Pełna kultura, czyli debata polityczna
w studiu

kapuchaPREZENTER: Dziś w naszym studiu gościmy panów Wincentego Małolepszego i Stefana Zdrożnego. Dzisiejszy temat to stan polskich dróg. Panie Małolepszy, co ma nam pan do powiedzenia?

WINCENTY MAŁOLEPSZY: Tak naprawdę nasze drogi są w całkiem niezłym stanie. Porównując je z tymi w Etiopii powiedziałbym, że są wręcz doskonałe. Nie chwaląc się, jest to zasługa mojej partii…

STEFAN ZDROŻNY: Szanowny pan raczy żartować. To moja partia…

WINCENTY MAŁOLEPSZY: Pana partia…

STEFAN ZDROŻNY: Moja partia…

PREZENTER: Panowie, oboje wiemy, że to pan Małolepszy ma rację. Panie Zdrożny, proszę siedzieć cicho, jeszcze poprosimy pana o zdanie. Drogi panie Wincencie, proszę kontynuować.

WINCENTY MAŁOLEPSZY: Tak więc jak już mówiłem, stan naszych dróg jest dobry. Dzięki mojej partii możemy jeździć bezpiecznie, nie natrafiając na żadne dziury. Niestety są partie, które usiłują hamować postęp. Nie będę ich tu wymieniał z nazwy, ale… Continue reading

Planty pod Parlamentem

parc.leopold.etangFizycznie coraz bardziej oddalam się od Białegostoku, duchowo znowu jestem coraz bliżej. Tęsknię za dobrymi ludźmi, którzy tu zostali. Za…

Moje brukselskie okna wychodzą na wysmakowany park, którego gałązki drzew sięgają pierwszej pustki pod oknami Parlamentu Europejskiego. Szum  samochodów w godzinie szczytu i zapach świeżych bagietek z pobliskiej sklepo-piekarenki niewiele ma wspólnego z poetyką prawdziwego domu, Nawet wyobrażonego. Królewskie Muzea są na wyciągnięcie dłuuuuuuuuugiej ręki, a  poranna mżaweczka nie spłoszy świeżych i nieświeżych dyplomatów wysiadających tłumnie z równie tłumnych samochodów, dla których Rue Wiertz prowadząca do Parlamentu Europejskiego jest świetlistą drogą ku wielkim pieniądzom i niedotrzymanym obietnicom.

By delektować się poetyką Brukseli, wystarczy z zamkniętymi oczyma minąć opasły budynek Parlamentu (chodniki są tak spójne , że aż nie wypada się na nich przewrócić),  wejść w mgliste zieloności parku obok liceum Jacquemain… i już mijamy posąg bogini Euro przy wejściu głównym do Parlamentu. Continue reading

Lekcje w liceum A.D. 2030

czaszka

  Matematyka

 – Drodzy uczniowie, dzisiaj zaczynamy chyba najtrudniejszy dział: mnożenie przez 2. Wiem, że wielu z was może sprawiać to kłopot, dlatego będziemy omawiać to aż do matury. Pamiętajcie, że jeżeli jej nie zdacie, czyli nie zdobędziecie tego jednego wymaganego punktu to nie szkodzi, bowiem liczy się to, że podejdziecie. Najważniejsze jest to, że przez te dwa i pół roku zrozumieliście jak oblicza się 1 + 1. A teraz pokażę wam, co to jest dwa.Pewnie widzieliście kiedyś łabędzie. To takie białe ptaki. Dwa wygląda podobnie. Będziecie mieli niestety tylko miesiąc, by nauczyć się, jak wygląda, ale mam nadzieję, że sobie poradzicie. Jak nie, nie szkodzi, wasi mamusie i tatusiowie będą pisać za was. Rysujemy więc łabądka…

Język polski

 – Gołąbki wy moje kochane, po wczorajszym czytaniu ze zrozumieniem utworu ,,Wlazł kotek na płotek” przejdziemy do najambitniejszej lektury w liceum, ,,Kubusia Puch…”, przepraszam, wzięłam program sprzed dziesięciu lat. Miałam oczywiście na myśli ,,Wesołego kwiatuszka Mimi”. Ma to całe dwie strony i zanim to przeliterujecie miną dwa miesiące. Ale nie martwcie się, każda strona formatu A5 jest zapisana czcionką wielkości 28, więc wierzę w was. To piękna historia o uśmiechającym się kwiatku, to arcydzieło literatury światowej. Oczywiście to dość trudna lektura i nie musicie jej czytać, ale na kolanach was proszę, spróbujcie. Continue reading

