Dwie Róże. Róża Maria
Sapieha i święta Róża z Limy


RóżaDziś (02 września 2013) mija 69. rocznica śmierci księżniczki i sanitariuszki, której niezwykła uroda oraz wytworność była przedmiotem westchnień młodzieńców i zazdrości niektórych przedwojennych dziewcząt. Młodzieńcy uparcie zabiegali o jej względy, a wśród nich był pewien desperat biorący myślenie życzeniowe za rzeczywistość.

 

Róża Maria Sapieha przyszła na świat w dniu 19 stycznia 1921 w miejscowości Bobrek koło Oświęcimia, która współczesnym kojarzy się raczej z ludowym obraźnictwem. Jej matką była Teresa z Sobańskich, zaś ojcem – Adam Zygmunt Sapieha, jeden z pierwszych austro-węgierskich lotników podczas I wojny światowej, a od 1924 roku oficer rezerwy 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Jej zwierzchnikiem był zaś Henryk Lenk (1894- 1969) dr medycyny major – podpułkownik, który w 1918 roku jako ochotnik wstąpił do 21. Pułku Piechoty Wojska Polskiego.
Róża Maria była sanitariuszką oddziału „Bakcyl” (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej). Do oddziału należeli też inni znani sanitariusze: urodzony w Równem w 1930 roku, a zmarły przed kilkoma miesiącami prof. dr hab. Zbigniew Słomko, późniejszy kierownik Katedry Perinatologii i Ginekologii oraz Kliniki Perinatologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, a także Teresa Hagmajer, która w latach okupacji uczyła się na tajnych kompletach w Gimnazjum im. Cecylii Plater. Wraz z grupą kobiet z Konfederacji Narodu brała udział w akcji Międzyorganizacyjnego Porozumienia Pomocy Więźniom. Żywność pozyskiwały z pomocą rodzin w zaprzyjaźnionych majątkach, m.in. Wyleżyńskich w Wielgolesie.
Róża Maria Sapieha poległa 2 września 1944 roku na ulicy Malczewskiego w Warszawie i tu właśnie dzisiaj sprowadziła mnie pamięć o niej. Trzy dni wcześniej (obecnie 23 sierpnia) Kościół obchodził dzień świętej Róży Limańskiej, dominikanki, żyjącej w pierwszej połowie XVII wieku, która wprawdzie na chrzcie świętym otrzymała imię ku czci świętej Izabeli, ale – jak głosi legenda – jej matka ujrzała pewnego razu nad obliczem drzemiącego dziecięcia unoszący się wonny kwiat, a wszyscy odtąd nazywali dziewczynkę Różą. Piękne dziewczątko było pociechą swych rodziców. Od szóstego roku życia trzy razy w tygodniu pościła o chlebie i wodzie, sypiała tylko na twardych deskach. Nie dbała o doczesne radości, zawsze gotowa nieść pomoc potrzebującym i serdecznym słowem ich wspierać. Matka dumna z piękności córki, namawiała ją bez ustanku, aby więcej dbała o stroje.
Różą odznaczała się głęboką wiarą i pobożnością. Jako młode dziewczę unikała zbędnego przepychu i obdarowywała hojnie biednych. Mając trzydzieści dwa lata zachorowała śmiertelnie, a ból trapił ją przeogromny. Wymawiając słowa: „Jezu, stój przy mnie”, umarła dnia 24 sierpnia roku 1617. Jej twarz jaśniała uśmiechem i niezrównaną pięknością, więc sądzono, że jeszcze nie umarła. Natłok pielgrzymów chcących ujrzeć zgasłą przedwcześnie Różę był ogromny. Klemens IX zaliczył Różę Limańską do grona błogosławionych, a Klemens X ogłosił ją świętą. Uważana jest za prekursorkę służby społecznej w Peru.
Dwie niezwykłej urody Róże z dwóch oddalonych od siebie niespokojnych epok okazywały – każda na swój sposób – dobroć i miłosierdzie. Każda z nich oddała życie dla sprawy. Czy dzisiejsze „autorytety” – gdyby zaistniała potrzeba – uczyniłyby to samo?
Marta Cywińska

Źródło: http://www.prawy.pl

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.