Dzień: 16 lipca 2014

Transplantologia zabija, świat milczy!

organs for saleZ doktorem nauk medycznych o. Jackiem Norkowskim OP, autorem książek „Człowiek umiera tylko raz” i „Medycyna na krawędzi” rozmawia Agnieszka Piwar z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

W Polsce od lat dziewięćdziesiątych obowiązuje definicja śmierci oparta na kryteriach mózgowych. Występuje Ojciec jako zdecydowany jej przeciwnik. Dlaczego?

O. Jacek Norkowski: Definicja ta jest przedmiotem mojej krytyki, z powodów etycznych i naukowych uważam ją za całkowicie niesłuszną. Definicja śmierci mózgowej zawarta jest w dokumencie harwardzkim. Jego kryteria sprowadzają się do umożliwiania orzekania śmierci człowieka na tej podstawie, że stwierdzono u niego śpiączkę określoną jako nieodwracalna i w ramach tej śpiączki bezdech oraz brak odruchów nerwowych w obrębie głowy.

W samym raporcie harwardzkim nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla uznania stanu śpiączki za stan śmierci człowieka. Jego autorzy podali jako uzasadnienie dla takiej decyzji to (nie było uzasadnienie od strony medycznej) brak miejsca w szpitalach, i że w przypadku chęci pobrania narządów brak takiej definicji śmierci powodowałby kontrowersje. Zatem do rozwiązania tych kontrowersji wprowadzono nową definicję śmierci. Potem tylko autorzy dokumentu podali, jak to technicznie wykonać, żeby postępowanie lekarza zmieściło się w ramach obowiązującego prawa. Generalnie nawet nie trzeba zmieniać prawa, ponieważ jeśli uznamy ten stan za śmierć, to on wchodzi w te rubryki prawne, które mówią o śmieci.

Kryterium tzw. śmierci mózgowej po raz pierwszy pojawiło się w 1968 r. Jakie były kulisy powstania tej definicji i kto ją zatwierdził?

To była stosunkowo nieduża, dwunastoosobowa grupa, powołana po zrobieniu pierwszego przeszczepu dokonanego w 1967 r. przez Christiaana Barnarda w Afryce Południowej. To była taka próba, żeby wykorzystać moment, kiedy cały świat się zachłysnął sukcesem Barnanda – choć był to wątpliwy sukces, gdyż biorca bardzo szybko umarł.

Zatem, żeby Banrand nie poszedł do więzienia, trzeba było wymyślić jakieś uzasadnienie prawne dla tego, co zrobił. Przecież zrobił to niezgodnie w prawem – nie można żyjącemu pacjentowi tak po prostu wyrwać serca z klatki piersiowej. A przynajmniej do niedawna jeszcze było to niemożliwe. Trzeba więc było wymyślić jakąś formułę. Wymyślono zatem formułę „śmieci mózgowej” i nazwano, że to jest zwykła śmierć. Continue reading „Transplantologia zabija, świat milczy!”

Byle uciec…

SAD slonca-droga-las-drzewa-promienie        Rok 2185

Beata i Włodek już na dobre stracili poczucie czasu. Ubrania mieli przepocone i brudne, ostatni raz umyli się jakieś pięć dni wcześniej. Jedli tylko to, co znaleźli: jagody, czasami jakiegoś królika, od czasu do czasu z trudem złowioną rybę. Benzyna w zapalniczce Włodka powoli się kończyła, wkrótce zatem mieli pożegnać się z mięsem i zacząć grzebać po krzakach w poszukiwaniu owoców oraz modlić się, by zjedzone grzyby nie zapewniły im śmierci w męczarniach. Beata wyglądała jak porcelanowa laleczka i nie nawykła do takiego wysiłku. Włodek martwił się o swoją ukochaną, sam żałował sobie jedzenia, był przecież wytrzymały a ona potrzebowała jego opieki. Nocami drżała w jego ramionach szlochając i pytając, czy daleko jeszcze do Granicy. Tak, Granicy. Gdyby tam dotarli, byliby wolni, nie musieli by uciekać w łachmanach nasłuchując niebezpieczeństwa i dziękując Bogu za każdą chwilę, którą przeżyli. Za Granicą mieszkają wolni ludzie, którzy nie boją się Łowców. Tych degeneratów. Włodek pamiętał, jak skończyła się radość w życiu Beaty. Do jej rodzinnego domu przyszli Łowcy. Głusi na błagania jej ojca, płacz matki i pytania małego braciszka wzięli się do – jak oni to nazywali – ,,roboty”. Beata ocalała, bo była na herbacie u przyjaciółki. W umyśle Włodka wciąż brzmiał nieludzki wręcz wrzask Beaty, gdy od sąsiada dowiedziała się, co spotkało jej rodzinę. Odprowadzał ją do domu, spotkali się na mieście, gdy pan Stefan przekazał tą straszną wieść. Teraz Beata miała tylko niego, jej rodzina… wzdrygnął się na samą myśl o ,,robocie” łowców. Był jedyną nadzieją swojej dziewczyny.

– Kochanie, widzę tu krzak z jeżynami. Odpocznijmy, proszę – jej melodyjny głos wyrwał go z zamyślenia. Jak na tak delikatną osobę zaskakująco dobrze się trzymała, w tym znaczeniu, że świadoma zguby swych najbliższych nie postradała zmysłów. Naprawdę ją podziwiał, wiedział jednak, że i jej wytrzymałość ma swoje granice. Na szczęście to piekło niedługo się skończy.

– Ale tylko chwilę. Wiem skarbie, jaka jesteś zmęczona, ale jak żeśmy byli na tamtej górce parę godzin temu to przysiągłbym, że słyszałem z oddali kilka psów. A szczerze wątpię, by po lesie hasały sobie niewinne Continue reading „Byle uciec…”