SKRZYDŁA NAD HOTELEM RITZ

Ritz 1Ile to już lat minęło od wieczoru, w którym Hotel Branicki zamienił się  na kilka godzin w Hotel Ritz! Socjeta białostocka przybyła wówczas na promocję mojej książki Skrzydła nad Transylwanią. Nie zabrakło również postaci, które znalazły się – nawet jeśli tylko metaforycznie – w książce, choć dziwnym zbiegiem okoliczności przynajmniej kilku „genderowych Piotrusiów” utożsamiało się wówczas z Apollo Parnasiusem, kilku pisarzy – z Jalelem a z piękną Eleną  – kilka egzaltowanych Rumunek transylwańskich i ze dwie Podlasianki. Czy naprawdę tak trudni postawić mur między postacią fikcyjna, stanowiącą collage dziesiątek innych i postacią rzeczywistą, która sama wdrapałaby się na dziesiąte piętro wieżowca, byleby tylko wejść do literatury? Czytelniczki Pudelka i Życia na gorąco zgłębiały  tylko po to Skrzydła nad Transylwanią, żeby wyłowić i przeplotkować  wątki autobiograficzne przypisywane autorce.

A ja za Transylwanią tęsknię i dalej wierzę, że podziemne korytarze Hotelu Ritz do niej prowadzą! Wystarczyło przekroczyć zdobne drzwi budynku na rogu ulic Inflanckiej oraz Instytuckiej pod numerem 68a, między Pałacykiem Gościnnym i Pałacem Branickich. Babcia wielokrotnie opowiadała mi o bywalcach Hotelu Ritz – uwieczniłam ich na kartach powieści. Sam budynek miał ponoć wdzięk dżentelmena – neobarokowy, z elementami eklektyzmu. Continue reading

Opera pod lianami

DżunglaDożyłam czasów głuchych i ślepych na Piękno. Wiele miejsc białostockich otaczam do dziś wspomnieniami muzycznymi. I właśnie przez pryzmat muzycznych wspomnień powracam kartograficzną wręcz  pamięcią do Białegostoku końca lat osiemdziesiątych. Wtedy  jeszcze z niezmąconą radością potrafiłam słuchać  sonat da Camera na skrzypce i basso continuo, koncertów na smyczki i obój  Tomaso Albinioniego. Za chwilę miała przyjść fascynacja utworami Georga Philippa Telemanna  oraz Arcangelo Corelliego. Salę koncertową można mieć na co dzień w duszy, nie są potrzebne do tego szumne wnętrza.

Muzyka tych kompozytorów do dzisiaj przenika mnie silnie i towarzyszy większości moich książek czy drobnych tekstów. Pozwala mi wierzyć, że „muzykosłowo” ma jeszcze jakiś sens, gdy „samosłowo” stało się samobrudzącą szmatką do wycierania kurzu, bo autorzy wierszy i próz różnorakich, blogerzy i wirtualni wszechwiedzący zatapiają jego elitarność i szlachetność. Muzyka barokowa może być tajemnym przejściem do emigracji wewnętrznej. Nie mam ochoty czytać miałkich blogów i wierszy udających poezję. Nie mam ochoty słuchać oszukańczych obietnic bez pokrycia i krzywoprzysięskich deklaracji. Continue reading

Ulica Grottgera

c3_manekin_xxi_wiekuBiałystok to zdumiewające miasto. Nawet jeżeli wyjechałam na zawsze, a lawina zdarzeń przynajmniej  kilka razy uczyniła z mojego życia kolejne Pompeje i Herkulanum, to każde miejsce istnieje w mojej pamięci podwójnie – takie, jak przed laty i na nowo odkrywane  TERAZ.

Na podwórku przy ulicy Grottgera bawiły się moje dzieci. Dwie radosne buzie pochylone nad babkami z piasku nieświadome, że za chwilę pod piaskownicą rozstąpi się ziemia i pochłonie ich dzieciństwo  pozostawiając po sobie rozgrzany popiół.

