Afera podsłuchowa – jest całkiem na odwrót
niż wam ścierwomedia przedstawiają


UchoTzw. „afera podsłuchowa” śmierdzi z daleka. Śmierdzi przede wszystkim to, że była nagłośniona przez ścierwomedia i, że to właśnie ścierwomedia podgrzewają atmosferę. Okazuje się, że mamy do czynienia z kolejną operacją fałszywej flagi forsowaną przez media.
Tam gdzie nie wiadomo o co chodzi, chodzi zapewne o kasę i okazuje się, że i tak jest w tym przypadku. Całkowicie przekonał mnie do tego artykuł Tomasza Urbasia z 15 czerwca „Patriotyczna gra Belki”. Sądzę, że ma rację. Nie będę więcej komentował, ponieważ nie jestem ekspertem finansowym, pozwolę sobie zacytować artykuł Tomasza Urbasia w całości.

========================================

Patriotyczna gra Belki
Załamanie gospodarcze i walka z banksterami o polską suwerenność monetarną.

W każdym normalnym państwie rozmowa Sienkiewicza i Belki powinna odbyć się. Powinna być ściśle tajna. Tematem rozmowy nie był pozbawiany stołka Rostowski, a bezpieczeństwo finansowe państwa w obliczu załamania gospodarczego. Dziennikarzy tygodnika Wprost użyto w walce przeciwko odzyskaniu przez Polskę pełnej suwerenności monetarnej. Stali się narzędziem obrony zysków osiąganych na emisji złotego przez zagranicznych bankierów kosztem Polaków. Rostowski nie był ofiarą. Był przeszkodą w realizacji planu uniezależnienia NBP od zagranicznej finansjery.

Narodowy Bank Polski emituje złotego. W uproszczeniu emisja złotego polega na udostępnianiu go w zamian za zagraniczne obligacje. W tym celu nasz bank centralny skupuje od rządu obcą walutę, wydając złotego na rachunek bankowy rządu. Obecnie rząd otrzymuje walutę z Unii Europejskiej (środki pomocowe) i ze sprzedaży za granicą polskich obligacji. Wcześniej waluta wpływała głównie z prywatyzacji dla podmiotów zagranicznych. Skupiona waluta jest inwestowana przez NBP w zagraniczne papiery wartościowe (głównie obligacje amerykańskie i niemieckie). Te zakupy tworzą oficjalne rezerwy walutowe Polski. Na koniec maja 2014 r. sięgnęły one 103 mld dolarów. Rezerwy wielokrotnie przekraczają poziom zapewniający płynność rozliczeń polskiego handlu zagranicznego.

Miliardy dolarów wypływają z Polski za granicę. Finansują obce rządy. Na pośrednictwie w tym procederze zarabiają zagraniczni bankierzy. Nie zawsze tak było. Do 1997 r. NBP emitował złotego kupując od rządu polskie obligacje skarbowe. Transakcje przeprowadzano w Polsce, bez udziału zagranicznych bankierów, bez zapewniania im zysku. Konstytucja Kwaśniewskiego z 1997 r. zakazała finansowania przez bank centralny deficytu budżetu państwa. Odtąd zagraniczni bankierzy mają swoje dolce vita.

Straty Polski na utrzymywaniu wysokich rezerw dewizowych przez NBP to temat tabu. W 2011 r. czasie konferencji w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim ówczesna członkini Rady Polityki Pieniężnej Zyta Gilowska w obecności innego członka RPP Andrzeja Kaźmierczaka przerwała publiczną debatę o tym problemie (kliknij tutaj).

Jak donosi Wprost w lipcu 2013 r. Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz spotkał się w restauracji z Markiem Belką. Sienkiewicz zarysował Belce scenariusz załamania finansowego Państwa do 2015 r. (kliknij tutaj). Jako lekarstwo rozmówcy rozważali niestandardowe działanie – skup przez NBP polskich obligacji skarbowych.

