli tak krótki tekst obfituje w powtórzenia i niejasności, trudno go określić jako wykład jakiejś spójnej ideologii.

Wydaje się, że Kunicki stara się nadać trzeciorzędnym przedwojennym tekstom znamiona ważności, aby potem móc oskarżyć Polaków o sympatię do faszyzmu. Próba przedstawienia Piaseckiego jako lidera protofaszystowskiego ruchu wpisuje się we współczesne wysiłki narzucenia Polsce dziedzictwa nietolerancji i ksenofobii. Wśród winnych Kunicki umieszcza również Kościół katolicki, bo system hierarchiczny w katolicyzmie rzekomo zachęca Polaków do rozwijania w sobie tendencji faszystowskich. Jako przykład autor znów wymienia o. Rydzyka oraz jego radio i telewizję (str. 186 i dalsze).

Niektóre stwierdzenia autora ocierają się o dezinformację, np. gdy pisze o rzekomo serdecznych stosunkach pomiędzy Janem Pawłem II i „Tygodnikiem Powszechnym”. Można tak było pisać za czasów komunizmu, gdy wszyscy, którzy zgłaszali jakieś zastrzeżenia w stosunku do panującego ustroju, zwani byli hurtowo dysydentami i przynajmniej oficjalnie nawzajem się wspierali. Ale po porozumieniach okrągłego stołu „Tygodnik” stopniowo dystansował się od papieża, który w liście skierowanym do red. Jerzego Turowicza skarżył się na brak poparcia ze strony tego pisma o katolickim podtytule. List ten (datowany na 5 kwietnia 1995 został zamieszczony w „TP” po prawie sześciu tygodniach, 14 maja 1995) ujawniał różnice pomiędzy katolicką ortodoksją, która, jak wiadomo, akceptuje hierarchiczny w swojej strukturze Kościół, a jego modernistycznymi odchyleniami. Sugerowanie anglojęzycznemu czytelnikowi, że pomiędzy papieżem a „Tygodnikiem Powszechnym” panowała harmonia, fałszuje w sposób zasadniczy narrację o polskim katolicyzmie i Janie Pawle II.

Powiew PRL

Podobnie delikatnym, ale znamiennym przeinaczeniom ulegają i inne fakty historyczne. Przykładowo na str. 83–85 mowa jest o Jerzym Borejszy, którego Kunicki określa jako „historyka” (str. 36) często wdającego się w dyskusje z katolickimi intelektualistami. To trochę tak jak nazywanie „historykiem” Lenina. Autor pomija fakt, że Borejsza był panem życia i śmierci tych intelektualistów, z którymi prowadził dyskusje. Został wyznaczony przez Sowietów do administrowania polskim życiem kulturalnym, zaś jego brat Różański był odpowiedzialny za więzienia i bezpiekę. Czytelnik amerykański dowie się z tej książki, że Borejsza był jowialnym i ujmującym rozmówcą, ale nie dowie się, iż był przede wszystkim zbrodniarzem usuwającym bezwzględnie z drogi tych, którzy nie służyli komunizmowi.

Niektóre akapity tej publikacji wydają sie przeniesione żywcem z PRL-owskiej wizji historii. Na str. 54 autor twierdzi, że rząd londyński „był bardzo słabo powiązany” z przedwojennym polskim rządem. Jeżeli tak, to w jaki sposób udało mu się utrzymać Państwo Podziemne, w którym aktywnie uczestniczyły setki tysięcy Polaków i które ujawniło się m.in. w powstaniu warszawskim? Jeszcze przed zakończeniem wojny sowieccy komuniści starali się zdelegitymizować rząd londyński, aby usprawiedliwić zerwanie z nim stosunków po odkryciu przez Niemców Katynia. Teraz Kunicki żyruje ich kłamliwą tezę.

Tego rodzaju „cyzelowanie” wydarzeń historycznych napotyka się w tej książce na każdym kroku. Autor chwali Komitet Obrony Robotników, który liczył w różnych okresach czasu od 12 do 38 członków, ale w ogóle nie wspomina o Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, którego liczebność dochodziła do kilkuset osób i który zasłużył się m.in. na polu wydawniczym. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż pominięcie ROPCiO ma korzenie ideologiczne: KOR był lewicowy, ROPCiO zaś konserwatywny.

Nierzetelność i postkolonializm

Jednak najbardziej niepokojący jest sposób, w jaki Kunicki posługuje się przypisami, które, jak wiadomo, mają weryfikować opinie i informacje. Otóż w tej książce zdarza się często, że w przypisie nie ma tego, czego można się było spodziewać, tzn. podania wiarygodnego źródła. Na str. 86 autor oznajmia, że kard. Hlond dał Piaseckiemu 500 dol. na założenie PAX, ale towarzyszący temu przypis informuje o publikacji wydanej w 2008 r., która w dodatku temu zaprzecza (str. 208). A przecież w takich sprawach potrzebne jest oryginalne źródło informacji! Kunicki sugeruje, że Piasecki flirtował ze złowrogiej pamięci Julią Brystygier (o której mówiono, że znęcała się nad więźniami, miażdżąc drzwiami ich męskie narządy płciowe), ale przypis mówi dokładnie coś innego (str. 210). Kilka opinii jest udokumentowanych przez przypis o rozmowie autora z Andrzejem Micewskim, byłym członkiem PAX, który zmarł w 2004 r. Oczywiście nie można sprawdzić wiarygodności takiej rozmowy. Tego rodzaju pokrętne argumenty nie miałyby szansy w sądzie i nie powinny jej mieć w pracy naukowej.