Tamtędy nam było po drodze do cudownych krain, które nasza trójeczka – córeczka, synek i ja opowiadaliśmy sobie wzajemnie  (spacery tematyczne z dziećmi to niesamowite przeżycie dla matki, otwierające doświadczenie dla pedagoga i dowód, że w przebywaniu z własnymi latoroślami, poświęcaniu im czasu, wspólnemu tworzeniu światów można odnajdywać niesamowitą radość: poprzez spacery w głąb Gwiezdnych Wojen czy opowieść o Robin Hoodzie czy Rycerzach Okrągłego Stołu na terenie Zwierzyńca). Wtedy też przynajmniej dwa razy w tygodniu odwiedzaliśmy bibliotekę muzyczną przy ul. Grottgera i zanurzaliśmy się w gąszcz winylowych płyt z zapomnianymi bajkami i kaset z przebojami jednego popołudnia. Continue reading

Dzień Pana Przeciętniaka

12Pan Przeciętniak obudził się i zasiadł przed komputerem. Włączył Internet i przeglądał wiadomości. Na stronie głównej ,,realnej polski” pierwsza informacja brzmiała ,,ATAK PARÓWEK Z KOSMOSU – SZCZEGÓŁOWY PLAN EWAKUACJI ZIEMI”. Reszta informacji prezentowała podobny poziom merytoryczny o stanie rzeczy. Po przeczytaniu informacji, pan Przeciętniak zajrzał na stronę ,,I Tube” i obejrzał sobie po jednym odcinku seriali ,,Łatwe sprawy” i ,,Dlaczego on?”. Oba seriale przedstawiały losy biednych, pokrzywdzonych kobiet będących ofiarami mężczyzn i swych dzieci. Każda z nich miała ślepo oddaną przyjaciółkę, która do spółki z policją, ratowała sytuację.

Następnie pan Przeciętniak poszedł do pracy, po drodze wstępując do kiosku. Wziął do ręki pierwszego z brzegu Bzdurlequina na okładce którego widniała para, która chwaliła się swoimi śnieżnobiałymi zębami. Na okładce następnego, dwoje zakochanych z porozpinanymi ciuchami nawzajem miętosiło sobie usta. Wyglądało to tak, że nawet ostatni jełop odgadłby, co zrobią zaraz… Continue reading

Laboratorium. Ku przestrodze przed
judeobolszewizmem

chemical-laboratory     I jak, pani magister C – rozległ się głos koordynatora badań – czy obiekt MINCIN 3 jest gotowy?

        Tak proszę pana, w ciągu ostatnich czterech dni masa mięśniowa wzrosła o 250%.

Koordynator uśmiechnął się. Tak, już wkrótce ci żołnierze… nie, nie żołnierze. Monstra, zgładzą Wielką Federację Obu Ameryk a wtedy Wszech Unia Euroazjatycka stanie się supermocarstwem. No i ta dwusetletnia wojna skończy się, a rok 2302 będzie pierwszym od dwóch wieków rokiem spokoju. Tak, armia genetycznie zmodyfikowanych ludzi będzie niezwyciężona.

Bestie. Tak pani magister C – zwana niegdyś Dorotą – nazywała swych przełożonych w myślach. Czemu tu u licha pracuję? Po co udawałam się na studia z zakresu genetyki nowoczesnej? Chyba po to, by żyć  – odpowiedziała sobie patrząc na wielką kadź. Continue reading

Obserwacje: ,,Mamo, Tinky–Winky
to ped…au!”

TWW życiu dziecka ( nastolatka?) przychodzi taki czas, gdy to ukochana postać z bajki czy pluszak staje się obiektem, często niewybrednych, żartów. Zanika niewinny chichot malca na widok bohatera bajki, a pojawia się niemal rechot. Księżniczka z bajki  staje się „niezłą babką”, o ile szkrab nie postanowi użyć bardziej dosadnych określeń. Choć nieraz i na pozór uroczy malec potrafi zaskoczyć.