Do krachu miałoby dojść na skutek opóźnienia napływu środków na inwestycje publiczne w nowej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej na lata 2014-2020: „wpływy są opóźnione, wiemy, że jest buch, mniej pieniędzy niż  tam nie wiem w 2015 pod koniec, ale na razie nie bucha, są sygnały, że idzie ku lepszemu, brakuje pieniędzy w budżecie, cięcia są niewystarczające”. Konsekwencją tego jest pogorszenie ocen przyszłości przez konsumentów i przedsiębiorców i spowolnienie gospodarcze. Spowolnienie oznacza mniejsze wpływy do budżetu, który jest pod kontrolą Unii z uwagi na nadmierny deficyt. Finanse państwa rozjeżdżają się. Wybory wygrywa PiS co zdaniem Sienkiewicza: „oznacza ucieczkę inwestorów, pogorszenie się warunków finansowych”. Minister zadaje pytanie: „Czy jest to moment na uruchomienie tego rodzaju rozwiązania, czy nie? Bo ja mam takie poczucie, że to jest wariant ok., ale on nie jest kompletnie hipotetyczny.”. Belka odpowiada: „Dobrze. Podoba mi się ten sposób stawiania sprawy. Bo on dotyczy Polski, a nie tylko tak zwanej gospodarki, czy jakiegoś tam…”. Belka podsumowuje: „Mówiąc po prostu  jeśli w drugim półroczu gospodarka się zdecydowanie nie przyspieszy to będzie problem. To będzie być może konieczne tego rodzaju niestandardowe działanie. A wtedy trzeba serdecznie ze wszystkimi, jakby to powiedzieć, możliwymi tymi różnymi lanserami podziękować hrabiemu von Rothfeld-Rostowskiemu i powołać technicznego niepolitycznego ministra finansów, który znajdzie w banku centralnym pełne wsparcie.” Dyrektor Gabinetu Prezesa NBP Sławomir Cytrycki podkreśla „z takim patriotycznym zacięciem.” Belka przytakuje.

Sienkiewicz podkreśla, że „na to wszystko kolega Rostowski mówił:  „w życiu!”. W życiu bo to nam zdewastuje opinie, bo to jest niewykonalne, bo tego nie wolno robić. Ja już w to nie chcę wchodzić dlaczego tak powie, bo to oddzielna sprawa, ale …”. Belka zdecydowanie odpowiada: „Dobrze… Po pierwsze ja bym chciał mieć partnera, który się nazywa Prezes Rady Ministrów, a nie Minister Finansów. Ja bym wtedy … bo to oczywiście oznacza… bardzo istotną zmianę w statusie nie moim osobistym, bo ja to tam w ogóle wiesz… tylko tej instytucji co patronuje. I ja wtedy mówię premierowi: „bardzo dużo jest możliwe””.

Finał ujawnionej przez Wprost części rozmowy podkreśla, że przedmiotem dyskusji była zmiana ustawy o NBP, a nie stołek Rostowskiego.

Cytrycki: Dlatego powinieneś wcześniej zrobić zmianę w ustawie o NBP.

Belka: Tak, bardzo ważna sprawa.

Cytrycki: Rostowski tego nie zrobi…

Belka: Mogę to zrobić tylko z Tuskiem.

W sierpniu 2013 r. Ministerstwo Finansów ujawniło projekt założeń do zmiany ustawy o NBP (kliknij tutaj). W projekcie znajduje się niepozorne zdanie: „Proponuje się stworzenie możliwości sprzedaży i kupna dłużnych papierów wartościowych przez NBP także poza operacjami rynku otwartego.” Zdanie to ma charakter rewolucyjny. To postulat umożliwienia bankowi centralnemu nabywania polskich obligacji skarbowych w celu emisji złotego i zapewnienia płynności rynkowi polskich papierów skarbowych na wzór operacji luzowania ilościowego Rezerwy Federalnej w Stanach Zjednoczonych.

