Cmentarz Farny latem…


Cmentarz Farny… to największy wyraz samotności tam spoczywających, ale i tych,którzy ich odwiedzają. Nigdzie nie widać świeżych kwiatów, na grobach jedynie pozostałości po dawno przepalonych lampkach. Przed oczyma dwa nakładają się na siebie obrazy: Cmentarz Farny latem i w dniu Wszystkich Świętych.

A przecież to jedna z najstarszych nekropolii w Białymstoku, założona w 1886 przez księdza dziekana Wilhelma Szwarca, który został też tu pochowany.

Idziemy przez cmentarz niespiesznie, przyglądając się nazwiskom wrytym na nagrobkach. Jaka szkoda, że rzadko można dowiedzieć się czegokolwiek o przymiotach ducha, proweniencji  czy zasługach danej osoby. Może zbyt emocjonalnie czytałam zasługi zmarłych zapisane z wylewnością na powązkowskich nagrobkach?

W tej chwili właśnie  lunął rzęsisty deszcz i musieliśmy się schronić. Cóż,  okazało się, że przy wejściu głównym do kaplicy cmentarnej pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela nie ma już daszka i strugi deszczu zaczęły spływać nam po twarzach jak kaskada łez.Tak oto staliśmy tak w drzwiach do kościoła i patrzyliśmy  na cmentarz pogrążony w półmroku.

Nie zdążyliśmy odwiedzić kwater rodziny Wieczorków, Ellertów, Kitszelów ani Feliksa Filipowicza, Jadwigi Klimkiewiczowej, Józefa Dobrogosta, Feliksa Szymborskiego, Władysława Olszyńskiego i doktor Ireny Białówny, ani obrońców Białegostoku z 1920 roku oraz roku 1939.Przyjechaliśmy tu groby na rodzinne, by każdemu z Nieodżałowanych położyć bukiet i zapalić lampkę. Wspominać ich opowieści, dzieje, powiedzonka, perypetie, zasługi, tęsknoty, marzenia, uczynki. Gdy nadchodzi czas wszystkich Świętych, jest tu zbyt tłoczno. Tak bardzo lubię ten cmentarz, uroczysty, w zieleni. Jest wielokrotną lekcją historii i wspomnień o Tych, których tak bardzo mi brak. Nie mogę skupić się niestety na Cmentarzu Miejskim – bolą mnie oczy na widok zwalistych marmurów,  wielkich złotych liter. Dziwnie się czuję, gdy patrzę na tamtejszą „poprawianą” aleję zasłużonych z doczepianymi po latach krzyżami.

Przed laty, przy bramie głównej Cmentarza Farnego widziałam biały, długi i spłaszczony samochód dla nowożeńców. Na masce siedziały zwrócone ku sobie dzióbkami wypchane gołąbki, jeden – w welonie, lekko na bakier, drugi  – w małym. czarnym cylinderku. Przeraźliwa cisza wokół i tylko wietrzyk,wietrzyk w welonie…

Marta Cywińska

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.