Bez wieży


DSC05079Kościół świętego Wojciecha był ulubionym kościołem mojego dzieciństwa. Nad ołtarzem czuwał Chrystus w błękitach i wydawało mi się, że w tle widać podczas Mszy Świętej kawałek prawdziwego, gwiaździstego nieba. Nieba wewnątrz kościoła, który daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że zły świat jest bardzo daleko, że dziecku nic stać się nie może i że kościół świętego Wojciecha będzie tu trwał na zawsze. W NIEZMIENNEJ postaci.

Dorosłość to rozczarowanie i stracone złudzenia. Fizyczne odczuwanie przemijania i nieuchronności.

Kiedy wracam pamięcią do wystroju wnętrza kościoła świętego Wojciecha, czuję się silniejsza duchem i wzruszona zarazem. Pamiętam, jak z Mamą odwiedzałyśmy księdza profesora Stanisława Piotrowskiego  w pobliskim Seminarium. Przywołuję po wielokroć przez minione lata, Jego niezwykłą przenikliwość i Jego przesłania. Gdy byłam dzieckiem, mówił do mnie zawsze „Martuchno”. Tak też zwracał się do mnie jako do osoby dorosłej. Troszczył się i przestrzegał, przewidując zasięg i przejawy zła. Ksiądz Profesor był jednym z najwspanialszych ludzi, jaki w życiu poznałam.Udzielał mi mądrych, przenikliwych rad. Darzyłam go szczególną atencją i nigdy Go nie zapomnę.

Kościół świętego Wojciecha ma ciekawą historię – jej wszystkie szczegóły pozostawmy jednak pozbawionym emocji relacjom historyków. Wyjątkiem niech będzie informacja, iż pierwsze nabożeństwo katolickie zostało odprawione w kościele świętego Wojciecha 31 października 1944 roku w intencji osiemnastu tysięcy Polaków pomordowanych i pochowanych w białostockiej Grabówce W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego wieku kościół mojego dzieciństwa był kościołem seminaryjnym. Każdy Rektor Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego był rektorem kościoła – wśród nich wspaniały ksiądz profesor Stanisław Piotrowski! W 1961 roku rekolekcje dla inteligencji prowadził tu przyszły papież Jan Paweł II. W dniu Matki Bożej Częstochowskiej A.D. 1979, dekretem Kurii Arcybiskupiej w Białymstoku została erygowana parafia pod wezwaniem św. Wojciecha.

W kościele mojego dzieciństwa chętnie śpiewałam kolędy. A dorosłość może już tylko płakać patrząc na spalony dach kościoła świętego Wojciecha.

Na nieistniejącą wieżę.

Smutek smutków.

I pytanie o przyczyny pożaru… I odpowiedź…

Marta Cywińska

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.