Mimo, że zdanie ma charakter rewolucyjny, w projekcie w ogóle (!) go nie uzasadniono. Co więcej schowano je w błędnym miejscu założeń. Znalazłem je w proponowanych zmianach innych ustaw. Tymczasem powinno znaleźć się w części założeń opisujących zmiany w ustawie o NBP. W uwagach do projektu pierwszy zastępca prezesa NBP zasygnalizował „błąd” legislacyjny proponując przesunięcie zmiany do właściwej części założeń oraz sugerując jej związek z pracami nad projektem ustawy o nadzorze makroostrożnościowym nad systemem finansowym (kliknij tutaj). Komisję Nadzoru Finansowego (kliknij tutaj) oraz Giełdę Papierów Wartościowych (kliknij tutaj) zaskoczyła nieprecyzyjność propozycji.

Związek Banków Polskich uznał (kliknij tutaj), że „proponowane zmiany […] powinny mieć charakter umożliwienie działań niestandardowych podejmowanych przez Narodowy Bank Polski w nadzwyczajnej sytuacji budżetowej”. ZBP zaproponował ograniczenie takiej możliwości do 2-4 lat od wejścia w życie nowelizacji. To sensacyjne stanowisko. Wynika z niego, że w ZBP nie wyklucza załamania budżetowego w latach 2015-2019. Potwierdza to realność krytycznego scenariusza omawianego na spotkaniu Sienkiewicza i Belki w lipcu 2013 r. Wygląda na to, że rząd wie. NBP wie. Bankowcy wiedzą. Tylko nas „zapomniano” poinformować o możliwym głębokim kryzysie w roku wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

W listopadzie 2013 r. stanowisko wicepremiera i ministra finansów traci Rostowski. W tym samym czasie powstaje nowy projekt założeń zmiany ustawy o NBP (kliknij tutaj). Możliwość nabywania przez NBP polskich obligacji skarbowych przesunięto do właściwej części dokumentu. Pojawia się obszerne uzasadnienie. W uzasadnieniu podkreślono zakaz nabywania przez banki centralne obligacji państwowych bezpośrednio od państw Unii Europejskiej. Zakaz ten wprowadzono Traktatem Lizbońskim, ale nie obejmuje on operacji na rynku wtórnym. Bank centralny może nabyć dług własnego państwa, byle nie wprost od tego państwa. Delikatność rozwiązania podkreśla następujące zdanie nowej wersji założeń: „stosowanie tego przepisu nie może być wykorzystane do obejścia zakazu sformułowanego w art. 123 TFUE, a w konsekwencji, zakupy papierów wartościowych na rynku wtórnym, nie będą mogły stać się formą pośredniego finansowania budżetu państwa, czy sektora publicznego.”

W czasie rządów Rostowskiego w Ministerstwie Finansów propozycja emitowania przez NBP złotego przez skup polskich obligacji była potraktowana zdawkowo i skrycie, jakby przy pełnej świadomości możliwego sprzeciwu Rostowskiego. Dopiero w czasie, gdy minister tracił stanowisko, idea skorzystania w emisji złotego z polskich, a nie zagranicznych obligacji znalazła pełne rozwinięcie. Ujawniona przez Wprost rozmowa wskazuje na rozłam we władzach państwa. Sienkiewicz i Belka zdają się kierować interesem narodowym przy poszukiwaniu narzędzi walki z grożącym kryzysem gospodarczym. Co do Rostowskiego Belka poczynił uwagę o pochodzeniu ministra z mniejszości wyznaniowej („hrabiemu von Rothfeld-Rostowskiemu” wytłuszczenie moje). Na takie tło wskazuje również natychmiastowa pryncypialna krytyka Sienkiewicza i Belki przez Gazetę Wyborczą: „To złamanie prawa i dyskwalifikacja PO, jako siły politycznej zdolnej do rządzenia krajem – twierdzi prof. Kik. – Jeżeli mamy do czynienia z dogadywaniem się szefa niezależnego banku narodowego z ministrem konstytucyjnym, jeśli dochodzi między nimi do konspiracji, to jest to po prostu złamanie konstytucji – dodaje.” (kliknij tutaj).