Bibliografia Kunickiego zawiera wiele pozycji autorstwa zadeklarowanych stalinistów, takich jak wspomniany wyżej Borejsza czy Adam Schaff, lecz brak w niej pozycji krytycznych w stosunku do marksizmu, autorstwa Wojciecha Roszkowskiego czy Marka Jana Chodakiewicza. Autor ignoruje też polskojęzyczną biografię Piaseckiego pióra Antoniego Dudka i Grzegorza Pytla (wzmianka o niej pojawia się w książce tylko jeden raz, na str. 57, i to w taki sposób, aby ją zdyskredytować). Wyrażając swoje opinie, autor powiela opinie o Polsce autorstwa takich amerykańskich naukowców jak Norman Naimark czy Brian Porter, ignorując jednocześnie opinie polskich historyków takich jak Andrzej Nowak, Jan Żaryn czy cała plejada wybitnych badaczy związanych z IPN.

Przypomina to syndrom postkolonialny tych Hindusów, którzy zasymilowali brytyjski punkt widzenia na Indie do tego stopnia, że nawet po zdobyciu niepodległości patrzą na swój kraj oczyma kolonizatora. Podobnie książka Kunickiego ignoruje polskie realia, powielając teorie stworzone za granicą i oparte na przesłankach obcych polskiej historii i rozumieniu świata.

Matriks pojęciowy

Odwołałam się na początku tej recenzji do wyrażenia „łoże Prokrusta” i muszę raz jeszcze je przypomnieć. Opinia Kunickiego, że przedwojenna Polska była krajem „protofaszystowskim”, jest próbą wtłoczenia polskiej historii w matriks pojęciowy sformułowany przez zachodnich marksizujacych teoretyków. To już nawet nie postkolonializm, ale neokolonializm, polegający na narzucaniu krajom słabszym retorycznie syndromu sztokholmskiego. Książka Kunickiego reprezentuje taki stosunek do historii, w którym kraje i narody słabsze są postrzegane przez pryzmat teorii politycznych, z którymi w ich własnym poczuciu nie mają nic wspólnego. To jest nastawienie ludzi, którzy nie znając nawet dobrze języka polskiego, mówią Polakom: „Nauczymy was, czym była wasza historia”. Używając staroświeckiej metafory, duch dziejów Polski był i pozostał republikański, jednak ten duch jest bardzo obcy tym historykom, którzy z taka pewnością siebie objaśniają Polakom, jak ci powinni patrzeć na swoje dzieje.

Na końcu książki autor zauważa, że „memoranda Piaseckiego były wytworem głęboko zideologizowanego umysłu, działającego na krawędzi obsesji”. To samo można powiedzieć o recenzowanej publikacji.

Przez Polskę od czasu do czasu przelewa się fala oburzenia na uporczywe pojawianie się w prasie amerykańskiej czy niemieckiej wyrażenia „polskie obozy koncentracyjne”. Wiosną 2013 r. oburzenie wzbudził niemiecki serial telewizyjny „Unsere Väter, unsere Mutter”. Tego rodzaju zjawiska to szczyt góry lodowej, którego fundamentem są książki naukowe produkowane przez cieszących się poważaniem profesorów prestiżowych uniwersytetów USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Bowiem w społeczeństwach postchrześcijańskich najwyższym autorytetem są dzieła uniwersyteckich znawców.

Nowy historyk neokolonialny

W Stanach Zjednoczonych część niewielkiej grupki akademickich historyków zajmujących się Polską stworzyła o naszym kraju narrację typowo neokolonialną, narrację zamkniętą na perspektywy znacznej części polskich historyków, otwartą zaś na interesy i tradycje narodów potężniejszych niż Polacy i obojętnie lub niechętnie ustosunkowanych do polskiej pamięci historycznej. Neokolonializm XXI w. zaczyna się od kontroli dyskursu, czyli od dążenia do kolektywnej zgody cieszących się największym prestiżem intelektualistów świata (w tym historyków) na to, które fakty należy uznać za ważne, a które należy pominąć, wrzucając je do worka niepamięci. Polscy naukowcy nie zdołali jak dotychczas tego neokolonialnego dyskursu skorygować, bo ich głos jest słabo słyszalny za granicą (tłumaczenia!) i nie mają oni dostępu do prestiżowych wydawnictw anglojęzycznych.

Swoją książką o Piaseckim Mikołaj Kunicki (doktorant Normana Naimarka zajmującego Katedrę Historii Wschodniej Europy na Stanfordzie, tę samą katedrę, z której Norman Davies został wymanewrowany w 1986 r.) dołączył do grupy historyków tworzących narrację neokolonialną o Polsce.

Ewa Thompson

Angielska wersja tej recenzji została opublikowana w „Sarmatian Review”, t. 33, nr 3 (wrzesień 2013)

*Ewa Thompson, profesor literatury porównawczej i slawistyki na Rice University w Houston. W Polsce publikuje m.in. w „Arcanach”, a w USA m.in. w „The Washington Times”, „Slavic Review”, „Houston Chronicle„. Jest redaktorem kwartalnika „Sarmatian Review”.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu „Nowa Konfederacja”, w najnowszym numerze internetowego tygodnika idei. W tym wydaniu również między innymi teksty prof. Jadwigi Staniszkis, Rafała Matyi i rozmowa z niemieckim prawnikiemi i ekonomistą Markusem C. Kerberem.

Fot. Owlnet.rice.edu

 

Źródło: http://rebelya.pl/post/4924/ewa-thompson-jak-z-polakow-zrobic-faszystow-7

Tagi , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.