Anorektyczna Barbie o nieprawdopodobnych proporcjach kobiety-maskotki dla zwichrowańców jest bohaterką wersji „moderne” starych, dobrych bajek. Niewinny Tinky-Winky przed kilku laty również stał się ofiarą seksualizacji mediów.Kto dziś jeszcze pamięta o edukacyjnych walorach opowieści o pluszaku i jego kumplach? Powszechne skojarzenia dotyczą  słynnej torebki…

Oglądając pełnometrażowe filmy dla dzieci możemy dostrzec pewną prawidłowość: w każdej tego typu produkcji sceny komiczne przeplatają się ze scenami pełnymi refleksji, czy wręcz smutku. W jednym momencie śmiejemy się do rozpuku, chwilę potem w milczeniu patrzymy na poważną rozmowę o smutnej przeszłości jednego z protagonistów. Podobne sytuacje występują chyba w 99% amerykańskich filmów animowanych wielkich wytwórni. Szczególnie uwypukla się to w komediach, bowiem w jednym filmie możemy zobaczyć zarówno głupiego leniwca, sepleniącego i z wybałuszonymi oczami, jak i kobietę oddającą własne życie za swoje maleńkie dziecko. To działa również w drugą stronę: w dość poważnym, jak na film dla dzieci, obrazie traktującym o kalece o dobrym sercu i okrutnym człowieku pełnym religijnej obłudy oraz nieczystej żądzy pojawiają się zabawne, kamienne stworki o zabójczo śmiesznych tekstach. Continue reading

Szwajcarskie okno

solothurn-hotel-an-aare-alte-25864Jest późny, listopadowy wieczór. W siedemnastowiecznych murach dawnego szpitala miejskiego w Solurze już od kilku godzin palą się światła. Kolejny dzień spędzony w Szwajcarii był znów bardzo polski w duchu.

Dziś odbył się III zjazd potomków polskich oficerów i żołnierzy internowanych w tym kraju podczas II wojny światowej. Spotkanie rozpoczęliśmy udziałem w uroczystej Mszy Świętej odprawionej  przez Księdza Gregora Piotrowskiego, proboszcza z Langenthal. Następnie udaliśmy się do XVIII-wiecznego wnętrza Hotelu an Der Aare, gdzie gości ze Szwajcarii i Polski przywitali inicjatorzy spotkania: Stefan Paradowski, Françoise Okopnik oraz Ursula Kaufmann-Konieczny. Przemawiał również prezydent Miasta Kurt Fluri, Prezes Towarzystwa Kościuszkowskiego Thomas Wallner, Włodzimierz Cieszkowski – jeden z ostatnich  żyjących internowanych oraz Jan Stanisław Ciechanowski – Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Continue reading

Z troski o życie

SAMSUNG DIGITAL CAMERAPrzed kilkoma dniami zakończyły się Trzecie Dni Godności Życia oraz Międzynarodowa Konferencja Naukowa Otoczmy Troską Życie pod patronatem honorowym Jego Ekscelencji Księdza Arcybiskupa prof. dr hab. Edwarda Ozorowskiego Metropolity Białostockiego. Zorganizowana została przez Międzywydziałową Katedrę Teologii Katolickiej UwB oraz Podlaski Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich przy współudziale m. in. Akcji Katolickiej Archidiecezji Białostockiej, Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku oraz  Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych w Białymstoku.

Trzy sesje poświęcone kolejno[1]: obronie życia nienarodzonych, rodzinie jako naturalnemu środowisku wzrastania człowieka oraz prawu człowieka do naturalnej śmierci wzbudziły szczególne emocje – prelegentów, uczestników, a także adwersarzy, Continue reading

DNI LISTOPADOWE

cemeteryGrobowce epitafia, piramidy, mastaby, kolumbaria, krematoria i cmentarze stanowią częsty motyw literacki i filmowy, ale to naukowa pasja tanatologiczna oraz fascynacja bohaterskimi postawami Polaków podczas II wojny światowej zawiodły mnie po raz kolejny na południe Włoch.

Uhonorowani w Casamassima żołnierze 2 Korpusu Polskiego ponieśli śmierć w wyniku walk nad rzeką Sangro, zmarli w szpitalach w Bari oraz Neapolu na skutek ran odniesionych podczas wcześniejszych walk. Zostali na zawsze w tutejszej nekropolii okolonej obfitymi winnicami, zdominowanej przez śródziemnomorską roślinność. Wejścia strzegą tu kamienne polskie Orły, a nad bramą wejściową widnieją słowa św. Pawła Apostoła: „W dobrych zawodach uczestniczyłem, wiary ustrzegłem…”. Tu właśnie zebraliśmy się znów A.D. 2013,  w dniu 2 listopada na polsko-włoskiej Mszy Continue reading

Róża i kolce

MC zdjecie róza 2Dnia 2 września, nieomal dwa miesiące temu szłam ulicą Malczewskiego w Warszawie. Dokładnie w rocznicę śmierci księżniczki i sanitariuszki Róży Marii Sapieżanki, szczególnie ważnej dla mnie postaci. Poległa w 1944 roku, dokładnie sześćdziesiąt dziewięć lat wcześniej.