28 maja 2014 r. Ministerstwo Finansów przekazało projekt do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (kliknij tutaj). Sekretarz Rady Ministrów Maciej Brek ustalił, że projekt ma być przedmiotem obrad Rządu w dniu 10 czerwca 2014 r. Tego dnia z niejawnych powodów projekt spada z obrad rządu. Jednocześnie dziennikarze Wprost pracują nad przekazanymi im tajnymi nagraniami. Mający kontakty z ludźmi służb współautor artykułu Michał Majewski 11 czerwca sugeruje, że temat kasy Kwaśniewskiego powinien być przykryty.

majewski-o-kwasniewskim

W nocy z piątku na sobotę Majewski jeszcze pracuje i sugeruje twiterem „sztorm”. W sobotę 14 czerwca rankiem o 7:16 redaktor naczelny Wprost podgrzewa atmosferę: „@MajewskiMichal Teraz poszło do druku :) @BurzynskaAga @Bielakowski”.

latkowski-o-druku

Ostatecznie założenia do zmiany ustawy o NBP mają trafić na obrady Rady Ministrów we wtorek 17 czerwca (kliknij tutaj). W przeddzień posiedzenia rządu Wprost z aferalną zawartością trafia do sprzedaży.

Mam zastrzeżenia do językowego stylu Sienkiewicza i Belki. Mam zastrzeżenia do braku ochrony kontrwywiadowczej. Mam zastrzeżenia do szczegółów propozycji (ryzyko drukowania przez NBP złotego dla polityków w nieograniczonych ilościach). Ale mam szacunek do bohaterów artykułu Wprost, że poruszyli problem emisji złotego, na który wyjątkowo wrażliwi są bankierzy za granicą i ich pomocnicy w Polsce. Warto zbadać czy decyzje Rostowskiego były zgodne z interesem narodowym Polaków.

Znalezione na: http://www.monitor-polski.pl/afera-podsluchowa-jest-calkiem-na-odwrot-niz-wam-scierwomedia-przedstawiaja/

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Afera podsłuchowa – jest całkiem na odwrót
niż wam ścierwomedia przedstawiają

  1. nana mówi:

    bardzo ładnie, bardzo mądrze. Wygląda na to, że ten „nie polski rząd” obecny to jest jak najbardziej polskim rządem. Zastanowić się można by nad tym, dlaczego nie informowano o tym Polaków. Ja też bym Polaków nie informowała, gdybym miała zamiar przeprowadzić jakąś ważną zmianę i to na korzyść Polski. Po prostu u nas nie ma już żadnych obywateli czujących odpowiedzialność za Ojczyznę, lecz jest banda rozgdakanych rodaków, z których każdy chce mieć rację choć sam nie ma pojęcia, o czym sam mówi. Taka jest ta przykra ale prawda. Polacy mają namieszane w głowach i żadne argumenty rzeczowe do nich nie przemawiają. Poza tym przecież jest jasne, że jeżeli ujawni się swój plan wrogowi, to on będzie przeszkadzał w jego realizacji. Więc dobrze się stało, że ludzie sprawujący wysokie urzędy mają poczucie rzeczywistości i nie rozmawiają otwarcie z motłochem udającym polskich obywateli. Polski obywatel ma przede wszystkim obowiązki wobec Ojczyzny, z których to obowiązków wynikają potem jego prawa. U nas ludzie realizują koncepcję odwrotną: chcą mieć prawa i ewentualnie niektóre obowiązki.Tak się nie da i w ten sposób każde państwo pójdzie na dno.

    Na szczycie strony Panowie wyglądają nieźle, ale czy nie było na Podlasiu chłopów pracujących na tych wykontuszowanych? Podstawą każdego kraju są prości ludzie, pracujący własnymi rękami na chleb dla wszystkich. W kontuszu wygląda się co prawda niezwykle twarzowo, ale przecież jeść też coś trzeba, a więc i pracować, albo przynajmniej szanować tych, co pracują na chleb dla wszystkich.