Domek Napoleona


Domek Napoleona

Domek Napoleona

Domek Napoleona od prawie dwustu lat owiany jest tajemnicą…

Widziano… bywano… opowiadano, ale  nigdy nic pewnego. To budynek dawnej komory celnej, położony zaledwie w odległości 9 km od granicy między Królestwem Kongresowym a Rosją w latach 1815-1918.Przypomnijmy, iż po upadku powstania listopadowego granica administracyjna stała się także granicą celną.

Budynek pamiętam doskonale, choć jest to fotografia pamięci sprzed wielu lat. Intrygujący kopulasty dach. Klasycystyczny portyk. Ściany zwężające się ku górze.

W XIX wieku krążyła na temat Domku pewna legenda. Otóż powtarzano, że zatrzymał się tu sam Napoleon w czasie wyprawy na Moskwę i tutaj również w dramatycznych okolicznościach rozstał się z Marią Walewską.

Swego czasu odnalazłam przynajmniej kilka legend kresowych dotyczących  bytności Napoleona w dworach, pałacach, drobniejszych domostwach. Tym oto sposobem, Napoleon musiałby nocować w tym samym czasie w kilku miejscach jednocześnie i to znacznie od siebie oddalonych. Tym samym musiałaby i Maria Walewska wabić go w kilku alkowach o jednakiej porze…

To niedorzeczna, lecz zarazem „wygodna” legenda przy niedoborze białostockich legend miejskich. Tym bardziej, iż Napoleon nigdy w Białymstoku nie bywał. Zmarł nim  Domek wybudowano.

W latach 70-tych zamiast legend krążyły o Domku barwne opowieści z niewidzialnym, jaskrawym(!) neonem w tle.

Gdy po studiach wróciłam do Białegostoku przez chwilę żyłam w złudnym przekonaniu, że Domek można ożywić w duchu kultury francuskiej i  uczynić miejscem tematycznych spotkań dla elity. Gdzie elity było szukać? W kim  – naturalnej potrzeby obcowania się z pięknem kultury i literatury francuskiej akurat w klasycystycznym wnętrzu? Wydawało mi się jeszcze wówczas , o ironio! – że Białemustokowi  będzie potrzebna moja romanistyczna wiedza oraz ideały. Tym sposobem kolejna Siłaczka przeżyła  rozczarowanie na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia i zaczęła się zastanawiać się nad  studiami doktoranckimi na  Sorbonie. Los jednak  napisał zupełnie inny geograficznie scenariusz.

Dziesięć lat później niektórym dotkliwie zaczęła przeszkadzać moja wiedza romanistyczna w konfiguracji z kolejnym wykształceniem i publikacjami z kilku innych dziedzin, w myśl schematu, że romanistka poza romanistykę nie ma prawa wykraczać na ziemiach,przez które ponoć Napoleon przechodził.

Po raz ostatni w  Domku Napoleona byłam na początku lat 90-tych z francuskimi gośćmi na tradycyjnym polskim obiedzie. Zadziwieni nie  mogli pojąć dlaczego kelner natychmiast postawił przed nimi po kieliszku wódki, a jako przystawkę podał śledzia „w akompaniamencie” szklanki rozrzedzonego soku pomarańczowego i  sążnistego kubka gorącej herbaty. Nie zamawiali tego!

Obiad dokończyliśmy w kilka dni później w restauracji „Nos Ancêtres les Gaulois”, kilka przecznic od katedry Notre-Dame.

Marta Cywińska

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.