Piękna bohaterka przyszła na świat w dniu 19 stycznia 1921 w  miejscowości Bobrek koło Oświęcimia. Jej matką była Teresa z Sobańskich, zaś ojcem  – Adam Zygmunt Sapieha, jeden z pierwszych austro-węgierskich lotników podczas I wojny światowej, a od 1924 roku oficer rezerwy 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich.

Mam nieustanny głód autorytetów, a że staram się zaspakajać wczytywaniem się w dzieje Wielkich Nieobecnych, wśród nich znajduje się Maria Róża Sapieżanka sanitariuszka oddziału „Bakcyl” (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej). Jej zwierzchnikiem był zaś Henryk Lenk (1894- 1969) – dr medycyny major – podpułkownik, który w  1918 r. jako ochotnik wstąpił do 21. Pułku Piechoty Wojska Polskiego.

Do oddziału należeli też inni  znani sanitariusze –  urodzony w  Równem w 1930 roku, a zmarły przed kilkoma miesiącami prof. dr hab. Zbigniew Słomko, późniejszy kierownik Katedry Perinatologii i Ginekologii oraz Kliniki Perinatologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego Continue reading

Nierasowa romanistka

szarlotkaZastanawiam się, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby Białystok mnie nie wypluł. Z pewnością nie siedziałabym teraz w maleńkiej kawiarence naprzeciw Sorbony i nie pisałabym kolejnego wiersza w języku francuskim!

A przecież bardzo chciałam w Białymstoku zostać! Jak Siłaczka nieść kaganek oświaty – również romanistycznej, tworzyć polski Las Tysiąca Poetów, tworzyć kolejne wystawy-instalacje poświęcone arturiańskiej Bretanii, reżyserować amatorsko sztuki z udziałem studentów lokalnej romanistyki, co zresztą jednorazowo uczyniłam, gdy przed wielu laty pokazaliśmy awangardową wersję sztuki o Świętym Graalu w języku starofrancuskim. Studenci czuli się wówczas dowartościowani i kilkoro nawet rozmiłowało się w meandrach archaicznej wersji języka, kilkoro też uległo głębokiej fascynacji średniowieczem.

Niektórzy przybywający do Białegostoku oraz bliscy memu sercu francuskojęzyczni poeci i pisarze nawet uczynili nasze miasto miejscem serdecznej refleksji. Na paterach Paryża próżno dziś szukać białostockich jabłek. Muszę zadowolić się substytutem szarlotki kupionej w jednym z iluzorycznych sklepików Dzielnicy Łacińskiej. Continue reading

Bez wieży

DSC05079Kościół świętego Wojciecha był ulubionym kościołem mojego dzieciństwa. Nad ołtarzem czuwał Chrystus w błękitach i wydawało mi się, że w tle widać podczas Mszy Świętej kawałek prawdziwego, gwiaździstego nieba. Nieba wewnątrz kościoła, który daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że zły świat jest bardzo daleko, że dziecku nic stać się nie może i że kościół świętego Wojciecha będzie tu trwał na zawsze. W NIEZMIENNEJ postaci.

Dorosłość to rozczarowanie i stracone złudzenia. Fizyczne odczuwanie przemijania i nieuchronności.

Kiedy wracam pamięcią do wystroju wnętrza kościoła świętego Wojciecha, czuję się silniejsza duchem i wzruszona zarazem. Pamiętam, jak z Mamą odwiedzałyśmy księdza profesora Stanisława Piotrowskiego  w pobliskim Seminarium. Przywołuję po wielokroć przez minione lata, Jego niezwykłą przenikliwość i Jego przesłania. Gdy byłam dzieckiem, mówił do mnie zawsze „Martuchno”. Tak też zwracał się do mnie jako do osoby dorosłej. Troszczył się i przestrzegał, przewidując zasięg i przejawy zła. Ksiądz Profesor był jednym z najwspanialszych ludzi, jaki w życiu poznałam.Udzielał mi mądrych, przenikliwych rad. Darzyłam go szczególną atencją i nigdy Go nie zapomnę. Continue reading